Czy Lesbos grozi katastrofa ekologiczna?

Z Lesbos Thomas Orchowski, TOK FM
11.12.2015 , aktualizacja: 11.12.2015 19:55
A A A
Kapoki na Lesbos

Kapoki na Lesbos (Fot. Thomas Orchowski, TOK FM)

Od stycznia do grudnia tego roku na grecką wyspę Lesbos, gdzie mieszka 87 tys. Greków, przypłynęło 436 tys. 79 migrantów. Każdy z nich miał na sobie kamizelkę ratunkową. Oprócz kapoków na Lesbos zostało ponad 7 tys. pontonów albo łodzi oraz tyle samo silników. Lokalne władze mówią o 70 tonach odpadów, które pozostawili po sobie migranci. Co z nimi zrobić?

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas

Gdy z pontonów lub łodzi migranci schodzą na plaże, od razu zrzucają z siebie mokre kamizelki ratunkowe. To w ponad 90 proc. chińskie podróbki, które w razie zagrożenia nie dają skutecznej ochrony przed utonięciem. Na początku kryzysu nie wszyscy uchodźcy i imigranci mieli na sobie kapoki. Ale przemytnicy w Turcji doszli do wniosku, że skoro nie wszystkich stać na kamizelki, które dają rzeczywiste zabezpieczenie, lepiej będzie dać im tańsze podróbki. Od tego czasu każdy ma na sobie kamizelkę. 

Najwięcej kapoków jest pomiędzy miejscowościami Molyvos i Eftalou na północy wyspy. Tutaj, na wysypisku śmieci, powstało ich wzgórze wysokie na niemal 8 metrów. Każdego dnia jego średnica powiększa się, półciężarówki w czasie jednego kursu przywożą bowiem nawet kilkaset kapoków. Inne takie skupisko kamizelek znajduje się obok Mityleny w centralnej części wyspy, gdzie od kilku dni dociera więcej uchodźców niż na północy. 

- Jeśli w ciągu kilku miesięcy niczego z tym nie zrobimy, wyspie może grozić katastrofa ekologiczna - przyznaje specjalny doradca mera Lesbos, Marios Andriatis. - Ale chciałbym wszystkich uspokoić, bo mamy pomysł jak poradzić sobie z tym problemem - dodaje.

Plecaki z kapoków

Choć migranci przybywają na wyspę od ponad roku, merostwo nie opracowało dotychczas polityki, która zaradziłaby problemowi odpadów. Dopiero w obliczu realnego zagrożenia postanowiono przyjrzeć się możliwym rozwiązaniom. Władze cały czas wahają się, którą z trzech wyselekcjonowanych opcji wybrać. 

Pierwsza zakłada wykorzystanie plastikowych elementów kapoków i łodzi do zbudowania namiotów dla migrantów. Ta koncepcja została opracowana przez jednego z greckich architektów.

Druga propozycja sprowadza się do przerobienia kamizelek ratunkowych na plecaki dla uchodźców. Te kapoki, których by do tego nie wykorzystano, zostałyby sprzedane. Ostatnia, trzecia, opcja to wysłanie odpadów poza wyspę, by można było je poddać recyklingowi w przeznaczonych do tego miejscach.

- Te kapoki trzeba poddać recyklingowi - mówi Dawid, wolontariusz z Niemiec, który przyjechał na Lesbos po to, żeby zająć się odpadami, pozostawianymi przez uchodźców. - One się do niczego nie nadają. Problem polega na tym, że Grecy nie mają na to pieniędzy. Tyle, że to możnaby łatwo rozwiązać - twierdzi Dawid. - Bo przecież kontenery, którymi na wyspę dociera cała pomoc dla uchodźców, wracają do Aten puste - dodaje. 

- Będziemy mieć pieniądze z crowdfundingu - mówi Andriatis. - Jeśli ta opcja miałaby się nie udać, mamy zabezpieczone pieniądze z Aten. Staramy się też o pomoc Unii Europejskiej. Na wyspie przebywa stały przedstawiciel Komisji Europejskiej, który pozytywnie odniósł się do naszych pomysłów w kontekście odpadów - dodaje doradca mera.

Problem z przemytnikami

Oprócz kapoków i pontonów dużym problemem są też drewniane łodzie i silniki. Te pierwsze są teraz palone na wybrzeżu albo niszczone przez koparki na wysypisku. Z kolei silniki przechwytuje albo policja, albo wracają w ręce przemytników w Turcji, którzy wykorzystują je do przewożenia kolejnych migrantów. 

- Na razie nie wiemy, co zrobić z silnikami - mówi Andriatis. - Jeśli zdarzają się przypadki, że przemytnicy wykorzystują silniki ponownie, powinna ich zatrzymywać policja. Silniki nie mogą wracać do Turcji - mówi doradca mera - Trzeba powstrzymać przemytników za wszelką cenę. Grekom też nie wolno ich wykorzystywać. Żeby temu zapobiec wprowadziliśmy specjalne prawo - kończy Andriatis.

Teraz, gdy tylko ponton dopłynie na plażę, od razu zjawiają się przy nim ludzie zatrudnieni w merostwie, którzy mają za zadanie przechwytywać silniki. Już po kilku minutach pontony i silniki znikają z plaży. Sytuację udaje się kontrolować, gdy do wyspy dopływają pojedyncze łódki. Trudniej jest nad nią panować, gdy do wybrzeża Lesbos dociera kilka pontonów na raz. Nie wiadomo ile dokładnie silników wróciło do Turcji.

To, co dokładnie stanie się ze wszystkimi odpadkami, będzie wiadomo za 3-4 miesiące. Wtedy lokalne władze na Lesbos wybiorą i wdrożą jeden z przygotowanych planów. 

Do greckich wysp od stycznia do grudnia dotarło ponad 740 tys. migrantów (dane UNHCR). Niemcy szacują, że przyjmą w tym roku ok. 1 mln osób, które będą ubiegać się w ich kraju o azyl. 

Zobacz także
Najczęściej czytane