Prof. Stempin: Kaczyńskiemu - jak Piłsudskiemu - marzy się "Międzymorze". Tylko znów jak w latach 30. XX w. kraje regionu nie widzą w nas lidera

- Zdobywanie przychylności w krajach unijnych wydaje się więc rządowi w Warszawie grą niewartą świeczki. Koncepcja "Międzymorza" orbituje w przestrzeni fantazmatu. Podobnie bowiem jak w l. 30. ub. wieku państwa Europy Środkowej nie godzą się z rolą Polski jako regionalnego lidera. A kraje takie jak Węgry, Słowacja, czy nawet Czechy nie dyszą nawet antyrosyjskim żarem, podczas gdy relacje amerykańsko-niemieckie są bardzo dobre - pisze prof. Arkadiusz Stempin.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas

Napięcie między Warszawą a Berlinem zostało uśmierzone. Wezwany o świcie na dywanik do MSZ niemiecki ambasador Rolf Nikel zapewnił, że polsko-niemieckie relacje są jak "skarb, który należy szczególnie chronić". Z polskiej strony padły już mniej koncyliacyjne słowa, że byłoby najlepiej, jeśli niemieccy politycy częściej przyjeżdżaliby nad Wisłę i swoje opinie formułowali w oparciu o to, co zobaczą na własne oczy.

Porównania do esesmanów? Jakby nie było Adenauera

Niesmak został. Powiało znajomą obsesją. W Polsce znów epatowano odwołaniami do lat II wojny światowej, przyrównując kanclerz Angelę Merkel, komisarza Günthera Oettingera czy przewodniczącego Parlamentu Europejskiego Martina Schulza do esesmanów, a obecną RFN do III Rzeszy. Przywołując czarne lata okupacji niemieckiej 1939-45, odmawiano dzisiejszym Niemcom prawa do pouczania Polaków w zakresie przestrzegania reguł demokracji. Powrócono do najgorszych momentów w relacjach polsko-niemieckich z lat 2005-2007. Tak jakby nie było Konrada Adenauera, który stworzył podstawy niemieckiego państwa prawa.

Tak jakby nie było kanclerza Brandta, który uklęknął w Warszawie przed pomnikiem Powstańców Getta. Tak jakby nie było wielkiego pojednania polsko-niemieckiego pod dachem kościoła katolickiego. Tak jakby nie było gęstej siatki powiązań między obydwoma narodami, łączącej niemal wszystkie segmenty społeczeństwa, od miast, poprzez studentów i liczne grupy zawodowe. O gospodarczych powiązaniach nie wspominając.

Mieszkanka krzyżaka, Hitlera i Bismarcka

I tak jakby niezmiennie istniał niemiecki imperializm, ucieleśniony w osobach nieśmiertelnego krzyżaka z kart powieści Sienkiewicza, Fryderyka II, Bismarcka, czy Hitlera. Jednocześnie w Warszawie przeoczono, że Schulz i Oettinger swoją krytyczną ocenę wypadków w Polsce formułowali nie jako członkowie rządu Angeli Merkel w Berlinie, ale jako funkcjonariusze unijni w Brukseli. Tymczasem krytyka zwrotna rządu polskiego celowała wyłącznie w Niemców w Brukseli, podczas gdy ostre słowa pod adresem rządu Beaty Szydło wypowiedzieli także inni wysocy funkcjonariusze unijni: wiceszef KE Frans Timmermans z Holandii, szef dyplomacji Luksembugra Jean Asselborn, czy była komisarz sprawiedliwości i dzisiejsza euro-posłanka Viviane Reding.

Obie strony spuściły z tomu. Motywacja różna

Obydwie strony spuściły z tonu. Strona polska, by stępić ostrze dyskusji w unijnej stolicy podczas spotkania poświęconego wszczęciu procedury przeciwdziałającej naruszaniu porządku prawa w Polsce (temu też służyło zaproszenie opozycji na wspólną rozmowę przez premier Szydło). Nie liczono się bowiem z aż tak zdecydowaną reakcją Brukseli (nie Berlina) na burzenie przez siebie w kraju porządku prawa.

A niemiecka strona? Dlaczego upuściła powietrze z nadmuchanego balonu? No właśnie, dlaczego? Pomimo dominującej pozycji w Europie, Niemcy Angeli Merkel dryfują w niej izolowani. A to na skutek własnej mało koncyliacyjnej postawy podczas kryzysu euro i greckich finansów, a to w efekcie pierwotnej ignorancji wobec krajów takich jak Italia czy Grecja, które od 2011 roku wołały o pomoc, nie mogąc poradzić sobie z napływem uchodźców. A to wreszcie w wyniku nieuzgodnionej z partnerami w UE decyzji, podejmującej próbę rozwiązania kryzysu uchodźczego, gdy kanclerz Merkel otworzyła granice Niemiec przed uchodźcami, dezawuując postanowienia z Dublina. A te przewidywały, że uchodźcy pozostają w tym kraju unijnym, do którego najpierw przybyli.

Po upadku osi Berlin-Paryż i duetu Merkozy kanclerz Niemiec niemal do każdego szczegółowego problemu, znajdującego się na agendzie unijnej, musi szukać sojuszników. Do nich, oprócz partnerów w Wiedniu, Amsterdamie i stolicach skandynawskich, należał często rząd w Warszawie - najpierw Donalda Tuska, potem Ewy Kopacz. Bynajmniej nie słaniając się na kolanach. W kwestiach partnerstwa wschodniego, konfliktu na Ukrainie, a wcześniej embarga Rosji na polskie mięso kanclerz Niemiec szła za głosem partnera z Warszawy. Niezwykle powściągliwe reakcje w Berlinie wobec powstania pisowskiego rządu uwzględniały możliwość kontynuacji dotychczasowej niemiecko-polskiej współpracy. Zdecydowana postawa kanclerz Merkel, która na brukselskim szczycie pociągnęła za sobą resztę unijnych przywódców, mniej chętnych do przedłużenia sankcji wobec Rosji, wychodziła jak najbardziej naprzeciw oczekiwaniom polskiego rządu. I była niczym wyciągnięci ręki do ubijania wspólnych interesów.

Ilu Polska może przyjąć uchodźców?

Rząd Beaty Szydło w kwotach dotyczących przyjęcia uchodźców dopatrzył się dominacji Berlina, a krytykę niemieckich urzędników unijnych zdyskontował ad hoc, zgodnie z nowo sformułowanymi imponderabiliami. Bo pomimo widocznej kakofonii między zbyt licznymi ośrodkami kształtującymi polską politykę zagraniczną (prezydent, urząd Prezesa Rady Ministrów, szef MSZ, minister ds. europejskich, Jarosław Kaczyński), pomstowanie na niemiecką dominację w Europie jawi się nie tyle jako zabieg taktyczny, ile strategiczny. Antycypuje się bowiem, że Polska jako członek Unii, znajdzie się wkrótce poza jądrem Unii, na jej peryferiach. Zepchnięta tam w wyniku nieobecności w kluczowych instytucjach, przesądzających o kształcie UE: strefie Schengen (po wymówieniu się od przyjęcia uchodźców), unii energetycznej i eurolandzie. Co stawia pod znakiem zapytania sam sens członkostwa w unijnej wspólnocie. Możliwe nawet, że w Warszawie zakłada się upadek unijnej wspólnoty, skoro pęka ona wzdłuż jednej osi, na północ i południe (za sprawą kryzysu euro), drugiej osi, na wschód i zachód (za sprawą uchodźców), oraz wzdłuż trzeciej osi, przebiegającej absolutnie nielinearnie, bo z powodu zróżnicowanego stosunku krajów członkowskich do Rosji.

Czego chce Naczelnik Kaczyński

Tymczasem utworzenie na tle rozwodnionej UE sojuszu krajów Europy Środkowo-Wschodniej pod przewodnictwem uwolnionej od zależności Berlina "mocarstwowej" Polski odpowiadałoby geopolitycznym ambicjom Jarosława Kaczyńskiego. Pierwotna idea Józefa Piłsudskiego, którego Kaczyński ubóstwia i imituje, w latach 30. ub. w. zakładała sojusz krajów, od państw bałtyckich po Rumunię, splecionych z mocarstwową Francją. Ostrze sojuszu godziło w Rosję i Niemcy. W latach międzywojennych koncepcja "Międzymorza" spaliła na panewce. Kraje członkowskie dzieliły zbyt poważne wzajemne konflikty. A francuski sojusznik okazał się niepewny.

Kto jest Francją?

Teraz rolę Francji miałyby wypełnić USA. Nie brakuje tam entuzjastów idei "Międzymorza", którzy wywodzą się z politycznego establishmentu, czy lobby zbrojeniowego. Całkiem otwarcie o wskrzeszeniu pomysłu Piłsudskiego mówił w lutym ub. roku szef wpływowego think-tanku "Stratfor" George Friedman. Cel sojuszu: zabezpieczenie przed Rosją, czy nawet przed współdziałaniem niemiecko-rosyjskim. Papierkiem lakmusowym na zacieśnienie związków rządu polskiego z amerykańskim lobby zbrojeniowym byłby zakup helikoptera "Black Hawk" z koncernu "Sikorsky", zamiast pierwotnie planowanego francuskiego "Caracal EC-725".

Obecne amerykańskie władze nie jest zainteresowane koncepcją "Międzymorza". Ani nawet utworzeniem baz natowskich w Polsce. I decyzje takie na pewno nie zapadną na szczycie w Warszawie. Rząd polski spekuluje jednak na zmianę zewnętrznych okoliczności - w przypadku zwycięstwa za rok w wyborach prezydenckich republikańskiego kandydata - zainstalowanie baz, powrót do koncepcji tarczy rakietowej. O idei sojuszu od morza do morza zupełnie jawnie mówił prezydent Duda, i to nieprzypadkowo podczas swojej pierwszej wizyty zagranicznej w Tallinie. A spotkanie Kaczyński-Orban, brakiem ujawniania treści rozmów, potwierdza tylko taki scenariusz.

Zdobywanie przychylności w krajach unijnych wydaje się więc rządowi w Warszawie grą niewartą świeczki. Czego wyrazem była szermierka słowna z Niemcami w Brukseli. Koncepcja "Międzymorza" orbituje jednak w przestrzeni fantazmatu. Podobnie bowiem jak w l. 30. ub. wieku państwa Europy Środkowej nie godzą się z rolą Polski jako regionalnego lidera. A kraje takie jak Węgry, Słowacja, czy nawet Czechy nie dyszą nawet antyrosyjskim żarem, podczas gdy relacje amerykańsko-niemieckie są bardzo dobre.



Więcej o:

APLIKACJA TOK FM

Serwis informacyjny

Komentarze (157)
Prof. Stempin: Kaczyńskiemu - jak Piłsudskiemu - marzy się "Międzymorze". Tylko znów jak w latach 30. XX w. kraje regionu nie widzą w nas lidera
Zaloguj się
  • polak_nieprawdziwy

    Oceniono 58 razy 50

    Zasadniczo czego by mądrego nie napisać, to i tak jak grochem o ścianę.
    Mamy erupcję głupców wszelkiej maści, którzy źródeł sukcesu dopatrują się w poczynaniach podobnych do tych, które na nas ściągały same kłopoty.
    Że będzie gorzej niż było, to ja nie mam żadnych złudzeń.
    My to mamy wyssane z mlekiem matek.
    Ciąży na nas Polakach genetyczny brak zdolności do głębszej refleksji.

  • pictor

    Oceniono 27 razy 23

    Czym skończyła się polityka budowania "międzymorza" przez władze II RP pokazały lata 1939 i 1944-45. Powrót do tego samego pomysłu dzisiaj, to dla naszej ojczyzny prosta droga do powtórki tamtej katastrofy.

  • raku

    Oceniono 26 razy 20

    Prezes z kotem gra nocami w cywilizację II i myśli, że to wszystko działa tak jak w komputerze.

  • jorn

    Oceniono 24 razy 18

    Kaczyński próbuje naśladować Piłsudskiego, a ciągle wychodzi mu Gomułka.

  • kacperwohlin

    Oceniono 21 razy 15

    Międzymorze? Facet rozwala w imię rosyjskich interesów tereny pomiędzy Międzyrzeczem a Międzyrzecem Podlaskim, a już mu się spieszy Międzymorze rozwalić? No nie zły odlot ma ten gość. Pytanie do eksperta od uzależnień - co on bierze? Panie Jarku. A może niecha Pan najpierw ruszy na Przymorze małe, Przymorze duże, Oliwe, Zabobrze, Zaodrze, Powiśle, Zakopane, Odkopane, Saską Kepę, Wrzeszcz i Krzyki itp. itd. Tego pan utrzymać nie MOŻE a sni się panu MIĘDZYMORZE. W sumie to polubiłem te wariactwa tego faceta. Ciekaw jestem jaki odjazd ten gość bedzie miał jutro. Tworki?

  • eski57

    Oceniono 11 razy 9

    Wydaje mi się , że niektórzy autorzy przypisują J. Kaczyńskiemu przesadne możliwości intelektualne i aktualne , a nie biorą pod uwagę również właściwości charakterologiczne ! Nie wyobrażam sobie zjednoczenia „małego wschodu” pod „berłem”J. K. - Trzeba w końcu uznać , że JK istnieje tyle czasu w polityce przede wszystkim dzięki o. Rydzykowi - przecież dziękował za zwycięstwo wyborcze ! Mając zobowiązania – wychodzi naprzeciw żądaniom Kościoła instytucjonalnego o zachowanie Polski w Katolicyźmie , a temu musi sprzyjać m. inn. ograniczenie kontaktów ludnościowych i ideowych z grzeszną zagranicą ! Poróżnienie stosunków zwłaszcza z Niemcami przez wykorzystanie historii , do tego zmierza !!

  • arvelli_net

    Oceniono 8 razy 6

    ... nosz kuur.wa, jeden jeździł na koniu drugi na kocie, podobieństwo uderzające!

  • Peter Wystemp

    Oceniono 8 razy 4

    Zaiste zabawne to Międzymorze zważywszy, że Polacy są literalnie przez KAŻDEGO ze swych sąsiadów ZNIENAWIDZENI, a u Ślązaków, Morawian, Czechów, Łużyczan i Niemców cieszą się jeszcze na dodatek wyniosłą pogardą.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX