Głodówka Irańczyków na granicy grecko-macedońskiej. Zaszyli sobie usta. "Inni mogą przejechać. Czemu my nie?" [KORESPONDENCJA REPORTERA TOK FM]

Z Idomeni Thomas Orchowski, TOK FM
27.11.2015 , aktualizacja: 27.11.2015 14:34
A A A
Irańczycy protestują na granicy grecko-macedońskiej. Niektórzy zaszyli sobie usta i podjęli strajk głodowy

Irańczycy protestują na granicy grecko-macedońskiej. Niektórzy zaszyli sobie usta i podjęli strajk głodowy (Fot. Thomas Orchowski, TOK FM)

Na grecko-macedońskiej granicy, blisko miejscowości Idomeni, cały czas znajduje się ok. 1,5 tys. uchodźców i imigrantów. Sześciu Irańczyków zaszyło sobie usta i podjęło decyzję o strajku głodowym.
Uchodźcy i imigranci tkwią na granicy od 10 dni. To m.in . Irańczycy, Marokańczycy, Algierczycy i Pakistańczycy, którzy koczują tu od 17 listopada, gdy władze czterech bałkańskich krajów (Słowenii, Macedonii, Chorwacji i Serbii) postanowiły nie przepuszczać innych uchodźców niż tych pochodzących z Afganistanu, Iraku i Syrii.

"Umrzemy tu"

Uchodźcy i imigranci, którzy urodzili się gdzie indziej mieszkają w rozstawionych przez UNHCR (Wysoki Komisarz Narodów Zjednoczonych ds. Uchodźców) namiotach. Wolontariusze dostarczają im ciepłe posiłki. Gwarantowana jest również podstawowa opieka medyczna.

Namioty przy Idomeni zostały zaplanowane jako obóz przejściowy. Nie dla wszystkich wystarczyło w nich teraz miejsca. Dlatego niektórzy uchodźcy i imigranci mieszkają w małych namiotach na polu, które z czasem pokrywa się coraz większą ilością śmieci. 

W środę spadł rzęsisty deszcz. Niektóre namioty podmywało. Temperatura w ciągu dnia waha się, jest 12-16 stopni, w nocy spada. Ludzie ogrzewają się przy ogniskach, w których palą wszystko, co mają pod ręką - ubrania, koce czy butelki. Przez to na grecko-macedońskiej granicy śmierdzi.

Głodówka

- Mamy tego wszystkiego dosyć - mówi 28-letni Irańczyk, Vahid. - Śpimy w strasznych warunkach. Dlaczego inni mogą przejść, a my, Irańczycy, nie? Też jesteśmy uchodźcami! Sześciu zdesperowanych Irańczyków zdecydowało się na strajk głodowy. Zaszyli sobie usta i leżą na torach na przeciwko macedońskiej policji, która odgradza ich od podróży do - w przypadku większości uchodźców i imigrantów - Niemiec.

Mężczyźni są bardzo słabi, bladzi. Do namiotów protestującym pomagają dojść koledzy. Niektórzy korzystają z kroplówki. - Albo pozwolą nam przejść, albo będziemy tu stać do śmierci - mówi Vahid. - W Iranie nic na nas nie czeka.

Pat

Na razie nie widać rozwiązania obecnej sytuacji. Nic nie zapowiada otwarcia granicy przez Skopje. W sobotę prezydent Macedonii, Gjorge Iwanow, stwierdził, że jego kraj może zagwarantować w ośrodkach przejściowych dach nad głową 2 tys. osób.

Według Iwanowa jakikolwiek wzrost tej liczby może spowodować bezpośrednie zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego. Ta retoryka to pokłosie zamachów terrorystycznych w Paryżu.

Pracownicy UNHCR-u w nieoficjalnych rozmowach przyznają, że jeśli Macedończycy nie otworzą granicy, uchodźcom pozostaną tylko dwa wyjścia. Albo będą musieli ubiegać się o azyl w Grecji, albo wrócą do miejsca, skąd przyjechali.

Tego najbardziej boi się Waqas, 26-latek z Pakistanu: - Cała rodzina złożyła się na ten wyjazd. Zapożyczyłem się u znajomych. Co im powiem, jak wrócę? Po co podróżowałem tutaj ponad miesiąc? - pyta.

UNHCR gwarantuje, że umożliwi uchodźcom i imigrantom powrót do Aten darmowymi autokarami. Stamtąd mają zostać przetransportowani do obozu Eleonas w stolicy Grecji. Co dalej? Tego nie wiadomo.

Jest tylko jedno rozwiązanie, żeby powstrzymać dalszy napływ ludzi - mówi nauczyciel angielskiego z Iranu, 36-letni Mustafa - Zamknąć granicę turecko-grecką. 

Według Human Rights Watch do połowy października do Europy dotarło ponad 800 tys. uchodźców i imigrantów. 84 proc. z nich - według UNHCR-u - to Afgańczycy, Erytrejczycy, Irakijczycy i Somalijczycy.

Materiał powstał dzięki dofinansowaniu Funduszowi Mediów.

Zobacz także
Najczęściej czytane