Efekt CSI? "Nawet pracownicy wymiaru sprawiedliwości dają się nabierać na to, co widzą w serialach"

Gdzie kończy się prawdziwe życie, a zaczyna świat wymyślony przez twórców filmowych? Okazuje się, że granica często jest niewidoczna nawet dla fachowców. - W jednym z postanowień kierowanych przez organy ścigania do laboratorium pojawiło się wskazanie, żeby sprawcom napadu, którzy mieli założone kominiarki... odsłonić twarze. A to przecież niemożliwe - tak o "efekcie CSI" opowiada wybitny ekspert dr Paweł Waszkiewicz z Katedry Kryminalistyki UW.
Dla bohaterów "policyjnych" seriali, takich jak "CSI: Kryminalne zagadki Miami" czy "CSI: Kryminalne zagadki Nowego Jorku", nie ma rzeczy niemożliwych. Genialni eksperci błyskawicznie są w stanie rozwiązać zagadkę nawet najbardziej skomplikowanego śledztwa. Rzeczywistość oczywiście nie jest już tak kolorowa. Choćby dlatego, że techniki stosowane przez filmowych śledczych oraz ich urządzenia pomagające w badaniu śladów... po prostu nie istnieją.

- Ale niestety nie wszyscy rozumieją, że film to szereg uproszczeń, a niektóre rzeczy pokazane w serialu są po prostu wymyślone przez twórców. Jeśli ktoś chce z telewizji czerpać wiedzę, może się srogo zawieść - mówił w TOK FM dr Paweł Waszkiewicz z Katedry Kryminalistyki Uniwersytetu Warszawskiego.

Tego nie da się zrobić

Z ludzi, którzy wierzą w to, co pokazano w serialach, łatwo jest żartować. Ale przestaje być śmiesznie, kiedy w tym gronie są ludzie, którzy powinni być ekspertami. A jak mówił goście programu "OFF Czarek", nie są to przypadki odosobnione.

- W serialach z cyklu "CSI" pokazano m.in. że do zidentyfikowania sprawcy przestępstwa przeszkodą nie jest nawet to, że ma zakrytą twarz lub jest odwrócony tyłem do kamery, która zarejestrowała zdarzenie. Dzięki zaawansowanym technikom, serialowi eksperci potrafią "odwrócić" sprawcę do kamery albo odsłonić jego twarz. Zdarzyły się postanowienia kierowane dla laboratoriów kryminalistycznych przez polskie organy ścigania, w których pojawiało się wskazanie, by... "zdjąć" kominiarki sprawcom przestępstwa. A to jest niemożliwe - powiedział dr Waszkiewicz.



Podobne sytuacje pamięta ze swojej kariery były oficer policji i technik kryminalistyki Ludomir Niewiadomski. - Jeżeli dzwonią prokuratorzy czy policyjni przełożeni i żądają, żeby technik przyjechał z lampą ultrafioletową do ujawniania śladów krwi, to to jest właśnie jeden z negatywnych "efektów CSI" - mówił.

Dr Waszkiewicz przyznał, że postanowił sprawdzić, czy promienie ultrafioletowe pomagają w ujawnianiu takich śladów. - To nie działa.

Inspiracja

Ale seriale kryminalne mogą też być źródłem pozytywnej inspiracji. Według Ludomira Niewiadomskiego, pracę techników kryminalistyki mogłyby poprawić przenośne komory cyjanoakrylowe. - Pierwszy raz widziałem taką komorę właśnie w serialu "CSI". Wyglądała jak mały namiocik. Na pewno u nas kosztowałoby to jakieś 30 tys. zł. Ale taką komorę można byłoby wykorzystywać do badań w każdym miejscu - uważa były policjant.



Laikom wyjaśniamy, że komory cyjanoakrylowe służą na przykład do wywoływania odbitek linii papilarnych. - Przenośne komory widziałem w katalogach firmy zaopatrującej amerykańską policję - dodał Niewiadomski.

Fascynacja serialami może jednak wpływać na wykonywany zawód. Dr Waszkiewicz zna studenta, który był fanem serialu "Dexter" i po przejściu długich szkoleń "w zakresie analizy śladów krwawych" oraz praktyki jako ekspert został biegłym sądowym.

Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM

Serwis informacyjny

Komentarze (17)
Efekt CSI? "Nawet pracownicy wymiaru sprawiedliwości dają się nabierać na to, co widzą w serialach"
Zaloguj się
  • seznam

    Oceniono 70 razy 60

    Daleko szukać, znam jednego eksperta lotnictwa, który został nim bo latał samolotem jako pasażer i obserwował jak zachowuje się samolot w locie. Tym bardziej nie dziwi mnie więc biegły sądowy po obejrzeniu serialu Dexter.

  • moherowy_dresiarz

    Oceniono 17 razy 15

    .

    Każdy prokurator powinien swoja "karierę" rozpoczynać w LK lub przy techniku na miejscach zdarzeń ale nie jako wydający polecenia tylko , jako zabezpieczający ślady ... ślady, oczywiście wszelkiego rodzaju i każdy z nich zobaczyłby co potem można z nimi zrobić i w jaki sposób wykorzystać a wtedy teoria w zetknięciu z realną rzeczywistością byłaby najlepszą forma weryfikacji posiadanej wiedzy .....

    .

  • felicjan.dulski

    Oceniono 14 razy 12

    Wszysto przez nieuctwo. Wszędzie mamy takich "ekspertów". Głupota nie boli, a ile zadziwień i radosnych zaskoczeń daje wyposażonemu.

  • jacek007g

    Oceniono 9 razy 9

    "Dr Waszkiewicz przyznał, że postanowił sprawdzić, czy promienie ultrafioletowe pomagają w ujawnianiu takich śladów. - To nie działa."

    Mam wrażenie, że pominęliście, albo nie napisaliście o luminolu, o którym pewnie mówił dr Waszkiewicz.

    Swoja drogą to Dexter był też seryjnym mordercą... niezbyt dobra inspiracja;) Dużo też przestępcy mogą się nauczyć z różnych dokumentów z kanałów typu Crime and Investigation:D

    Ahh i jeszcze przypomniał mi się film Wróg publiczny (film z początku lat .90), gdzie z zwykłej kamery przemysłowej nagrano film, a technicy z policji na rozkaz dowódcy dowolnie obracali i manipulowali w 3D z obrazu 2D... w dodatku prześwietlenia papierowych torb z obrazu kamery...

  • naz_niepoprawna

    Oceniono 11 razy 7

    Hmm, a jeżeli pan prokurator jest fanem "Star Treka", to chce by go teleportowano na miejsce zbrodni?

  • kesik001

    Oceniono 15 razy 7

    "zawodowcy" z gazeta.pl na pewno dają się nabrać.

  • stenrw

    Oceniono 5 razy 5

    No cóż, nasza prokuratura potrafiła nawet jasnowidza wezwać jak eksperta. Całkiem "na poważnie"!

  • eidealka

    Oceniono 4 razy 4

    Ja nie wymagam od polskich policjantów żeby byli jak CSI (chociaż fajnie by było), ale zastosowania chociaż dobrej woli i podstawowych metod znanych w XIX w. Opowiem historię prawdziwą.
    Znajomym Niemcom kilka lat temu (ale nie tak dawno, CSI już było) ktoś próbował ukraść dość dobry samochód z parkingu hotelu, w którym nocowali. Miejscowość nieduża, turystyczna, przez grzeczność nie powiem jaka, ok. 50 tyś mieszkańców. Rano, gdy Niemcy zorientowali się co się wydarzyło, wezwaliśmy policję. Pomagałam tłumaczyć, bo oczywiście policjanci w żadnym języku ani be, ani me (podkreślam, że miejscowość turystyczna).
    Złodzieje jakoś znieczulili alarm, dostali się do środka, ale nie udało im się uruchomić samochodu więc uciekli zostawiając samochód otwarty i uszkodzony. W nocy padało i parking hotelu był nieco rozmiękczony, więc złodzieje zostawili mnóstwo śladów butów.
    Przyjeżdżają nasi dzielni policjanci z Komendy Miejskiej, zaczynają krążyć wokół samochodu kilkakrotnie, przy okazji zadeptując buciorami absolutnie skutecznie wszystkie ślady, porobili kilka zdjęć, weszli do środka, obejrzeli zniszczenia dotykając wszystkiego gołymi rękami (nawet nie mieli ze sobą rękawiczek), zrobili zdjęcia, spisali protokół i pojechali. Na moje naiwne pytanie, czy nie byłoby dobrze chociaż zebrać odciski palców odpowiedzieli, że nie ma takiej potrzeby, a w ogóle to proszę ich nie pouczać i że za dużo się naoglądałam seriali telewizyjnych. Moi Niemcy byli w szoku. Jedyny wniosek, jaki im się nasuną po wizycie policjantów, to że oni muszą być w zmowie, albo że to wręcz nie są prawdziwi policjanci.
    Było mi tak bardzo wstyd, że nie wiedziałam jak mam to tłumaczyć. Było mi wstyd za Polskę, Polaków, bezprawie jakie tu panuje, ludzi, jacy pracują w rzekomej policji i za wszystko na co obcy ludzie bezradnie musieli patrzeć.
    Oczywiście za kilka tygodni jako osoba upoważniona do odbioru korespondencji otrzymałam zawiadomienie o umorzeniu postępowania z powodu niewykrycia sprawcy. Niemcy nie chcieli składać skarg ani się odwoływać. Więcej do Polski nigdy nie przyjechali. Przypuszczam, że żaden z ich znajomych odpowiednio nastawiony również.
    Ja się teraz pytam, czy oczekując od policji jakiegokolwiek zainteresowania swoją pracą i chociaż próbą odnalezienia sprawcy, rzeczywiście oczekujemy za dużo? Nie trzeba oglądać seriali żeby widzieć, jak bardzo oni za nasze pieniądze robią wszystko, żeby się nie przepracować i tylko zniechęcić do składania jakichkolwiek zgłoszeń, bo to im psuje statystykę. No bo przecież co się stało? Samochodu nie ukradli, a za zniszczenia Niemcy i tak dostaną odszkodowanie. A jakby jeszcze niechcący znaleźli włamywacza, to by tylko mieli kłopot i musieli go wypuścić, bo przecież nie ukradł.
    Chory kraj, Nie chcę tu być.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX