"Panuje radość. Wszyscy są za podziałem i chcieli głosować pierwsi". Polska dziennikarka o Sudanie

- Panuje radość i ekscytacja. Wszyscy są za podziałem. Ludzie są naprawdę zmęczeni wojną. Nikt nie przejmuje się doniesieniami z północy i są spokojni, że nie będzie wojny - tak Julia Prus, polska dziennikarka obserwująca referendum w Sudanie opowiadała o nastrojach głosujących.
Poniedziałek jest drugim dniem trwającego tydzień referendum, w którym mieszkańcy południa Sudanu decydują, czy chcą oderwać się od muzułmańskiej i arabskojęzycznej północy. Południe Sudanu zamieszkane jest głównie przez chrześcijan i animistów. Wstępne wyniki w przyszłym tygodniu, a w połowie lutego oficjalnie dowiemy się, czy południowy Sudan stanie się państwem.

Referendum obserwowała polska dziennikarka Julia Prus, która opowiedziała o nim w Popołudniu Radia TOK FM. Jak mówiła, podział Sudanu na dwa państwa - północne i południowe - jest niemal pewny. - Bardzo długo szukałam osób, które głosują za jednością Sudanu i nie udało mi się ich znaleźć. Panuje ekscytacja. Za separacją są wszyscy łącznie z Arabami, którzy mieszkają w Dżubie (stolicy południowego Sudanu - przyp. mar). Ludzie są naprawdę zmęczeni wojną, mają tego wszystkiego dosyć - mówiła Prus.

Jak podkreśliła, u ludzi czekających do głosowania widać nadziej: - Panuje radość. Nikt nie przejmuje się doniesieniami z północy i są spokojni, że nie będzie wojny.

Dziennikarka przypomniała, że prezydent Sudanu Omar Hasan Ahmed el-Baszir zapowiedział, że uzna niepodległość południa oraz że północ i południe będą współpracować ze sobą jak bracia.

Referendum przebiegało bez zakłóceń - nie zagłosowano jedynie w regionie, gdzie ws. referendum nie mogły porozumiały się dwa plemiona. Lokali do głosowania były trzy tysiące. - Wczoraj zobaczyłam te kolejki ciągnące się kilometrami, ludzi stojących w 40-stopniowym upale - część zajmowała sobie miejsce o pierwszej w nocy dnia poprzedniego. Wszyscy chcieli zagłosować jako pierwsi - opowiadała Prus.



- Niektórzy tak nie wierzą w to, że może się coś stać, że koniecznie chcieli zagłosować. Inni bardzo chcieli oddać glos w imieniu bliskich, którzy zginęli podczas wojny - wyjaśniała dziennikarka. W wojnie domowej między północą a południem kraju, która trwała 19 lat, zginęło ponad 1,5 mln ludzi.

Na ile ten ewentualny podział zmieni jakość rządów w obu państwach? - Dobre pytanie. Nie wiadomo - odpowiedziała Prus wymieniając główne problemy Sudanu, m.in. korupcję. Jak podkreśliła mieszkańcy południowego Sudanu sa optymistyczni, jednak zachodnie media nie wykluczają wojny.



Optymizm ten jest jeszcze bardziej uderzający, jeśli weźmie się pod uwagę warunki życia w południowym Sudanie. Dziennikarka podkreśliła, że w ostatnich latach teren ten bardzo się zmienił. - Byłam w Sudanie trzy lata temu. Różnica jest niesamowita - opowiadała. Jednak mimo wszystko jeśli południowy Sudan wybije się na niepodległość, będzie jednym z najbiedniejszych państw na świecie.



Historyczne referendum może doprowadzić do powstania najmłodszego państwa świata. Od 2005 r. zamieszkany przez ok. 8,5 mln ludzi południowy Sudan ze stolicą w Dżubie ma autonomię polityczną. Salva Kiir, który jest jednocześnie wiceprezydentem Sudanu, od dawna popiera oderwanie się południa od północy.

Nad przebiegiem referendum czuwało ponad stu obserwatorów i ekspertów z UE, a także drugie tyle z Centrum Cartera, m.in. b. prezydent USA Jimmy Carter, b. sekretarz generalny ONZ Kofi Annan, a także George Clooney oraz senator John Kerry.

Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM

Serwis informacyjny

Komentarze (3)
"Panuje radość. Wszyscy są za podziałem i chcieli głosować pierwsi". Polska dziennikarka o Sudanie
Zaloguj się
  • wintersun

    Oceniono 2 razy 2

    Jak George Clooney bedzie czuwal nad przebiegiem referendum, to wszystko powinno byc ok! Jednak czulbym sie pewniej wiedzac, ze jest tam z Chuckiem Norrisem i Van Damem.

  • galileo-hk

    0

    To moze i u nas wykroic cos dla Jarka i jego zwolennikow.

  • romikus

    0

    ISLAM TO WOJNA I TERRORYZM.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX