Garnki już były. Ale jest nowy sposób. Abonamenty medyczne

Michał Janczura, TOK FM 
31.08.2015 , aktualizacja: 26.01.2016 10:53
A A A
Starsze osoby często ufają sprzedawcom, którzy oferują im ''superoferty''

Starsze osoby często ufają sprzedawcom, którzy oferują im ''superoferty'' (PIOTR SKÓRNICKI)

Już nie koce, już nie garnki - teraz sprzedaje się abonamenty medyczne. Rośnie liczba osób, które na specjalnych spotkaniach podpisują umowy na pakiety medyczne. Wielu z nich pozbywa się w ten sposób oszczędności.
Wszystko zaczyna się od telefonu. W nazwie niektórych przedsiębiorstw pojawiają się np. imiona świętych lub apostołów, co wzbudza zaufanie. - Było blisko, to poszłam - mówi 84- letnia Teresa* z Warszawy w rozmowie z TOK FM. - Mój błąd polegał na tym, że w trakcie spotkania podniosłam rękę. O coś chciałam zapytać i wtedy się zaczęło. Już się mną wyjątkowo zainteresowali. Jak się skończyło spotkanie, od razu podeszli i przekonywali. Tylko mnie - kobieta dała się namówić na "superpromocję" oferowaną przez Ogólnopolskie Centrum Medyczne Świętego Łukasza.

Z klientem do banku

Abonament na trzy lata miał kosztować 5,5 tys. zł. Płatne z góry. - Powiedzieli, że ta promocyjna oferta obowiązuje tylko wtedy, jak się natychmiast zdecyduję - relacjonuje kobieta i dodaje, że nie miała pieniędzy przy sobie. Pracownik OCM św. Łukasza okazał się wyjątkowo pomocny. Poszedł z panią Teresą do domu. Wziął 1500 zł w gotówce, a potem towarzyszył 84-latce w drodze do banku. - Powiedział, że zaczeka na ulicy. Wypłaciłam z konta 4 tysiące - relacjonuje pani Teresa.

Wyszła z banku i oddała pieniądze pracownikowi firmy. Nie dostała pokwitowania ani jakiegokolwiek dokumentu potwierdzającego przyjęcie pieniędzy. Usłyszała, że za półtorej godziny ktoś do niej przyjedzie z umową.

Gdzie jest umowa

Dziś kobieta sama się dziwi, że tak się dała zmanipulować. - Ale ta pani, która prowadziła spotkanie, była tak przekonująca... Wszystko pięknie nam opowiedziała - mówi. Pani Teresa przekazała pieniądze, wróciła do domu i czekała. Obiecane półtorej godziny minęło, a z OCM nikt nie przychodził. - Byłam taka zdenerwowana. Uświadomiłam sobie, co zrobiłam. Wydałam całe oszczędności. Wiele lat odkładałam. Mam 900 złotych emerytury. Wsiadłam w taksówkę i pojechałam do domu kultury, w którym odbywało się spotkanie - relacjonuje. Pracownicy firmy byli jeszcze na miejscu, wypisali wszystkie dokumenty. - Chciałam im powiedzieć, żeby mi oddali pieniądze, ale bałam się. Byłam pewna, że oni nie ustąpią - mówi kobieta.

Ich ustawa nie dotyczy

Pani Teresa podpisała dokumenty, a nawet własnoręcznie napisała, że się z nimi zapoznała i wie, z czym się to wiąże. Pytamy, czy rzeczywiście czytała dokładnie umowę. - Z domu wyjechałam w takich nerwach, że nawet nie wzięłam ze sobą okularów. Oni to wiedzieli. Jeden z pracowników coś mi dyktował, a ja pisałam, co mi kazał - mówi kobieta. Wróciła do domu i - jak mówi - zrozumiała, że to nie był interes życia.

Kilka dni później, po namowach bliskich, zgłosiła się do Centrum Medycznego. Poprosiła o odstąpienie od umowy. Teoretycznie nie powinno być z tym problemów. Umowę podpisała poza siedzibą przedsiębiorstwa, więc zgodnie z prawem konsumenckim w ciągu 14 dni może od niej odstąpić. Nie musi nawet podawać przyczyn.

OCM Świętego Łukasza stwierdził, że ich to prawo nie dotyczy.

Nic tu nie jest precyzyjne

Są przepisy, które wskazują, że ustawy o prawach konsumentów nie stosuje się do usług medycznych. Problem w tym, że nie dotyczą wszystkich, którzy działają w branży medycznej. Eksperci są zgodni: Ogólnopolskie Centrum Medyczne Świętego Łukasza nie ma podstaw, by się tymi przepisami zasłaniać.

Jest luka i są firmy, które ją wykorzystują

- Wykorzystują przepisy, których nie rozumieją i których nie przeanalizowali - mówi o działaniach OCM Małgorzata Rothert, miejski rzecznik konsumenta w Warszawie.

Jej zdaniem w takich sytuacjach możemy mówić o stosowaniu nieuczciwych praktyk rynkowych. Rothert podkreśla, że to nie pierwsza skarga na OCM, ale na rynku działają już dziesiątki tego typu firm.

Działalność większości z nich ma ofertę dla osób starszych. - Przychodzą osoby w bardzo podeszłym wieku. Niedowidzące, niedosłyszące, z poważnymi zaburzeniami - mówi Rothert i dodaje, że wysyłali do OCM pisma, ale spółka nie reaguje. Dlatego rzecznik konsumenta nie wyklucza, że w najbliższym czasie sprawa trafi do sądu.

Opinie nie pozostawiają wątpliwości

Ministerstwo Zdrowia w swojej opinii na temat tego typu usług zwraca uwagę, że oferując tego typu abonamenty przedsiębiorca jedynie pośredniczy między pacjentem a przychodnią. Odnosząc to do historii pani Teresy oznaczałoby to, że prawo konsumenckie musi mieć zastosowanie i kobieta może odstąpić od umowy w ciągu 14 dni. Po drugie, resort zaznacza, że jeśli ktoś chce uchodzić za podmiot świadczący usługi medyczne, to powinien być wpisany do rejestru podmiotów leczniczych. Jeśli nie ma takiego wpisu, a prowadzi działalność leczniczą, to łamie prawo i powinien zostać ukarany.

Jeszcze dalej idzie UOKIK. Stwierdza wprost, że prawa konsumenckiego nie trzeba stosować, gdy mamy do czynienia z publiczną służbą zdrowia. "Wyłączenie to nie odnosi się do umów dotyczących opieki zdrowotnej oferowanych przez prywatne podmioty świadczące opiekę zdrowotną, która nie jest finansowana ze środków publicznych, a konsument pokrywa jej koszt bezpośrednio np. w ramach tzw. abonamentu" - czytamy w oświadczeniu.

Miejskiego rzecznika konsumentów pytaliśmy o praktyki stosowane przez OCM Świętego Łukasza. Chodziło na przykład o fakt, że pracownik firmy przychodzi z klientką do domu po pieniądze. - Ja bym to nazwała agresywną praktyką rynkową, która też jest opisana w przepisach. Tego typu zachowania są niedopuszczalne - mówi Rothert. Jej zdaniem podobne schematy powtarzają się w wielu sprawach dotyczących nie tylko tej firmy, ale innych działających na podobnych zasadach.

Jak firma to tłumaczy?

Wysłaliśmy do OCM Świętego Łukasza szereg pytań. Przedsiębiorstwo zapewnia, że nie ma sobie nic do zarzucenia, że postępuje zgodnie z prawem. Sprawę wizyty pracownika centrum w domu pani Teresa tłumaczy tym, że to kobieta prosiła o pomoc. Twierdzą, że dokumenty potwierdzające wpłatę były kobiecie wydane natychmiast, choć kobieta zapewnia, że musiała sama po nie pojechać i otrzymała dokumenty po kilku godzinach.

Zapewniają też, że nie znają stanowiska UOKIK oraz Ministerstwa Zdrowia (przekazaliśmy im te stanowiska, ale nie ustosunkowali się do nich). Spółka twierdzi, że racja jest po jej stronie, i że ustawy o prawach konsumentów nie musi stosować.

Nasza interwencja w sprawie pani Teresy wywołała natychmiastową reakcję spółki. W mailu otrzymaliśmy zapewnienie, że sprawa nie jest zakończona i reklamacja kobiety będzie jeszcze rozpatrywana.

Przed naszą interwencją nie mieli zamiaru uwzględniać argumentów kobiety i sprawa wyglądała na zakończoną. Przypomnijmy, że spółka odmówiła odstąpienia od umowy i przez kilka tygodni w tej sprawie nic się nie działo. Podczas rozmów telefonicznych z nami przedstawiciel OCM Świętego Łukasza podkreślał, że nie chce, by publikacja się ukazała i jest w stanie coś w sprawie pani Teresy zrobić. Nie padła jednak deklaracja, że inni klienci też będą mogli liczyć na podobne traktowanie i stosowanie wobec nich przepisów ustawy o prawach konsumenta.

Zamknąć usta

Kilka dni później otrzymaliśmy pismo z OCM Świętego Łukasza. Firma informuje, że rozwiązała umowę i wypłaciła kobiecie pieniądze - zamiast 5500 zł - 5000. Co stało się z resztą? Firma wyjaśnia, że zrobiono kompleksowy panel badań przesiewowych. Ich koszt plus wizyta pielęgniarki to ok. 500 zł.

Kobieta oprócz dokumentów o odstąpieniu od umowy dostała do podpisania jeszcze oświadczenie. Wynika z niego, że wycofuje wszystko, co nam powiedziała. W umowie jest też zawarta adnotacja, że fakt podpisania umowy oraz przebieg jej podpisywania musi pozostać tajny.

* Imię bohaterki zmieniliśmy, bo firma kazała kobiecie podpisać oświadczenie i wycofać wszystko, co powiedziała w rozmowie z nami.

Zobacz także
  • 12
  • 39
Komentarze (174)
Zaloguj się
  • avatar

    spokojny_komentator

    Oceniono 37 razy 35

    Poruszanie tego rodzaju spraw jest przykładem dobrego zaangażowania mediów. Przydatna przerwa od toczących się sporów politycznych. Czytając niektóre czasopisma można odnieść mylne wrażenie, że ludzie żyją jedynie polityką, zapominając o społecznych tematach.

  • avatar

    jerzysm42

    Oceniono 29 razy 29

    Też jestem osobą starszą i boję się, że ktoś mnie oszuka.
    Każdemu, który przychodzi do mnie z korzystną ofertą mówię:
    ' S P I E R D L A J ".
    Na razie skutkuje.

  • avatar

    antynick

    Oceniono 25 razy 21

    Wszystko ładnie pięknie. Nie widzę tylko w artykule żadnego nazwiska człowieka stojącego za tym przedsięwzięciem. Kim jest przykładowo Pan Ryszard Rembiszewski, którym rzeczona firma tak się chwali na swojej stronie internetowej?

    Dotrzeć, przepytać, prześwietlić, egzekwować - to powinni zrobić rzetelni dziennikarze. To jedyny sposób, aby nieetyczne firmy nie pozostawały w mediach li tylko nieetycznymi firmami.

  • avatar
  • avatar

    nieprawomyslny

    Oceniono 13 razy 13

    aż dziw bierze, że do tej pory jeszcze nikt wpier.. nie dostał za takie "biznesy" na starych, naiwnych ludziach. Już dawno komuś powinny puścić nerwy, jak mu matkę w ten sposób naciągnęli.

  • avatar

    sceptyk2009

    Oceniono 19 razy 11

    ...a gdzie jest "duda-pomoc" ?
    Czyżby istniała TYLKO na potrzeby kampani ?
    Widać,że - jak mawiał pewien klasyk - ciemny lud to kupił.
    A gdzie jest ?
    A w Dudzie.

  • avatar

    jezierskiadam

    Oceniono 13 razy 11

    ??????????????????

    Rożne firmy, parabanki i zwykłe banki mają wielu pracowników. Ktoś przygotowuje umowy pisane drobnym druczkiem. Ktoś namawia klientów do zakładania lokat i brania kredytów na niekorzystnych warunkach. Często niewiele na tym zarabia. Pracując na akord otrzymuje jedynie niewielką prowizję za usidlenie nowych ofiar.

    W większości przypadków pracownicy dobrze zdają sobie sprawę z tego z czego nie zdają sobie sprawy ludzie namawiani przez nich do niekorzystnego zarządzania swoim majątkiem lub swoją gotówką. Jeżeli nawet nie są pewni tego, że wpuszczają ludzi w maliny, to najczęściej dlatego, że swoje podejrzenia starają się wypierać ze świadomości żeby nie mieć wyrzutów sumienia.

    Tak jest w wielu firmach. Nie tylko tych stosujących banksterskie sztuczki. Pracownicy wiedzą, że parówki drobiowe, które produkują nazywają się „cielęce” bo taką mają „nazwę handlową”. Pracownicy wiedzą, że „sok żurawinowy” składa się z wody, cukru, barwnika i chemikaliów o dziwnej nazwie i smaku podobnym do żurawiny. O zagrożeniach wiedzą pracownicy budowlani i robotnicy przemysłowi.

    Gdzieś tam daleko jest jakiś wielki bankster Goldman, czy inny Żyd Sachs, który jest „wszystkiemu winien”, a oni są tylko pracownikami. Porządnymi ludźmi pracującymi w „pocie czoła” na utrzymanie swoich katolickich dzieci.

    Co sądzicie na ten temat ?????

  • avatar

    ciemnyludd

    Oceniono 12 razy 10

    STARSI LUDZIE PŁACĄ TEŻ RÓWNIEŻ "WNUCZKOM" ...Oraz przepisują swoje nieruchomości NA RZECZ KOŚCIOŁA... Wierząc naiwnie że w ten sposób pomogą biednym... To bezbronne pokolenie, nie nauczone DO WIERZENIA WE WŁASNY ROZUM... p r z e d e ...w s z y s t k i m|

  • avatar

    adamofsky

    Oceniono 9 razy 9

    Moja teściowa (90) ma zakaz absolutny rozmawiania z "miłymi ludzmi, którzy jej tłumaczą, że tym razem to jest uczciwe", ale i tak się wymyka. Komornik jej zabiera prawie całą emeryturę, więc babcia jest na utrzymaniu rodziny. I co? Nie zabijesz kobieciny..

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najczęściej czytane