Polacy pokochali rowery miejskie. Wypożyczają je chętniej i częściej niż inni europejczycy

Wypożyczalnie rowerów miejskich cieszą się dużą popularnością w większych miastach i tanią alternatywą dla komunikacji miejskiej.
Polacy chętniej jeżdżą miejskimi rowerami niż wielu Europejczyków. Najczęściej do pracy czy na uczelnię, na krótkich trasach, ale w wakacje to się zmienia - trasy są dłuższe, pojawiają się wyjazdy na wycieczki. Chętniej niż inni, przy wypożyczeniu roweru, korzystamy z aplikacji mobilnych, jeśli tylko jest taka możliwość. O funkcjonowaniu roweru miejskiego w rozmowie z Tomaszem Wojtkiewiczem, prezesem firmy Nextbike Polska, która odpowiada za rowery miejskie m.in. w Warszawie, Lublinie, Wrocławiu czy Poznaniu.

Anna Gmiterek-Zabłocka, TOK FM: Rowery miejskie są w kilku miastach w Polsce. Jakie są wasze obserwacje? Czy wszędzie jest tak samo wielu chętnych do jazdy na dwóch kółkach i jak to wygląda teraz w wakacje?

Tomasz Wojtkiewicz, prezes firmy Nextbike Polska: Zacznę od tego, że historia roweru miejskiego w Polsce jest dość krótka, bo to tylko pięć lat. Ale w ciągu tych pięciu lat doszło do bardzo szybkich zmian, nawet jeśli chodzi o generację systemu, bo pierwsze systemy wdrażane w Poznaniu, w Opolu czy we Wrocławiu, które były w 2011 roku naszym pierwszym projektem, różniły się od tego, co mamy dziś. Nie było elektroniki, elektrozamków, były tylko proste zapięcia szyfrowe. Natomiast zmiany zaczęły się od Warszawy i od wdrożenia tam pierwszego system nowej generacji z elektrozamkami i na tak dużą dopasowaną do miasta skalę.

A jeśli chodzi o popularność rowerów wśród mieszkańców?

- O tym decyduje skala takiego systemu - skala dobrana do wielkości miasta. Warszawa zdecydowanie jako największy system nie tylko w Polsce, ale i w tej części Europy, bije frekwencyjnie niesamowite rekordy. Ale również takie miasta jak Białystok czy Lublin dobre wyniki. My w naszych systemach obserwujemy 4-5, nawet do 10 wypożyczeń roweru na dzień. A w Europie Zachodniej mówi się, że jeżeli system generuje od 1 do 3 wypożyczeń na dzień, to jest to bardzo dobry wynik. Także jesteśmy zdecydowanie lepsi od Europy, jeśli chodzi o frekwencję wypożyczeń.

W Lublinie rowery miejskie biją rekordy popularności w czasie roku akademickiego, gdy w mieście jest rzesza studentów. A jak jest w terminach wakacyjnych?

- Lublin jest rzeczywiście wyjątkowym miastem, dużo studentów korzysta z naszych rowerów. Jeśli chodzi o wypożyczenia - w ciągu roku akademickiego jest ich dużo, ale na krótkich dystansach. W wakacje natomiast ta tendencja się zmienia - przechodzi to w kierunku nieco dłuższych wypożyczeń, pod kątem turystycznym. Poza tym warto zwrócić uwagę, że do Lublina zjeżdża wielu turystów i właśnie tu, w jedynym mieście w Polsce, mają możliwość skorzystania z audiobooków na rowerach miejskich. Można zwiedzać najważniejsze atrakcje Lublina z audiobookiem, który przeprowadza nas po konkretnej trasie zwiedzania zabytków i opowiada o nich. Czyli w ciągu wakacji obserwujemy dłuższe wypożyczenia, bardziej spokojne niż takie w ciągu roku, które generują ruch do pracy czy na uczelnie.

Czy wiecie, kim jest taki statystyczny Kowalski czy Nowak, który wsiada na rower?

- Przeprowadzaliśmy ankiety. I wiemy, że 55 proc. wsiadających na rower to mężczyźni, a 45 proc. - kobiety. Ponad 80 procent użytkowników rowerów to ludzie w wieku między 18 a 36 lat. Są to osoby, które używają rowerów głównie w celu dojazdu do pracy, na uczelnię i na zakupy. To są trzy pierwsze kategorie. A na kolejnych miejscach dopiero jest turystyka, wypoczynek czy rekreacja. Zdecydowanie więc widać, że rower służy do transportu, a nie do uprawiania sportu.

Poświęćmy chwilę rekordzistom - ile wydajemy na rowery? 20 minut jest za darmo, ale potem się płaci.

