Przez małą wioseczkę przetaczają się setki uchodźców. Sklepikarz cen nie podniósł, ale ludzie mają żal, że uchodźcy zadeptują im pola. "Żyją z tego, co urodzi ziemia"

Sklep w Idomeni, w którym uchodźcy i imigranci zaopatrują się głównie w papierosy i podstawowe produkty żywnościowe

Sklep w Idomeni, w którym uchodźcy i imigranci zaopatrują się głównie w papierosy i podstawowe produkty żywnościowe (Fot. Thomas Orchowski, TOK FM)

Od 18 miesięcy przez małą wioskę Idomeni na granicy grecko-macedońskiej przewijają się setki tysięcy uchodźców i imigrantów. To właśnie przez ten punkt przeszło w październiku dwóch zamachowców z Paryża.
W Idomeni oddalonym około kilometra od granicy mieszka nie więcej niż 300 osób. W całej wiosce jest tylko jeden sklep. Można tam kupić papierosy i podstawowe produkty spożywcze. Od 17 listopada - gdy Macedończycy zamknęli swoją granicę dla migrantów pochodzących z innych krajów niż Afganistan, Irak i Syria - tworzy się przed nim długa kolejka.

Grecy starają się pomagać uchodźcom i imigrantom jak tylko mogą. Sklep otwarty jest od rana do późnych godzin wieczornych. Sprzedawca nie podwyższył cen, traktuje wszystkich na równi.

Przed sklepem rozstawili się również miejscowi, którzy sprzedają pomarańcze. Cała siatka kosztuje 1 euro. Są też tacy, którzy w kryzysie migracyjnym zwietrzyli okazję. I sprzedają śpiwory, parasolki czy koce. Śpiwór kosztuje 30 euro. Gdy go kupimy, parasolkę dostaniemy gratis. 

Główny problem? Uprawy

Ionnis Adamopoulos, wicemer Polykastro, któremu podlega wioska Idomeni, odpowiedzialny w merostwie między innymi za rozwój twierdzi, że przy przepływie takiej ilości osób naturalnym jest, że pojawiają się problemy.

Te wynikają głównie z niszczenia przez migrantów pól - twierdzi wicemer. - Ale ludzie też najzwyczajniej w świecie się boją, bo migranci czasem pukają do ich drzwi w środku nocy. Albo śpią ukryci w ich magazynach - mówi Adamopoulos.

Xanthipi Soupli, liderka społeczności lokalnej w Idomeni, dodaje, że w Idomeni praktycznie wszyscy mieszkańcy zarabiają na ziemi. Gdy uchodźcy i imigranci przechodzą przez pola, niszczą je. - Teraz, gdy mamy do czynienia z kryzysem migracyjnym, Grecy nie mają z czego się utrzymać - mówi Soupli. - Ludzie nie są niechętni uchodźcom i imigrantom, przecież to nie ich wina, że śpią na polach, ale problem cały czas istnieje - dodaje.

Rząd nie pomaga

Samorządowcy narzekają, że w obecnej sytuacji nie otrzymują żadnego wsparcia od centralnego rządu w Atenach.

- Nie chcę atakować greckiego rządu, ale muszę - mówi Adamopoulos. - Ateny nie robią praktycznie nic, żeby nas wesprzeć. Cała pomoc dla uchodźców i imigrantów pochodzi od wolontariuszy, miejscowych i władz lokalnych. My ponosimy wszystkie koszty. Pewnie też sami będziemy musieli załatwić sprawy z rolnikami - mówi wicemer. - Z doświadczenia wiem, że grecki rząd nie da im żadnych odszkodowań. Wysłaliśmy wiele dokumentów do Aten. Do teraz nie otrzymaliśmy żadnej odpowiedzi - kończy Adamopoulos.

- Tylko rząd w Atenach może zrobić coś, żeby opanować sytuację - dodaje Soupli. - Problem polega na tym, że on nie robi nic. Co jakiś czas wpadają sobie tutaj na wizyty ministrowie. Wpadają, oglądają i wracają do domów w Atenach - opowiada.

Idzie zima

Samorządowcy obawiają się również możliwej epidemii. Temperatura w Idomeni nadal jest relatywnie wysoka, w dzień dochodzi nawet do 14 stopni, ale w nocy spada. Uczucie chłodu potęguje wilgoć. - Możliwe, że w niedalekiej przyszłości będziemy mieć wiele problemów z chorobami - mówi Adamopoulos. - Warunki sanitarne nie są tu dobre, nikt nie nadąża ze sprzątaniem. Fizycznie nie jesteśmy w stanie uporać się z tak dużą ilością odpadów - mówi.

- Jest też inny, bardzo delikatny problem - mówi Soupli. - Niektórzy spośród migrantów pochodzących z Bangladeszu, Pakistanu czy krajów Maghrebu są agresywni. Czasem - żeby okraść innych migrantów - używają noży. Pojawiają się przypadki, że niektórzy z nich chcą okraść Syryjczyków z paszportów - kończy liderka społeczności lokalnej w Idomeni.

W Idomeni od 17 listopada cały czas przebywa ok. 2,5 tys. migrantów pochodzących głównie z Iranu, Pakistanu, Bangladeszu, Algierii i Maroka. Utknęli na grecko-macedońskiej granicy po tym, jak cztery bałkańskie kraje (Chorwacja, Serbia, Słowenia i Macedonia) postanowiły wpuszczać na swoje tereny tylko tych migrantów, którzy pochodzą z Afganistanu, Iraku i Syrii.

Niemcy spodziewają się, że do ich kraju przybędzie w tym roku ok. 1,5 mln osób.

Materiał powstał dzięki dofinansowaniu Funduszu Mediów.

Zobacz także
  • Jarosław Kaczyński i prof. Piotr Gliński "Prof. Gliński to fatalny prezent dla kultury, jaki wydał z siebie PiS"
  • Jan Wróbel "Zawartość intelektualna jest z gimbazy" - Wróbel bezlitośnie o Kuczoku
  • Józef Pinior "Nad prawem dobro narodu"? Pinior o słowach Morawieckiego: To interpretacja prawa bliska myśli faszystowskiej. Nie wiem, co mu się stało

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny

Polecamy