"Cały czas myślisz, z której strony przyjdzie atak." O życiu w domu dziecka

Rozmawiała Anna Wacławik-Orpik
23.05.2011 , aktualizacja: 23.05.2011 12:49
A A A Drukuj
Andrzej Fot. AG/ Anna Wacławik-Orpik Andrzej
KOSZMAR DOMÓW DZIECKA. 9-letni Andrzej czuwał, żeby nikt się nie dobierał do jego 6-letniej siostry, bo byli zamykani na noc razem z nastoletnimi chłopcami. Wieczorem wychowawcy stawiali w sali wiadro, żeby nikt nie chodził do toalety. Nie interesowało ich, co się dzieje za zamkniętymi drzwiami. - Jesteś, jak zwierzę przyparte do muru - mówi o wychowaniu w domach dziecka Andrzej, który spędził w placówkach dziesięć lat. - Przemoc, upokorzenia, osamotnienie i bezsilność.

W polskich placówkach opiekuńczo-wychowawczych przebywa ok. 25 tys. dzieci. Nie trafiły tam za karę. ale dlatego, że w domach rodzinnych były krzywdzone lub niechciane. Inne zostały zabrane rodzicom z powodu ich ubóstwa, bądź tzw. nieporadności życiowej. Umieszczono je w domach dziecka, by było im lepiej niż w ich własnych domach. Są tam wychowywane za nasze pieniądze. Miesięczny koszt utrzymania jednego dziecka w takiej placówce to 2,5 - 6,5 tys. zł.



Anna Wacławik-Orpik: Ile miałeś lat, gdy trafiłeś do placówki?

Andrzej, wychowanek domu dziecka: - Dziewięć. W nocy przyjechała policja i zabrała całą rodzinę. Nas czworo. Mnie, siostrę i dwóch braci. Rozdzielili nas. Młodszy - niemowlę, trafił do domu dziecka, starszy brat do internatu, w którym był już wcześniej. Mnie i moją sześcioletnią siostrę zabrali do pogotowia opiekuńczego na Bońka [pogotowie opiekuńcze przy ul. Bonifacego w Warszawie - red.]

Z jakiego powodu was zabrali?

- Z powodu braku opieki rodziców przez trzy miesiące. Poszli w Polskę.

Kto się wami opiekował przez ten czas?

- Nikt. Sami. Pomoc społeczna dowiedziała się pewnie od sąsiadów, może szkoła dała znać, bo większość z nas nie chodziła do szkoły. Ja wtedy byłem uczniem podstawówki.

Ile czasu spędziłeś w pogotowiu opiekuńczym?

- Jakieś dwa miesiące.

Miałeś kontakt z rodzeństwem, wiedziałeś co się z nimi dzieje?

- Nie, nic nie wiedziałem, ale i nie myślałem o tym. Raczej próbowałem się tam odnaleźć.

Dużo dzieci było w pogotowiu?

- W pogotowiu około dwudziestu pięciu. Ale w całym ośrodku dużo więcej. Z nimi nie mieliśmy kontaktu, byliśmy na samej górze, na oddziale zamkniętym. Takie były podobno procedury.

Byliście zamknięci koedukacyjnie? W jakim wieku były dzieci?

- Była tam jedna starsza dziewczyna i moja mała siostra. Najstarsze dzieciaki miały 17 -18 lat. My z siostrą mieliśmy "własną" salę z pięciorgiem innych chłopaków.

Z jakich środowisk były te dzieci?

- Głównie młodzież z tzw. marginesu, centralnie z ulicy. Dzieciaki już wchodzące na drogę przestępczości.

ŻYCIE CODZIENNE: RADŹCIE SOBIE SAMI

Jak wyglądało tam wasze codzienne życie?

- Wstawaliśmy o 7.00 rano. Poranna toaleta w łazience i szliśmy do świetlicy w jednym pokoju. Nie wolno było wracać do sal, były zamykane na dzień. Tam były prowadzone jakieś "lekcje". One oczywiście nie miały nic wspólnego z żadnymi szkolnymi lekcjami. Po prostu przychodził ktoś, coś opowiadał, a my musieliśmy wypełniać jakieś zadania. Nie było podziału na grupy.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 59
  • 5
  • 49
  • 7
  • 55
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    93 głosy

Skomentuj:

Musisz się zalogować, by dodać komentarz. Jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.

Komentarze (125)

  • avatar

    ewcia12072

    0

    Po przeczytaniu tego artykuł byłam szokowana. Wiedziałam jak jest w domach dziecka ,bo od 7 lat jestem w rodzinie zastępczej i miałam styczność z Domami Dziecka ,ale nie myślałam że aż tak. Teraz wiem jakie miałam szczęście , chodź też zależy gdzie się trafi. Ja trafiłam dobrze jednak na początku nie miałam o tym pojęcia - ( wszyscy co mnie otaczali byli moimi wrogami). Dziś kiedy to piszę to nie długo będę miała 20 lat obecnie jestem po szkole zawodowej i mam zawód ,a także ukończyłam w tym roku liceum dla dorosłych i zdaje maturę. Do tego etapu w moim życiu zaszłam dzięki pewniej kobiecie która dała mi dom i naprowadziła mnie na odpowiednią ścieżkę. Za to dziękuję jej bardzo. Wybieram się na studia na pedagogikę z resocjalizacją -jakiś nie cały rok temu uświadomiłam sobie co chce robić i że to będzie to co będę kochać . Pomoc innym w trudnych chwilach ich życia ,a także uświadomieniu im ,że w życiu mają wybór. Bohater artykuł też go miał mógł skończyć jak inni -jego bliscy lub z osobami z którymi mieszkał w domu dziecka. Wierzę w to że w życiu mu się uda i że będzie szczęśliwy. Ma bardzo mocną psychikę, która została już zdarta ,ale to zostanie mu na zawsze w pamięci. Życzę szczęścia i wspaniałej rodziny tylko nie zbłądź..

  • avatar

    nazikomunista_back

    0

    Kiedy się ze stanowiska o ekstremalnym poziomie odpowiedzialności robi de facto synekurę, nie może to nie zrodzić głębokiej, ciężkiej patologii. A w Polsce tworzenie instytucji niepatologicznych graniczy z niemożliwością, więc tylko stanowcze przesunięcie w stronę zawodowych rodzin zastępczych z pełnym, faktycznym nadzorem, może mieć jakieś szanse pomóc.

  • avatar

    stasiakwaldek1975

    Oceniono 1 raz 1

    Słuchajcie ekonomiści fabrykanci,wybraliśmy plan średniego rozwoju powyżej 102,5% z zyskami powyżej 102,5%więc przedłużcie umowy pracownicze wszystkim pracownikom i zatrudnijcie nowych pracowników(100+2,5 więc dwóch lub 3 nowych do roboty)Podwyżcie renty i emerytury o 60zł dla każdej osoby zwiększy to konsumpcję i produkcję fabryk.Wszyscy wychodzimy z kryzysu i jest optymistycznie,Ameryka USA prosperity rozwija się jeszcze lepiej $$$$$$$$$$,będzie dobrze.Z poważaniem Stasiak Waldemar ekonomista,demokrata,obywatel

  • avatar

    acqh

    Oceniono 3 razy 3

    A propaganda mówi: kobieto, nie przerywaj ciąży. Jeśli nie możesz wychować oddaj dziecko do domu dziecka. Zgroza.

  • avatar

    hanno86

    0

    wiadomo nie od dziś, że w DD dzieje się źle, że jest to najgorsze, co dziecko spotkać może - jedynie dzieci ze skrajnie patologicznych środowisk mają lepiej, niż w domu. Wiadomo też, jak drogie jest utrzymanie dziecka w DD. Dlaczego więc jest tak małe wsparcie rodzin zastępczych? Moi rodzice stworzyli rodzinę zastępczą dla czwórki dzieci. Pieniądze, które na dzieci dostają, od 10 lat są prawie takie same (wysokość świadczenia nie wzrosła więcej, niż 100 zł w tym czasie) - wiadomo, jak ceny się zmieniły; te kwoty są już dawno niewystarczające, trzeba dokładać na ich utrzymanie. Moja mama nie może sobie pozwolić na pracę zawodową, bo ma przy dzieciakach jest bardzo dużo pracy. chodzi o to, żeby im pomóc naprawdę, to nie jest przechowalnia przecież. Myślę, że to kolejna kwestia "z branży" do nagłośnienia przez media...

  • avatar

    je-den1

    0

    jest wiele sytuacji o których można pisać, których byłem świadkiem, że gdy sobie przypomnę to "łapię doła" na to jaki los sprawiają dorośli "specjalistyczna kadra" i swoją bezsilność w obec tego.

  • avatar

    je-den1

    0

    Witam.
    Po przeczytaniu kilku artykułów ..... nie czuję się osamotniony w spostrzeżeniach o tym czym są i dla kogo DOMY DZIECKA. W sytuacji opisania kilku podobnych problemów jakie mają dzieci w konkretnym Domu dziecka i przekazaniu " jednostce nadzorującej- Wojewodzie" przeprowadzono kontrolę. Oczywiście ..... DOKUMENTACJA się zgadza. Kontrolujący pod hasłem "DOBRA DZIECI" nie stwierdziła żadnych nieprawidłowości. Nie ukrywam wielkiego rozczarowania gdy przedstawiając sytuację jednego z wychowanków.... chłopiec mający zaaburzenia zachowania był "wożony do psychiatry" i dom dziecka wreszcie " uzyskał tabletki dla niego- ogłupiaczy"" , zaleconej terapi oczywiście nie było.Tabletki oczywiście nie działały- znaczy chłopiec nadal stwarzał problemy wychowawcze. Gdy nadarzyła się okazja " pozbycia" się wychowanka czyli przeniesienia do innej placówki..... na zebraniu wychowawczym, pracownik socjalny wraz z dyrektorem zadecydowali aby zadzwonić do psychiatry o zaświadczenie, że wychowanek NIE MUSI" przyjmować leków( docelowa placówka nie przyjmuje dzieci z " lekami") kontrola z Urzędu wojwewódzkiego nie podjęła problemu chłopca.
    Profesjonalizm KONTROLI WOJEWÓDZKIEJ jest oszałamiający !! Potwierdzeniem tego, że w Domu dziecka nie ma podkultury- drugiego życia .. jest pytanie w ankiecie: "CZY W DOMU DZIECKA JEST DRUGIE ŻYCIE" .... Wychowankowie odpowiedzieli, że oczywiście NIE. W rozmowach po wypełnieniu ankiet.... UPEWNIAŁY SIĘ CZY NA PEWNO W BUDYNKU NIE MA DUCHÓW komentując to pytanie z ankiety. Kontrolerki i kadra po takich "wynikach" były bardzo ucieszone o prawidłowości prowadzenia placówki

    OD CZEGO SĄ DOROŚLI DECYDENCI???

    zachodniopomorzanin

  • avatar

    benkmen

    Oceniono 3 razy 3

    Kiedyś chciałem pracować w DD, ale podczas rozmowy wstępnej ze wstrętną dyrówą powiedziałem coś "niestosownego" o dobru dziecka. Z pracy nici.Potem się dowiedziałem, że to była gafa,a drugą gafą była abstynencja.Hmm.. A tam nadal wiszą na ścianach jakieś JP II od zmiany oblicza "tej ziemi".Personel wychowawczy - to klasa średnia + kursidła i czasem + maturka. Nic dziwnego. Dałem sobie spokój...

  • avatar

    calvadosusmak

    Oceniono 3 razy 3

    wbrew temu co tutaj niektorzy chcieliby sobie myslec - artykul wcale nie jest tendencyjny i przekoloryzowany. podobny bagaz doswiadczen i podobne scenariusze mam w swojej pamieci (ponad 12 lat w dwoch roznych placowkach). niezaleznie od geografii - Slask czy Pomorze, schemat dzialania placowki jest ten sam. rozny jest tylko poziom rozkladu moralnego (ilosc przypadkow molestowan, napasci i ignorancji wychowawcow). Gdy czytam tutaj wypowiedzi "zaangazowanych" wychowawcow czy rzekomo 'poinformowanych' o tym, ze nie wolno generalizowac, ze takie historie to rzadkosc itp, to nie wierze. Mialam ogromne szczescie, ze moja sytuacja prawna byla uregulowana, rodzice bez praw rodzicielskich, bylam mila, ladna, zdrowa i mimo mojego wieku (13) ktos mnie zechcial. Wiekszosc moich wspolwychowankow, bardziej agresywnych/pokiereszowanych przez zycie lub mniej, marzylo tylko o tym by ktos sie zjawil i ich zabral... Ta i inne historie powinny uswiadamiac, ze system nie dziala, ze nie mozna dziecka "wychowac" w placowce, masowo... Cale zaangazowanie ludzi odpowiedzialnycha za jakkiekolwiek reformy w tym sektorze powinno zwrocic sie ku usprawnieniu modelu rodziny zastepczej, lub rodzinnych domow dziecka.

  • avatar

    vinogradoff

    Oceniono 2 razy 2

    Dokladnie ta sama podkultura zwana drugim zyciem funkcjonuje w poprawczaku i w wiezieniach. Oczywiscie winne tu jest niesprawne panstwo, ktore nie umi wprowadzic sprawnego systemu doboru i selekcji oraz kontroli kadry domow dziecka a takze , ktore z poowdu biedy nie potrafi zatrudnic niezbednej liczby personelu. W wysokocywilizowanych krajach Zachodu norma jest jeden wychowawca na 3 podopiecznych i wie o nich wszystko i potrafi w pore przeciwdzialac przejawom patologicznej agresji, przemocy, kradziezom itp. Dokladnie tak samo jak ten presonel w domach dziecka pracuja w Polsce tez w kazdej innej placowce w tym w domach starcow, zakladach opieki itp. gdzie z powodu patologii w zarzadzaniu placowka personel uczy sie wygodnictwa czyli nic nie robienia i zajmowania sie swoimi prywatnymi sprawami a na papierze w sprawozdaniach wszystko gra i bucy a sytuacja jest medalowo-orderowa. Rozwiazaniem byloby powstanie w Polsce wielu prywatnych kancelarii prawnych, ktore by sie specjalizowaly w odkrywaniu przypadkow glebokiej patologii funkcjonowania domow Dziecka i kierowaly sprawa do sondow o odszkodowania i do trybunalow Unii Europejskiej, ktora wydawalaby stosowne zalecenia i nakladala kary na Rzady Polski w celu przymuszenia to wowczas po takiej tresurze Rzad moglby zechciec cos naprawic w powyszej sprawie. Z wlasnej i nieprzymuszonej woli napewno nie zechce gdyz 90% energii pposwieca na walke o utrzymanie sie w siodle.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Wiadomości dnia

Infografika