- Cennik jest skonstruowany tak, by zachęcić do korzystania z rowerów, stąd te pierwsze 20 minut darmowe. Natomiast kolejne stawki są zbudowane progresywnie i są zbliżone do opłat w komunikacji zbiorowej, co podkreśla rolę roweru jako uzupełnienia tej komunikacji. Większość wypożyczeń odbywa się w tych krótszych czasach, czyli w darmowych 20 minutach - statystycznie jest to 85, a nawet 90 procent. Mamy rekordzistów, którzy mają po 600-700 wypożyczeń w całym sezonie i nie zapłacili ani złotówki. Bo "łapali się" w tych 20 darmowych minutach. Dodam jeszcze, że w samej Warszawie rekordziści mają ponad 2200 wypożyczeń w ciągu trzech lat działania systemu, więc są to naprawdę duże liczby. Ale mamy w Warszawie także "finansową" rekordzistkę, która od początku działania system Veturilo wydała na jazdę na rowerze ponad dwa i pół tysiąca złotych.

Rowery miejskie bywają uszkodzone. Sama na nich jeżdżę i wiem, że nie działają stacje do ich wypożyczania, zdarzają się rowery z powyginanymi częściami, w których oponach nie ma powietrza. Jakie tutaj macie zgłoszenia i jak szybko te usterki są czy powinny być naprawiane?

- Fundamentalnym elementem zarządzania całym systemem jest praca sztabu ludzi, którzy m.in. przewożą rowery ze stacji, gdzie jest ich za dużo, do stacji, gdzie jest ich za mało. To jest cała obsługa call center - w ubiegłym roku nasze call center odebrało 197 tysięcy połączeń i odpowiedziało na prawie 97 tysięcy maili. Ta skala obrazuje, jak dużo zdarzeń ma miejsce - a te liczby rosną rok do roku. Są oczywiście osoby, które odpowiadają za serwisowanie rowerów - serwisowanie jest codziennością, ale musimy być realistami. Nie jesteśmy w stanie na bieżąco wszystkich usterek wyłapać, dlatego tak ważne są informacje od użytkowników, gdy wskazują nam dokładnie rower, miejsce i co się z nim stało. W Warszawie przyjęło się takie rozwiązanie, jak na Zachodzie, czyli oznaczanie uszkodzonego roweru w określony sposób. Chodzi np. o odwracanie siodełka w odwrotnym kierunku, co symbolizuje, że rower jest niezdatny do użytku. I wtedy nasza służba bardzo szybko wie, że coś jest nie tak. Ale oczywiście zawsze można też zadzwonić do nas i to zgłosić telefonicznie, mailowo czy poprzez social media jak profile Facebook danego systemu, które śledzimy i monitorujemy także na bieżąco.

Bo wy sami w systemie nie widzicie, że dany rower jest uszkodzony?

- Jeśli ktoś odda rower, który ma jakiś feler i będzie on na stacji po prostu wpięty, a nie będzie to zgłoszone, dla nas w systemie wygląda to tak, jakby rower był sprawny. I w efekcie dochodzi do niemiłego zdarzenia, gdy kolejny użytkownik natrafia na niesprawny rower. Chętnie wyłapalibyśmy wszystko sami, od razu, natomiast fizycznie jest to mocno utrudnione. Dla przykładu, w Warszawie jest blisko 200 stacji i prawie 3 tysiące rowerów i na bieżąco wyłapujemy to, co widzimy, natomiast niezwykle cenne są wszelkie informacje od użytkowników, zgłaszane czy to przez call center, czy przez aplikację oraz social media.

Co z celowym uszkadzaniem rowerów przez chuliganów czy kradzieżami?

- Jest to na pewno jakiś problem, natomiast trzeba podkreślić, że przez ostatnie lata wykonaliśmy tytaniczną pracę, jeśli chodzi o naukę, jak przeciwdziałać takim zdarzeniom. W tej chwili nasze stacje są uzbrojone w monitoring, do którego on-line mamy podgląd. Współpracujemy w każdym mieście ze strażą miejską i z policją, a także ogólnopolską firmą ochrony mienia i osób, która monitoruje wszystkie nasze stacje. Uruchomiliśmy dla nich specjalną linię, do której tylko oni mają dostęp - naszą intencją było to, aby bardzo szybko informować straż czy policję, czy dany rower jest kradziony czy też wypożyczony prawidłowo, czy jest w posiadaniu nielegalnym. Nawet w Warszawie mamy taką współpracę polegającą na tym, że część służb korzysta z naszych rowerów do celów patrolowych, w ramach porozumienia.

A bywa tak, że chuliganów udaje się namierzyć?

- Tak, część spraw kończy się w prokuraturze i na policji, choć są to bardzo ciężkie do wykrycia sprawy. Mieliśmy np. dwa lata temu w jednej części Warszawy pewną szajkę, która nagminnie wyciągała i niszczyła rowery. Dzięki działaniom policji i firmy ochroniarskiej udało się zlokalizować grupę.

Powiedzmy, czy kiedy wchodziliście na polski rynek, spodziewaliście się, że zainteresowanie Polaków jazdą na rowerze będzie tak duże?

- Od początku wierzyłem w sukces, że projekt w Polsce się przyjmie. Natomiast skala sukcesu przerosła chyba wszelkie oczekiwania. Nie spodziewaliśmy się tak dużego frekwencyjnego sukcesu. W Polsce jest niesamowity boom na rowery. Ostatnio byliśmy na największej na świecie konferencji rowerowej we Francji, mieliśmy okazję wymieniać doświadczenia. I wiemy, że na pewno Polska, jeśli chodzi o popularność tych systemów - jest w czołówce nie tylko europejskiej, ale i światowej.

A czym się różnimy od innych krajów? Widać jakieś ewidentne różnice?

- Tak, przede wszystkim taką różnicą jest korzystanie z urządzeń mobilnych. Robiliśmy ostatnio takie podsumowanie wypożyczeń rowerów przez różne kanały - bo u nas można pożyczyć rower z terminalu, przez call center, przez stronę czy aplikację - i patrząc na statystyki w miastach, gdzie jest możliwość pożyczenia przez aplikację, a są to Lublin i Wrocław - to we Wrocławiu przez aplikację rowery wypożyczyło 64 procent użytkowników. Na Zachodzie nie funkcjonuje to w takiej skali, tam jednak to nie aplikacja, ale terminal jest pierwszym wyborem wypożyczenia roweru. Czyli my Polacy, jesteśmy bardziej nastawieni na nowinki. Informacje przez SMS, płatności mobilne - to nas interesuje. Negatywną różnicą jest na pewno gorsza jakość I ilość infrastruktury rowerowej - tutaj jeszcze musimy dużo gonić i nadrabiać za Europą Zachodnią, chociaż widać co roku, jak to się rozwija i jest lepiej. Przede wszystkim w świadomości, kim jest rowerzysta i czym jest rower - w ostatnich latach widać znaczną zmianę na lepsze.

Obecnie mamy nasz rower miejski w 11 miastach w Polsce. Z nowości, na pewno będziemy bardzo dumni z tego, co robimy aktualnie w Poznaniu. Tam jest przejście od pierwszej generacji aż do trzeciej - wdrażamy tam najnowocześniejszy system w Polsce. Terminale zmienią całkowicie swój wygląd, będą ekrany dotykowe, które będą mogły wyświetlać dodatkowy kontent. Do tego, zostanie wdrożona metoda płatności przy terminalach dla kart kredytowych i kart płatniczych. A z nowych miast do roweru miejskiego przygotowuje się w tej chwili Łódź. I obserwujemy jeszcze Trójmiasto i Śląsk, które wiemy, że pracują nad koncepcją roweru miejskiego. Jest też oczywiście szereg mniejszych miast tym tematem zainteresowanych, do których z pewnością także chcemy docierać i zarażać korzyściami płynącymi z wdrażania takich systemów rowerów miejskich.

Dostęp Premium TOK FM

Serwis informacyjny

Komentarze (11)
Polacy pokochali rowery miejskie. Wypożyczają je chętniej i częściej niż inni europejczycy
Zaloguj się
  • Madzia Laniska

    Oceniono 1 raz 1

    ja koczcham od 2 tygodni, zaczęło się rok temu latem z korzystania z miejskich a skończyło teraz na kupnie w promocji za 700 zł w media exper

  • fortuna1972

    Oceniono 3 razy 1

    Żeby jeszcze jeden z drugim dwupedał miejski miał tę świadomość, że zapie...jąc nieprzytomnie jest niewidoczny dla kierowcy skręcającego w prawo, to już by była pełnia szczęścia.

  • dz-99

    0

    Zaraz pokochali. Pożyczaja po prostu.

  • smok_jabberwocky

    Oceniono 3 razy -1

    Wiejscy pedałofile w natarciu.

  • rastablaster

    Oceniono 7 razy -1

    Następny raz dajcie zdjęcie jakiejś młódki. Stara raszpla ze zdjęcia nr. 1 znana jest z innych czynności - np. klękanie, wada wymowy i przewałki z kamienicami.

  • cynnik2

    Oceniono 6 razy -4

    Naciągany tekst. Nowinka, chwilowa moda i tyle.
    A przytomni faceci robią kasę.
    Popatrzmy na parkingi przy uczelniach. Full samochodów, żaden student nie przyjedzie na rowerze. Nie wypada.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX