"...i wtedy usłyszałem, że jestem doktorem Mengele, a polecenia to mogę sobie wydawać żonie" - praca na SOR-ze oczami lekarza

Lekarz z Lublina usłyszał, że jest doktorem Mengele, czyli zbrodniarzem i bandytą. Poszedł z tym do sądu, ale przegrał, bo to "mała szkodliwość społeczna". Lekarze ze szpitalnych oddziałów ratunkowych na co dzień doświadczają agresji ze strony pacjentów. Najczęściej to przemoc słowna - wulgaryzmy i zniewagi.
Pan Grzegorz jest lekarzem. Ma dyżury na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym w szpitalu klinicznym w Lublinie. Do słowa "ku...a" się już przyzwyczaił - takie słowa są na porządku dziennym u wielu pacjentów. I już nawet nie reaguje. Bo gdyby miał tak robić, to prawie nie wychodziłby z komisariatu policji czy prokuratury. A na to i on, i inni lekarze czasu nie mają.

Pacjent żąda

Pan Grzegorz nie przejmuje się najróżniejszymi "docinkami" pacjentów. Tym razem jednak nie odpuścił.

Miał dyżur na SOR-ze, gdy zgłosił się pewien starszy pan, z poważnymi problemami zdrowotnymi. Przyszedł z synem. Jak się później okazało - prawnikiem. Syn zażądał dla ojca badania tomografii komputerowej płuc, miał skierowanie, tyle że na poprzedni dzień. Dodatkowo na SOR-ach nie wykonuje się badań na żądanie.

Pan Grzegorz nie odmówił pomocy. Zlecił szereg badań, choć uznał, że akurat tomografia płuc nie jest tu potrzebna. - Pacjent został poddany diagnostyce, choć musiał około godziny poczekać. Bo mieliśmy w tym czasie kilku pacjentów w stanach zagrażających życiu - mówi lekarz.

Pacjent miał więc zapewnioną opiekę, lecz mimo to syn chorego cały czas był, łagodnie mówiąc, nieuprzejmy. Lekarz usłyszał m.in., że nie powinien być lekarzem, że mu drżą ręce. - Gdy poprosiłem grzecznie, aby opuścił pomieszczenie i nie utrudniał badania, usłyszałem, że takie komendy mogę wydawać swojej żonie - opowiada medyk. Na koniec w stosunku do pana Grzegorza padły słowa, które zabolały najbardziej. Został nazwany doktorem Mengele - to niemiecki lekarz, zwany Aniołem Śmierci, który m.in. prowadził pseudoeksperymenty na ludziach w obozie zagłady w Auschwitz.

Funkcjonariusz chroniony? Prokurator odmawia

Być może i tym razem lekarz puściłby sprawę w niepamięć, ale syn pacjenta po tygodniu złożył skargę do dyrektora szpitala. - Pismo - paszkwil, w którym pojawiły się zarzuty, jakobym nie chciał przyjąć jego ojca i jakoby z mojego powodu zmarł. A dodam, że był chory na śmiertelną chorobę - mówi lekarz. To samo pismo zostało też wysłane do kilku innych instytucji. - Wtedy już nie wytrzymałem, postanowiłem skorzystać z ochrony, jaką daje mi prawo, ochrony dla funkcjonariusza publicznego na służbie - mówi doktor.

Nie było łatwo. Za pierwszym razem prokurator odmówił wszczęcia śledztwa. Za drugim wszczął i sprawa w końcu trafiła do sądu. Sąd na posiedzeniu wyrokiem nakazowym ukarał syna pacjenta grzywną 1500 zł, ale ten się odwołał. Ostatecznie, już prawomocnie, sprawa zakończyła się umorzeniem ze względu na znikomy stopień społecznej szkodliwości czynu. - Sąd uznał, że w dniu zdarzenia oskarżony był silnie wzburzony emocjonalnie. Jego ojciec był w bardzo poważnym stanie, w związku z tym syn przejawiał i uzewnętrzniał swoje zdenerwowanie. Zdaniem sądu motywacja sprawcy nie zasługiwała na potępienie, była usprawiedliwiona tymi okolicznościami - tłumaczy sędzia Artur Ozimek, rzecznik Sądu Okręgowego w Lublinie.

Pan Grzegorz nie kryje, że to bardzo trudna do zaakceptowania porażka. - Jeśli ktoś wykonuje swój zawód z oddaniem i zaangażowaniem, to nie ma nic bardziej bolesnego, niż usłyszenie, że jest się Mengele. Nie wiem, czy ktoś chciałby się leczyć u człowieka, do którego ktoś wcześniej wykrzyczał, że jest bandytą, mordercą, zabójcą? - pyta retorycznie lekarz.

Ale nie każdy przegrywa. Jest i wygrana

Pani Hanna, lekarka z SOR-u, dziś pracująca w Warszawie, też została na dyżurze zniesławiona i też wysłano na nią do kilku instytucji skargę. Główny zarzut: że nie jest godna wykonywania zawodu lekarza. A zaczęło się od dyżuru, na który zgłosiła się do niej pacjentka z dolegliwościami tzw. rwy kulszowej. Lekarka uznała, że nie jest to przypadek zagrażający życiu, i poprosiła, by chora przeszła do pobliskiej przychodni całodobowej, 200 czy 300 metrów od szpitala. Nie przyjęła pacjentki, bo - jak mówi - w tym czasie miała przypadki osób naprawdę poważnie chorych, którym musiała ratować życie.

Pacjentka rozesłała skargi na panią doktor, a ta postanowiła, że nie odpuści. Nie złożyła jednak zawiadomienia w prokuraturze, ale pozew cywilny bezpośrednio w sądzie. O naruszenie jej dóbr osobistych. Po kilku rozprawach ostatecznie sprawę wygrała - dostała 2,5 tysiąca złotych odszkodowania. Jednak, jak mówi, nie o pieniądze chodziło, a o zasadę. - Sąd uznał, że pacjentka przekroczyła dopuszczalną granicę krytyki. Pracy lekarza nie może krytykować nawet inny lekarz, tylko są do tego powołane specjalne osoby, specjalne gremia, które oceniają prawidłowość naszej pracy - mówi nam pani Hanna, lekarka.

Agresja jest, Izby Lekarskie starają się z nią walczyć

Agresywnych pacjentów jest sporo. Przy Izbach Lekarskich działają rzecznicy praw lekarza. Mają pomagać w sytuacjach trudnych. W Lublinie takim rzecznikiem jest dr Jacek Niezabitowski. Jak mówi, spraw, które kończą się w sądzie, jest niewiele. Bo lekarze "odpuszczają" - nie chcą być ciągani po sądach czy prokuraturach. Rzecznik praw pacjenta odbiera natomiast bardzo dużo telefonów od innych lekarzy z pytaniem: "co robić"? A dokładniej - jak się zachować, jak trafia do nich agresywny pacjent. Nie chodzi o rękoczyny, bo tego praktycznie nie ma. Cały problem w agresji słownej, w awanturach, które robią pacjenci, krzyku, stresie.

Przychodzi pacjent do lekarza i... żąda skierowania na konkretne badania - to częste przypadki. Taka osoba zjawia się też już z gotową listą leków, których się domaga. - Pacjent już sobie zdiagnozował chorobę, w internecie znalazł leczenie i przyszedł tylko i wyłącznie po skierowanie - mówi dr Niezabitowski, przytaczając jedną z ostatnich historii. Przyznaje, że jest sporo pacjentów, którzy wybuchają, i wystarczy słowo, które się im nie spodoba, i dochodzi do konfliktu.

Lubelska Izba Lekarska organizuje szkolenia - głównie dla młodych lekarzy - dotyczące tego, jak reagować na agresję pacjentów. Prowadzi je prawnik, na konkretnych przykładach. Dr Jacek Niezabitowski zwraca uwagę, że ważne jest, by lekarz, który trafia na agresję - miał świadków zdarzenia, do którego doszło w gabinecie czy na oddziale w szpitalu. Na przykład innego lekarza, pielęgniarkę, innego pacjenta. I najważniejsze: zapisać w dokumentacji chorego, jak się zachowywał.

By mieć czarno na białym, co się wydarzyło i w jakich okolicznościach.

Dostęp Premium TOK FM

Serwis informacyjny

Komentarze (211)
"...i wtedy usłyszałem, że jestem doktorem Mengele, a polecenia to mogę sobie wydawać żonie" - praca na SOR-ze oczami lekarza
Zaloguj się
  • zosiastaszel

    Oceniono 302 razy 252

    Opisano tutaj dwa przypadki..pierwszy, dotyczył ojca PRAWNIKA....czyżby dlatego wyrok małej szkodliwości społecznej?...bo przy drugim już tego nie było, mniemam że pacjentka z rwą..nie byla prawnikiem...nasuwa się powiedzenie...ręka rękę myje!!!!!

  • elokfencjah

    Oceniono 208 razy 150

    Rozumiem rozgoryczenie lekarzy ale warto też wspomnieć że sami nie są najlepszym przykładem kulturalnych zachowań. Ostatnia wizyta na SORze po upadku na rowerze skończyła się litanią ku..ew i ch...ów ze strony lekarza który stwierdził że jako osoba z niepełnosprawnością powinienem siedzieć w domu a nie jeździć na rowerze i że przez takich jak ja ktoś inny nie otrzymuje pomocy. Dodam że byłem trzeźwy i do 15 ku..wy pod moim adresem uprzejmy wobec pana doktora.

  • jogar

    Oceniono 216 razy 130

    O SORach tylko źle sie mówi. Podam przykład młodej kobiety przed 30tką- w nocy ogromny ból głowy po raz pierwszy w życiu. Przeczekała do rano i wtedy zadzwoniła po pogotowie. SOR- diagnoza bez badań tylko na podstawie wywiadu- zwykła migrena. Tak przeleżała długi czas w ogromnym bólu aż jej rodzic narobił rabanu i zrobiono wtedy tomograf a potem rezonans. Okazało się, ze pękniety tętniak. Gdyby nie pomoc tzw ogólnopolska rodziny i znajomych pewnie by juz nie żyła. Załatwiono szybko w szpitalu w mieście o 150km dalej miejsce, juz po operacji, wszyscy mają nadzieję, że bedzie dobrze. Przy każdej takiej sytuacji piszę, że bardzo dobre szpitale i lekarzy przejmujących się pacjentami to mamy tylko w serialach- "Na dobre i złe" i "Lekarze". W zyciu jest strasznie więc lepiej nie chorować bo zabije nas obojętność lekarzy i ich podejście (to migrena) oraz procedury, na które się oni powołują. A ja myślę, że to nie procedury tylko zwyczajny brak serca u tych co powinni leczyć. Kasa przesłoniła wam wszystko.

  • to_ja_tu_bylem

    Oceniono 156 razy 118

    Niestety, sam (jako pacjent) byłem świadkiem niewiarygodnie chamskich zachować innych pacjentów. Skala jest ogromna, prawie zawsze w kolejce znajdzie się ktoś ubliżający lekarzom. Lekarze nie są święci, zdarzają się naprawdę odrażające typy, jednak częściej się spotkałem z chamstwem pacjentów niż lekarzy.

  • szela81

    Oceniono 127 razy 97

    Przecież cały internet jest pełny porad typu - nie czekaj na kolejkę jedź wieczorem na SOR (brzydkie słowa) muszą przyjąć, to jest ich psi obowiązek i zrobią tomografię bez czekania, oraz diagnozy - u mnie na USG nie było widać dopiero na CT, płacicie składki to się domagajcie (brzydkie słowa) muszą zrobić CT jak powiecie że mocno boli albo nagłe itp. potem SOR jest traktowany jako przychodnia dla cwaniaków...

  • bratpit2005

    Oceniono 106 razy 68

    wchodzi młody człowiek na SOR
    to że badam rozebranego chorego mu nie przeszkadza
    " wie pan jestem tu u żony w odwiedzinach na ginekologii i pomyślałem że mam trochę czasu to przyszedłem sobie zrobić CT" to pan mnie przyjmie i zrobi CT.
    dlaczego mam mu CT zrobić nie mówił bo on chce i tyle.

    najlepiej lubię chorych Polaków z Anglii,
    takich zachowań brak grzeczni uprzejmi przychodzą po poradę pomoc itp pytając najpierw czy ich ubezpieczenie wystarczy na nasze usługi.
    wszyscy powinni trafić na wyspy lub di USA na takie szkolenie dla pacjentów

  • chasingcars

    Oceniono 77 razy 53

    Z doświadczenia wiem, ze lekarze nie są "swieci". Jak dostałam sie do rodzinnego z goraczka 39.9 stopni, to powiedzial mi, ze owszem mam wysoka temp. ale to zwykly wirus i nie powinnam mu w takiej sytuacji zawracać głowy. On ma przeciez tylu pacjentów, a tu mu ze zwykla gorączką przylazlam. Byl oburzony i niezadowolony. Pokrzyczal jeszcze na odchodne, po czym rzucił, ze następnym razem mam sobie darować wizytę. Kilka godzin później. wieźli mnie na sygnale do szpitala. Diagnoza - ostra infekcja nerek. Nie dość, ze prawie poslal mnie na tamten swiat, bo nie przeprowadził wywiadu dotyczącego moich dolegliwości, to jeszcze krzyczał, ze mu głowę zawracam. Baran jeden.

  • drzejms-buond

    Oceniono 83 razy 51

    czy ktoś PRZEANALIZOWAŁ skąd ta "nagła" agresja wśród pacjentów?

  • Jan Woreczko

    Oceniono 98 razy 44

    Lekarze powinni zajmować się tylko pacjentami w krawatach, gdyż jak od dawna wiadomo, pacjent w krawacie jest mniej awanturujący się.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX