Poczobut pobity, prokuratura zawiadomiona, będą dalsze represje?

Funkcjonariusze KGB chcieli "tylko porozmawiać" - skończyło się na kopaniu w głowę. Andrzej Poczobut opowiedział radiu TOK FM o swojej najnowszej wizycie w siedzibie KGB w Grodnie. - Byłem zatrzymywany, ale nikt mnie wcześniej nie uderzył - komentuje zdarzenie korespondent "Gazety Wyborczej".
Do sytuacji doszło 8 stycznia w Grodnie. - Zostałem zatrzymany przez milicję i odwieziony do budynku KGB. Zaprowadzono mnie do dwóch funkcjonariuszy w cywilu. Powiedzieli mi, że chcą tylko porozmawiać, ja im odparłem, że tylko w obecności adwokata - relacjonuje Poczobut.

Mężczyźni przekonywali zatrzymanego, że charakter ich spotkania jest zupełnie inny, że "to tylko zwykła rozmowa, żadne przesłuchanie". Kiedy dziennikarz sukcesywnie nie reagował na zaczepki agentów, został przez jednego z nich pobity.



"Starałem się myśleć o czymś innym"

- Wyszedłem po 2 godzinach i 46 minutach - mówi Poczobut. Zanim opuścił siedzibę KGB pod nos podstawiono do podpisania mu kartkę - widniała na niej informacja, że dziennikarz został oficjalnie uprzedzony przez generała KGB i może zostać pociągnięty do odpowiedzialności za udział w zamieszkach 19 grudnia w Mińsku.

- Dostałem od nich, na moje życzenie, kopię tego dokumentu. Napisałem na nim, że się nie zgadzam z jego treścią - dodaje korespondent "Gazety".

Poczobut: "Złożyłem zawiadomienie do prokuratury, dwóch prokuratur"

- Po wyjściu jak najszybciej odwiedziłem prokuraturę obwodową i złożyłem zawiadomienie o przestępstwie. Tam poinformowano mnie, że agenci KGB mają status żołnierzy i muszę też udać się do prokuratury wojskowej, co natychmiast zrobiłem - opowiada dziennikarz.

- Myślę, że mi to pomoże. Moje skargi, fakt mówienia i pisania o tym, co zaszło sprawi, że będę bardziej bezpieczny. Nikt mnie już nie będzie tak więcej traktował - ocenia Andrzej Poczobut.

"Wierzę, że to było jednorazowe"

- Byłem wielokrotnie zatrzymywany i aresztowany, szczególnie w 2005 roku, ale nikt mnie, jak dotąd, nie uderzył. Myślę, że to się więcej nie zdarzy - rokuje dziennikarz.

Według Poczobuta w polityce Łukaszenki nastąpiła negatywna zmiana, którą dziennikarz skwitował zdaniem: "Nie chcecie mnie kochać, to będziecie się mnie bać". - Chodzi o zastraszenie społeczeństwa i aktywistów - ocenia Poczobut.

Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM

Serwis informacyjny