Broda. O Dagestańczyku, który próbuje w Warszawie kozy hodować

Ludzie w Polsce myślą tak: jak Polak ma brodę, to jest OK, bo to albo ksiądz, albo bezdomny. Ale jak muzułmanin ma brodę, to musi być terrorysta. Robią wszystko, by mnie wypędzić - żali się Abdul, mieszkaniec jednej z podwarszawskich wsi, który prowadzi hodowlę owiec i kóz.


Najpierw była potrzeba. Muzułmaninowi w Polsce nie jest łatwo. Abdul jadał kiedyś jogurt owocowy, który kupował w lokalnym sklepie. Ale potem odnalazł na liście składników nie tylko wszystkie te E, ale jeszcze żelatynę wieprzową.

Drób czy wołowinę muzułmanin zjada, ale mięso musi pochodzić z rytualnego uboju, a z tym już w Polsce jest problem. Rodzina Abdula, jego brata i siostry (w sumie kilkanaście osób) postanowiła więc założyć niewielką hodowlę kóz i owiec.

Abdul ma dwie żony, ale oficjalnie tylko jedną. Bo choć urzędnicy wiedzą, że są dwie, to zarejestrować może tylko jedną.

Po mięso zaczęli się zgłaszać inni chętni, to i hodowla się rozrosła. Ale potem Abdul znowu musiał ją ograniczyć, bo ma coraz mniej czasu dla zwierząt. Ciągle musi po urzędach biegać. Jak twierdzi - wszystko przez brodę.

Sąsiedzi zdjęcia robią i listy piszą

- W ciągu roku, jak jestem w tym miejscu, policja już u mnie była ze 20 razy. Straż miejska ze 30 razy, weterynarz powiatowy 15 razy, agencja rolna też 15 razy, bo oni przyjeżdżają razem. Ochrona środowiska jest raz na dwa tygodnie, sanepid kilka razy również był. Ochrona zwierząt, urząd miasta, jeszcze kilka służb... Jeszcze jakaś organizacja wodna. Poszli nawet na mnie naskarżyć do prezesa... koła wędkarskiego. Oprócz prezydenta to ja mam wszystkich na głowie - opowiada Abdul reporterce TOK FM.

Wcześniej Abdul musiał się już dwa razy przeprowadzać. - Poprzedni właściciel też mi mówił, że nic przeciwko nam nie ma, ale sąsiedzi mu głowę trują. Gdybyście nie mieli tych bród, gdybyście byli Polakami, te owieczki nikomu by nie przeszkadzały. A jak macie te brody, kobiety chusty noszą - to przeszkadzają.

Kawałek ziemi, który teraz dzierżawi, nazywa rajem dla owiec. Tereny zarośnięte, nad Wisłą, zalewowe, nikt nic nie zbuduje.

- Te kozy wszystko obgryzają i niszczą - denerwuje się sąsiad i pokazuje kolejne zniszczenia. - Powiedziałem, że jak mi drzewek nie odkupi, to biorę aparat, zdjęcia robię i do burmistrza. Kazałem mu też te zwierzęta zagrodzić, a on mówi, żebym ja się grodził! - opowiada.

Sąsiad przekonuje, że nie o Abdula i jego brodę chodzi, ale o zwierzęta, które nieskrępowane żadnym ogrodzeniem sieją destrukcję. I śmierdzą. - Ja to bym z chęcią wziął i mu nad gazem tę brodę podpalił. Tu każdy się na niego skarży (Abdul prostuje, że nie każdy, ale wielu).

Wszystko im przeszkadza, wszystko

- Najpierw się czepiali, że szopa dla zwierząt jest zła, jak zacząłem budować nową, to się przyczepili, że buduję nielegalnie. Jak już nie mieli się do czego doczepić, to zadzwonił weterynarz i pyta: a pana owce skąd piją wodę?! - mówi.

Abdul sprowadził psy pasterskie. Straż miejska interweniowała, bo pies w Polsce nie może przecież biegać bez kagańca. To zamknął zwierzęta w pomieszczeniu "takim 3 na 4 metry, światło jest, sucho". Okazało się, że źle i za mało.

- Za 700 zł kupiłem budę dla psa. Jak bym w Dagestanie powiedział, że tyle za budę zapłaciłem, to by mnie wyśmiali. Ale chciałem, żeby tak po polsku było. Tak romantycznie. Teraz jednak im nie pasuje, że... pies jest na łańcuchu - opowiada.

Abdul nie zawsze rozumie, o co chodzi, które przepisy złamał, a czasem, po co je w ogóle napisano. Takie zasady dla zasad. Chcą mu nawet zwierzęta odebrać. Twierdzą, że nie dba o nie wystarczająco.

Marcin Zalewski z Centrum Badań Ekologicznych Polskiej Akademii Nauk dostrzega prawne niedociągnięcia. I nie za wysoki standard zabudowy.

Widzi też jednak, że tego czego nie znał w swoim kraju i nie rozumiał w Polsce Abdul, szybko poprawił. Uczy się, tylko pieniędzy po prostu mu brakuje. No i pasterz swoje zwierzęta kocha.

Są też pożytki. Dzięki zwierzętom Abdula nadwiślański krajobraz na tym odcinku nie jest zakrzewiony, a to bardzo korzystne na tym terenie, bo ptaki siewkowate lęgną się nie w krzakach, a potrzebują łąk. - On robi to, o co prosi się polskich rolników.

ABW pyta o bin Ladena

Abdul uważa, że także z powodu brody już 4 lata czeka na status uchodźcy. Poprosił o niego, bo państwo rosyjskie ściga go listem gończym. Urząd ds. cudzoziemców o tym wie, ale azylu mu odmówił, bo twierdzi, że według jego informacji Abdul działał w zorganizowanej grupie przestępczej. Urząd zapewnia, że korzysta z wielu wiarygodnych źródeł. (Abdul: Mój brat walczył na tej samej wojnie, w tej samej organizacji, ale zgolił brodę i status dostał).

Aleksandra Chrzanowska ze Stowarzyszenia Interwencji Prawnej podkreśla, że prawdy czasem trudno dociec, bo i bywa niejednoznaczna. Kiedyś stowarzyszenie długo walczyło o azyl dla kilku Czeczenek, które gotowały w oddziałach partyzanckich swoich mężów i w Polsce zarzucono im zbrodnie wojenne.

Udało się je wybronić. Ale Dagestańczycy w Polsce prawie nigdy statusu uchodźcy nie dostają.

Abdul był już przesłuchiwany przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego (Kiedy przyjechali, myślał, że dopadli go Rosjanie, jak twierdzi w akcji brał udział nawet śmigłowiec).

- Śledczy z ABW pokazuje mi zdjęcie bin Ladena i pyta, czy go znam. Znam - odpowiadam - tak jak pan. Słyszałem o nim w telewizji. Pyta, co ja o nim sądzę. A co ja mogę powiedzieć o osobie, której nie znam?! W mediach mówią, że to zły człowiek. A faktycznie nie wiem. Może się okazać, że to dobry człowiek. W ogóle nie wiem, czy on istnieje. Pytali o wojnę w Afganistanie. Co ja mam wspólnego z Afganistanem?! Ja mogę powiedzieć, jaka jest sytuacja w Dagestanie - opowiada. - Po pierwsze, jaki sens miałaby jakakolwiek akcja przeciw temu narodowi, który mnie ukrywa przed naszym wrogiem. No i najważniejsze. Jeżeli ktoś chce dokonać zamachu - to jaki wariat będzie chodził z taką ogromną brodą...! - mówi Abdul.

- Ja na tej wojnie walczyłem o to, by nasz kraj był wolny od "Ruskich". Zrezygnowałem z niej, bo się zaczęła zmieniać. Ja nigdy nie będę walczył z dziećmi, ze starszymi. Za żadną ojczyznę, za żadną religię. W tym metrze to moja matka mogła być - mówi.

Urząd ds. uchodźców zgodził się rozpatrzyć wniosek Abdula jeszcze raz. Bo ma informacje, że sytuacja w Dagestanie znacznie się pogorszyła.

Abdul widzi to tak: po pierwsze nie lubią, ale jak się boją, to jest masakra.

W Popołudniu Radia TOK FM po godz. 16 rozmowa o uchodźcach w Polsce. Gośćmi Grzegorza Chlasty będą: Ola Chrzanowska ze Stowarzyszenia Interwencji Prawnej i Ewa Piechota - rzeczniczka Urzędu ds. Repatriacji i Cudzoziemców"

Dostęp Premium TOK FM

Serwis informacyjny