"Nienawiść do imigrantów to stara polska nienawiść oparta na antysemityzmie"

- Chrześcijaństwo od czasów oświecenia modernizuje się, reformuje. W islamie, jeśli nawet proces modernizacji występuje, to bardzo powolnie. Dopóki dogmaty islamu nie zostaną zreformowane, nie możemy mówić o łączeniu go z demokracją - uważa Piotr Ibrahim Kalwas. Wg pisarza niechęć wobec muzułmanów, obecna np. w hasłach antyimigranckich demonstracji, to "stara polska nienawiść, oparta na antysemityzmie".

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas

 Piotr Ibrahim Kalwas został muzułmaninem 15 lat. Od siedmiu lat razem z rodziną mieszka w egipskiej Aleksandrii.

Pisarz nie ma wątpliwości, że nie da się połączyć islamu z demokracją. Jak tłumaczył w TOK FM, w rozmowie z Pawłem Sulikiem, "chodzi o wykładnię, interpretację głównego obowiązującego nurtu islamu, zawierającą dużą liczbę dogmatów, które stoją w sprzeczności z demokracją".

- Chodzi np. o kamienowanie ludzi, obcinanie rąk złodziejom. Trudno więc mówić o połączeniu islamu z wartościami wolności, równości, braterstwa, które obowiązują w Europie. Dopóki dogmaty islamu nie zostaną zreformowane, nie możemy mówić o łączeniu go z demokracją.

Paweł Sulik: Kiedy pana słucham, myślę o dogmatach Kościoła katolickiego. I o tym, że przecież świat dogmatów i świat realny to nie to samo. Przecież rzeczywistość w Arabii Saudyjskiej i np. Tunezji różnią się.

Piotr Ibrahim Kalwas: Podkreślam, że mówię o dogmatach, a nie praktyce. Ale jeśli mamy mówić o wspólnocie muzułmańskiej, a jest to dziś ponad 1 mld 600 mln ludzi, to ona w większości uznaje te dogmaty jako obowiązujące. I nie można w takiej wspólnocie mówić o wprowadzaniu demokracji. Bo w takiej społeczności to nie działa.

Chrześcijaństwo od czasów oświecenia, z mniejszymi lub większymi oporami, modernizuje się, reformuje. W Polsce wygląda to bardziej zachowawczo niż w innych krajach Zachodu. Ale w islamie, jeśli nawet proces modernizacji występuje, to bardzo powolnie.

Pan podkreśla, że w przypadku napływu uchodźców do Europy wszystko zależy od skali. Jak więc wyznaczyć bezpieczną granicę?

- Nikt nie jest w stanie takiej granicy wyznaczyć. Jak mówiłem w rozmowie z "GW", gdyby nagle Egipcjanie dowiedzieli się, że mają u nich mieszkać setki tysięcy Europejczyków, to byliby przerażeni. Tak samo jak Europejczycy dziś. Bo w mniemaniu Egipcjan, Europejczycy niosą kulturę antyreligijną, liberalną, libertyńską. A to nie do przyjęcia dla przeciętnego mieszkańca Egiptu, który jest tradycjonalistą.

Jeśli więc w Europie miałoby zamieszkać, w najbliższym czasie, 10 milionów muzułmanów, to byłby problem. Także kulturowy. Bo przybyliby tu ludzie z odmiennego kręgu kulturowego, który ma w sobie dogmatykę inną od europejskiego sekularyzmu.

Ale jeśli w Polsce pojawi się kilka-kilkanaście tysięcy ludzi, to nie ma o czym mówić. Tym bardziej że połowa uchodźców to Syryjczycy, pochodzący z narodu zsekularyzowanego. Często to są ludzie dobrze wykształceni i, jak pokazuje historia życia Syryjczyków w Polsce, nie sprawiający żadnych kłopotów.

Ale uchodźcy przyjeżdżający z krajów znacznie bardziej konserwatywnych, np. Afganistanu, Jemenu, Pakistanu, mieliby większe kłopoty z integracją.

Wyobraża pan sobie jakąkolwiek formę kontrolowania, czy zjawia się zbyt wielka liczba ludzi, którzy mają zbyt duży "dystans" kulturowy? Co z tym zrobić, powiedzieć: wasz świat wartości nie pasuje do naszego, nie wpuścimy was?

- Wszystko zależy od tych ludzi. Bo przecież nie wszyscy są osobami o nastawieniu antyeuropejskim. Jestem przekonany, że większość z uchodźców to ludzie o nastawieniu proeuropejskim. Ale mimo tego, noszą oni w sobie tradycjonalizm, oparty na wartościach religijnych. Z tym tradycjonalizmem się wychowywali.

Dlatego moim zdaniem, tak ważne są programy integracyjne, które muszą przygotować państwa Unii nie tylko dla imigrantów, ale także dla swoich obywateli. Żeby integrować jednych z drugimi.

Co ważne, taki program integracyjny musi być różny dla różnych grup uchodźców, bo inni są Syryjczycy i Afgańczycy, a jeszcze inni ludzie przyjeżdżający z "czarnej" Afryki.

To problem, ale do rozwiązania. Nie można tych ludzi specjalnie demonizować.

Za późno. Jestem przygotowany na to, że podczas zbliżających się manifestacji antyimigranckich np. 11 listopada, część demonstrantów będzie używała argumentów z rozmów z panem. Że nie da się połączyć islamu z demokracją. Rozumiem, że to nie było pana intencją, ale wyrwane z kontekstu pańskie wypowiedzi będą wykorzystywane przez ksenofobów.

- Ale to nie znaczy, że nie możemy krytykować. Zresztą krytyczne spojrzenie na swoją własną religię, przecież jestem muzułmaninem, jest też obecne w świecie arabskim. Np. intelektualiści egipscy krytykują. Ale trzeba wyraźnie odgraniczyć krytycyzm od nienawiści.

Pan mówi o ludziach, którzy sieją nienawiść teraz do muzułmanów. Ale to stara polska nienawiść, oparta na antysemityzmie. To że oni będą wykorzystywać poglądy liberałów muzułmańskich, do których ja sam siebie zaliczam, to cynizm. Nic na to nie poradzimy.

Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM