Bunt w szkołach z powodu zdrowego jedzenia. "Przyzwyczajenie do nowych zasad i smaków wymaga czasu"

Obiady z niewielką ilością soli, mniej smażonych potraw, koniec z gazowanymi napojami i słonymi przekąskami - od początku roku szkolnego panują nowe zwyczaje w stołówkach i sklepikach. - Jest pewien poziom niezadowolenia - przyznaje dr Zbigniew Kułaga, kierownik Zakładu Zdrowia Publicznego Centrum Zdrowia Dziecka. Jak przekonywał w TOK FM, to normalna reakcja w sytuacji, kiedy "zmiany narzucono z góry".

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas

 Ale według dr. Kułagi nie było innej możliwości. Bo w szkołach nie udawało się wypracować konsensusu. - W dyskusjach padały m.in. argumenty dotyczące wolności gospodarczej, z której mają prawo korzystać ajenci sklepików szkolnych - mówił w TOK FM.

Zdaniem lekarza zmiany nawyków żywieniowych uczniów to konieczność, bo "dieta oparta na chipsach, słodzonych, gazowanych i kolorowych napojach oraz batonikach" prowadzi nie tylko do nadwagi, ale wielu poważnych chorób.

Według statystyk Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) nadwagę ma blisko 30 proc. polskich 11-latków.

Trzeba poczekać

Jak relacjonuje stołeczna "Gazeta Wyborcza", po zmianie przepisów, które oznaczają m.in. znaczne ograniczenie ilości soli, w szkolnych stołówkach jest znacznie więcej zwrotów. Bo uczniom nie smakują niesłone ziemniaki czy niesłodki kompot.

Psycholog zdrowia dr Anna Januszewicz ocenia, że potrzebny jest czas, by uczniowie przyzwyczaili się do mniej słonych i słodkich posiłków, a osoby odpowiedzialne za gotowanie w szkołach zmieniały nawyki.

- Wszystkim potrzebne jest wsparcie. Uczniowie potrzebują czasu, by nauczyć się pić wodę zamiast słodkiego kompotu czy gazowanych napojów. Czasu i wsparcia potrzebują też panie gotujące w szkolnych stołówkach. Pracują w zawodzie od lat i trudno się dziwić, że gubią się w nowej sytuacji.

Według ekspertki z Uniwersytetu SWPS we Wrocławiu idealnie byłoby, gdyby rodzice angażowali się w naukę nawyków żywieniowych swoich dzieci. - Bo dużo trudniej promować zmianę, zdrowe jedzenie, jeśli w domu dziecko będzie jadło zupełnie inaczej.

Polska nie jest pierwszym krajem w Europie, który zdecydował się - za pomocą radykalnych metod - walczyć ze śmieciowym jedzeniem i plagą otyłości wśród dzieci. Na przykład na Węgrzech i w Danii wprowadzono podatek od śmieciowego jedzenia.

"Chcieli dobrze, wyszło jak zwykle. Kanapki z pieczywa razowego schną w sklepiku, a dzieci wyciągają kupione przez rodziców słodkie bułki" [BLOG]>>>



Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM

Serwis informacyjny

Komentarze (99)
Bunt w szkołach z powodu zdrowego jedzenia. "Przyzwyczajenie do nowych zasad i smaków wymaga czasu"
Zaloguj się
  • ciemnyluddd

    Oceniono 26 razy 18

    Ale lekcje religii im służą... Buntu nie ma....A później .."Kukiz na prezydenta"....

  • polak_nieprawdziwy

    Oceniono 24 razy 16

    Aż dziw bierze że te młode barany nie protestują przeciw ocenie z religii na świadectwie świeckiej szkoły.
    Zabrakło im batoników i drą ryje, zamiast kupić sobie poza publiczną szkołą, realizującą (w końcu w jakieś mierze) w sferze odżywiania racjonalny model wychowywania.
    Osiemnasty rok życia jest kwestią umowną wejścia w wiek dorosły. Dojrzałość niektórzy uzyskują grubo po czterdziestce.
    Głęboko niedojrzali są ludzie, którzy nie widzą, że poza nimi (18-to, dziewiętnastolatkami) do tej samej szkoły chodzą ludzie młodsi.
    Chcesz mieć automat? To sobie kup.

  • kap_jeden

    Oceniono 30 razy 14

    czekamy na akcje Elbanowskich i ujecie sie prezydenta Dudy i kandydatki Szydło za słodkim zyciem małych dzieci -:)

  • cynnik2

    Oceniono 11 razy 7

    w doopie się wam wszystkim przewraca z dobrobytu. I tyle.
    Jest tu ktoś mądry, kto pamięta, jak zaopatrzeniowiec jeździł do PGRu po mięso dla szkoły? Jak wspaniałe panie kucharki z niczego (bo wszystkiego brakowało) pichciły obiady w szkole? Krupnik, pomidorową, ogórkową, racuchy drożdżowe? Schabowy, mielony, kluseczki, ziemniaczki, kasza, suróweczka z kapuchy. Wcinaliśmy, aż miło.
    A były też drożdżówki i oranżada. Właśnie w sklepiku.
    To były wczesne lata sześćdziesiąte.
    I do dziś jestem szczupły, silny i wysportowany, bez ustaw pani Kopacz i przepisów dietetycznych.

  • bobik57

    Oceniono 21 razy 7

    No i znowu dramatycznie wzrosła ilość głodujących dzieci Panie Prezydencie !

    A swoją drogą, wyrzucenie chipsów, popcornu i kolorowych gazowanych napojów (w tym Coca-Coli i Pepsi-Coli, mam nadzieję) to rozumiem, ale żeby równocześnie przestać solić i stosować przyprawy oraz zrezygnować z tradycyjnego schabowego czy sznycelka ? Idiotyzm jakiś, pokażcie mi dorosłych, którzy odżywiają się wyłącznie niesmacznie i nisko-cholesterolowo, to naprawdę staje się niejadalne.

  • polak_nieprawdziwy

    Oceniono 16 razy 6

    P.S. Wielkie mi ceregiele. Kucharki muszą się dostosować.
    I bez tego potrafią gotować mało smacznie.
    Wiem, bo chodziłem do szkoły. W jednej gotowały dobrze, w innej tylko ręce załamać.
    Wystarczy się nauczyć i gotować jak dla siebie.
    Tylko mniej soli i cukru.
    To takie trudne?
    Może Okrasa złamie przepisy?
    A młodzież niech się uczy co potem podawać swoim dzieciom.
    Batonik to sobie może pożreć po szkole, na własną odpowiedzialność.
    Jak się uśmiechnie szczerbato w wieku trzydziestu lat, to też tylko na własną odpowiedzialność ;)

  • pfolejniczak

    Oceniono 20 razy 6

    Jak zawsze Polacy potrafią spieprzyć najlepszy pomysł. jak najbardziej potrzebna idea zracjonalizowania posiłków dostępnych w szkole, doprowadziła do ustawowych kretynizmów podobnie jak w barach mlecznych w niedalekiej przeszłości. Bo się znalazł jakiś Chazan polskiej dietetyki zamiast kogoś rozsądnego po prostu. A na marginesie, jak gimbusom nie smakuje szkolne żarcie to znaczy, że są ewidentnym zaprzeczeniem Dudowych bredni o głodnych dzieciach

  • white_lake

    Oceniono 13 razy 5

    mogli te zmiany wprowadzać stopniowo, zacząć od wywalenia coli, batonów i czipsów, resztę na razie zostawić jak jest, nie sądzę, żeby szkolne obiady byly jakoś strasznie przesalane
    takie działania grzeszą nadgorliwością, nie można tak z dnia na dzień zmieniać dość ważnych w końcu rzeczy, rozumiem protesty tych dzieci,
    u mojego dziecka w szkole zmienił się catering, inne potrawy, inne smaki, i już nie chciało jeść

  • marudna.maruda

    Oceniono 14 razy 4

    "idealnie było"- otóż zdaje się od lat dbamy, żeby zaangażowaniu rodzicxów polegało na zapłodnieniu i urodzeniu, a następnie przyprowadzeniu do szkoły. Szkoła nauczy, jak jeść. Szkoła wyprostuje kręgosłup. Szkoła da podręczniki. Szkoła wychowa religijnie.
    Drodzy reformatorzy, co by nie zrobiła szkoła, dziecko gros swojego czasu w domu rodzinnym spędza. W domu rodzinnym uczy się jeść szpinak lub torcik bezowy. W domu rodzinnym uczy modlić się lub soczyście kląć. Dom rodzinny pozwala krzywić kręgoslup na miękkiej kanapie lub przeciwnie, dba o krzesełko i wygodne biurko. Szkoła to tylko część prawdziwego życia. Kto nie miał babci, która co kwadrans podawała przekąśeczkę w postaci pierożka, świeżej bułeczki, ciasta ze śliwkami?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX