"Kościół zapłaci. To gest chrześcijańskiej pokuty, nie pomocy" - Marcin K. w jedynym wywiadzie po ugodzie

- Dzisiaj teza o jakimkolwiek braku odpowiedzialności Kościoła za swoich podwładnych księży jest nie do podtrzymania - mówi Marcin K., w dzieciństwie molestowany przez księdza. K. dostanie od Kościoła 150 tys. zł zadośćuczynienia. - Kościół, nie nazywając tego odszkodowaniem, wykonał gest pokuty chrześcijańskiej, a nie pomocy - mówi pan Marcin w jedynym udzielonym w tej sprawie wywiadzie.
Diecezja koszalińsko-kołobrzeska i jedna z kołobrzeskich parafii zapłacą Marcinowi K., molestowanemu w dzieciństwie przez księdza, ''rekompensatę''. W piątek przed koszalińskim sądem została zawarta ugoda w tej sprawie. K. domagał się od pozwanych solidarnie 200 tys. zł i przeprosin na łamach kilku tytułów ogólnopolskiej prasy. Dostanie 150 tys. zł na pokrycie kosztów terapii.



Marcin K. w jedynym wywiadzie udzielonym po piątkowej rozprawie przyznaje, że nie traktuje tego jako "gestu chrześcijańskiej pomocy" (jak to określiły diecezja i parafia), lecz jako "chrześcijańską pokutę".

Jakub Janiszewski, TOK FM: Dlaczego zdecydował się pan teraz na ugodę?

Marcin K.: - Na ostatniej rozprawie, która odbyła się w lutym, sędzia zwrócił się do stron z możliwością zawarcia ugody sądowej. Tym słowom przyświecała ładna sentencja: że ułomna ugoda jest lepsza niż najlepszy wyrok. Po tej rozprawie strona kościelna skontaktowała się z moim pełnomocnikiem i zaproponowała warunki ugody. Zgodziłem się na nią, mając ambiwalentne odczucia co do jej zawarcia: z jednej strony żałowałem, że nie zapada wyrok w tej sprawie, a z drugiej - cieszyłem się, że sprawa, która została wytoczona parafii i księdzu, zakończy się.

Co jest przedmiotem ugody?

- Strona kościelna zobowiązała się "w geście chrześcijańskiej pomocy" do wypłacenia rekompensaty za terapię psychologiczną.

Ta terapia trwa dalej?

- Tak.

"W geście chrześcijańskiej pomocy". Jak pan rozumie te słowa?

- Ja bym to nazwał "pokutą chrześcijańską". Samo chrześcijaństwo jest piękne, u samej podstawy chrześcijaństwa leży miłość, pomoc. Tę dłoń chrześcijańską pokazał ks. prałat Cisak, dr Bodnar i Helsińska Fundacja Praw Człowieka, mecenas Dobkowski i mecenas Głuchowski [pełnomocnicy K. - red.], Radio TOK FM, wszystkie osoby zaangażowane w tę sprawę. To jest chrześcijańska pomoc. A pomoc chrześcijańska wynikająca ze strachu przed wyrokiem jest niczym innym, jak wzięciem odpowiedzialności za tego księdza.

Dzisiaj teza o jakimkolwiek braku odpowiedzialności Kościoła za swoich podwładnych księży jest nie do podtrzymania w świetle prawa. Każdy ksiądz jest inkardynowany przez biskupa do diecezji, on temu biskupowi przysięga posłuszeństwo. Kościół, nie nazywając tego odszkodowaniem, wykonał gest pokuty chrześcijańskiej, a nie jej pomocy.

Istotne jest to, że od początku sprawy wzywaliście do ugody.

- Tak. Diecezja, parafia i sam ksiądz zostali zawezwani do próby ugodowej. Miała ona miejsce w Koszalinie w 2013 roku. Wówczas strona kościelna argumentowała, że nie ma do tego żadnych podstaw prawnych. Ale nikt nie wypłaca rekompensat, jeżeli nie ma winy.

Niektóre osoby są rozczarowane i twierdzą, że lepiej by było, gdyby zapadł wyrok - żebyśmy my wszyscy i Kościół usłyszeli, że ta instytucja jest odpowiedzialna za to, co się wydarzyło.

- Zawarcie ugody było moją osobistą sprawą, jak cały ten proces. Uważam, że stało się dobrze. Na pewno będą też inni, inne ofiary, które wystąpią z roszczeniami wobec diecezji. Zresztą - już są, np. w Lublinie.

Zdecydował się pan przy tej sprawie uruchomić pewien proces medialny. Jak pan dzisiaj patrzy na te dwa lata sporego rozgłosu?

- Uważam, że stało się dobrze, że ta sprawa była bardzo medialna. Pomogła wielu osobom. Na samym początku, kiedy toczył się proces karny, nagłośnienie tej sprawy pozwoliło na wyjawienie kolejnych ofiar. Kolejni mężczyźni zgłaszali się do prokuratury. Pan Piotr, za którego ks. Zbigniew R. został tak samo skazany, zgłosił się dlatego, że był zainspirowany moimi poczynaniami.

Ksiądz biskup obiecał mi, że przeprosi pana Piotra. Dla mnie to byłby gest chrześcijańskiej pomocy. Do tego nigdy nie doszło. Solidnie nagłośniona sprawa przyczyniła się do tego, że ludzie przestali milczeć. Są kolejne dwa procesy w Polsce i czuję, że to właśnie dzięki temu.

A jak sobie pan z tym radzi? Po ludzku, z tą koniecznością bycia etatową ofiarą molestowania przez księdza katolickiego?

- Ja się już nie czuję ofiarą. Ofiarą czułem się trzy-cztery lata temu. Dzisiaj czuję się silnym mężczyzną, który wziął odpowiedzialność za błędy osób dorosłych, które nie wyjawiły tego faktu, gdy byłem w szkole podstawowej. Czuję się osobą silną, dlatego że dałem możliwość innym wyjścia z cienia milczenia, z traumy.

Zbigniew R. odbywa karę pozbawienia wolności?

- Nie. 9 marca wyszedł z więzienia, zwolniony za dobre sprawowanie.

Ile w końcu siedział?

- Skazany był na dwa lata, wyszedł pół roku przed terminem.

Co pan o nim dzisiaj myśli?

- Dla mnie jest osobą, jest księdzem, który zabrał mi możliwość samodzielnego wybrania partnera seksualnego. Jest osobą, która wtargnęła w mój dziecięcy świat. A czuję do niego obojętność.

Precedensowa sprawa

Sprawę ugody skomentował też obecny w studiu Adam Bodnar z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka:

"Proces cywilny ma to do siebie, że dwie strony spierają się co do faktów, co do oceny faktów, co do prawa i tego, jakie przepisy prawne powinny znaleźć zastosowanie. Ugoda to moment, w którym strony stwierdzają, że nie chcą dalej się spierać, ale godzą się na warunki, dzięki którym proces dalej nie trwa, ale następuje ustalenie warunków porozumienia.

Ten proces rozpoczął się od tego, że nasza strona złożyła zawezwanie do próby ugodowej. Od początku mieliśmy nadzieję, że Kościół będzie chciał polubownie rozwiązać ten spór. Dopiero po ponad roku procesu, kilku rozprawach, przesłuchaniach świadków strona kościelna stała się bardziej skłonna, żeby na taką ugodę się zgodzić.

Wydaje mi się, że na początku, jak przedstawialiśmy argument dotyczące odpowiedzialności instytucjonalnej Kościoła za czyny spowodowane przez księży, to byliśmy odsądzani od czci i wiary. Były pokazywane argumenty, że "dlaczego Kościół ma płacić - przecież to czyn popełniany przez indywidualnego księdza", że "przepisy Kodeksu cywilnego nie wskazują na to".

Na zmianę atmosfery wpłynęły dwa wydarzenia: zaczęliśmy przedstawiać argumenty prawne, bardzo solidne, które pokazywały, że istnieje coś takiego jak wina w nadzorze - czyli że jeżeli Kościół nie sprawuje aktywnego nadzoru nad swoimi pracownikami, w tym przypadku ks. Zbigniewem R., to ponosi odpowiedzialność. Te argumenty zaczęły się przebijać do opinii publicznej. Były także fakty, wskazujące, że w łonie samego Kościoła zaczęły się pojawiać głosy, że takie sprawy należy rozwiązać.

Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM

Serwis informacyjny

Komentarze (116)
"Kościół zapłaci. To gest chrześcijańskiej pokuty, nie pomocy" - Marcin K. w jedynym wywiadzie po ugodzie
Zaloguj się
  • lukasz_patrykus

    Oceniono 120 razy 112

    na początku, jak przedstawialiśmy argument dotyczące odpowiedzialności instytucjonalnej Kościoła za czyny spowodowane przez księży, to byliśmy odsądzani od czci i wiary...
    -----
    Jedyne co "dobrego " wynika z tego procesu jest to, że ludzie zwykli ludzie nie boja się już mówić prawdy o krzywdach doznanych od KK i nie są za to potępiani jakby byli zdrajcami wiary. I na cale szczęście jest to proces nieodwracalny, mimo istnienia jeszcze kilku bastionów zaawansowanego średniowiecza typu radio Maryja i innych Terlikowskich

  • marudna.maruda

    Oceniono 102 razy 92

    Niewinni, nie ponoszą odpowiedzialności, ale ze strachu przed dalszymi rozprawami i wyciąganiem kościelnych brudów zapłacą. Czy wnioski wyciągną? zapewne nie. Nadal będą odsyłać w odlegle strony tych niewinnych księży, którym dzieci włażą do łóżek i prowokują. Może na Dominikanę? Tam vacat po Gilu.

  • zorn.gottes

    Oceniono 99 razy 83

    to tak jak biernacki ze skoków.
    został zawieszony, ale jest niewinny.
    widać, że katopsychole i pisaury są po jednych pieniądzach.
    złodzieje, kłamcy, hipokryci i oportuniści.

  • ciemnyluddd

    Oceniono 72 razy 58

    Co jest wyższego od Mount Everestu ? ...OBŁUDA I BUTA KOŚCIOŁA...naszego przenajświętszego...

  • walecwiedenski

    Oceniono 57 razy 53

    Jednego nie moge zrozumiec: dlaczego Polacy wciaz placa tym bydlakom. Bo placa i placic chca i nikt im tego zabronic nie moze. Dla mnie rzecz dziwna.

  • grot191

    Oceniono 51 razy 41

    Te pieniądze to kościół sam wypracowal czy otrzymal z podatków calego narodu?

  • mazuvian

    Oceniono 46 razy 38

    Tylko tyle? Za cierpienia, naleza sie temu czlowiekowi miliony. Kosciól jak zwykle bez honoru.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX