Skomentuj:
Komentarze (59)
-
Bardzo znamienne są odpowiedzi jakoby wychowawców: równie dobrze mogliby napisać "tak, to wszystko prawda a ja naprawdę jestem tak niekompetentny, zadufany i zaślepiony". Czy to na pewno oni? Strach czytać.
-
Dużo ostatnio mówi się o domach dziecka. Ja pracuje w DDz już 18 lat. Rodzina, z której pochodzę miała bardzo wiele wspólnego z DDz, więc temat znam dobrze. System w domach dziecka nie jest idealny. Ale wiecie, co psuje go najbardziej? To, że nie docenia się i nie wspiera pracy najbardziej zaangażowanych i doświadczonych wychowawców w tych placówkach. Gówniarze po licencjatach zaczynający pracę w DDz patrzą na to, jak długoletni pracownicy z doskonałym doswiadczeniem i podejściem tracą status zawodowy. Pozbawia się ich praw nauczycielskich, zmniejsza pensum o połowę, To żenada. Tysiące takich ludzi, którzy naprawdę mają wielu wychowanków już dorosłych, dbających o swoje rodziny, traci wiarę w możliwosć dalszej pracy w tym zawodzie. A szkoda. Skoro oni nie będą autorytetem dla młodych pracowników, to kto?
A Pan, Panie psycholog... pamiętaj Pan, że wielu obecnie przebywających w domach dziecka wychowanków, to młodzież przychodząca tu w wieku kilkunastu lat.... to często doskonali manipulanci, którzy wymagają nie tyle opieki i wsparcia, co trudnej pracy wychowawczej, a co gorsza.. obrony młodszych dzieci w grupie przed ich dobrze kontrolowaną i interesowną agresją. Masa takich "dzieci" trafia przez spaprane diagnozy Was - specjalistów. Praca w DDz to ciężki chleb. Trzeba zaangażować się w pomoc tym, którzy ciężko tu pracują a nie wrzucać ich do jednego wora z patałachami i krytykować cały system. To każdy potrafi.
"Tak, to kozakuje moja babka" - jak mówią sami wychowankowie... -
Jedna strona wie o czym pisze, a drugiej się wydaje, że wie o czym przeczytała w poście. Nie wiem gdzie ten brak refleksji w moim poście, no ale cóż każdy widzi co chce..... Trudno dyskutować z kimś, kto nie ma pojęcia o pracy w domu dziecka, ale ma na jej temat wyrobione zdanie. Wero6niko jest spora różnica pomiędzy byciem jak rodzic, a byciem rodzicem.
Nie wiem skąd ten jad u kogoś, kto pełni funkcję rodziny zastępczej. Ciekawe jak by zareagowały rodziny zastępcze gdyby ktoś "dla dobra dzieci" napisał o nich "prawdę". -
Rozmowa etatysty z wero6niką chyba oddaje rzeczywistość. Jedna strona jest święcie przekonana, że ma zawsze rację i każda krytyka jest niewłaściwa (i zagrażająca), bo ma rację, a druga strona prosi o refleksję nad sobą, by to na dobre wyszło i dorosłym i dzieciom, ale pierwsza strona nie rozumie o co z tą refleksją chodzi, po co ona i jeszcze bardziej czuje się jak w oblężonej twierdzy. to niestety zjawisko o szerszym zasięgu.
-
Chyba Pan Etatysta nie czytał dokładnie artykułu i komentarzy, bo ludzie tu piszą o swojej pracy - choćby wymieniony Psycholog (a przy okazji to facet nie kobieta), osobiście nie jestem zwolenniczką nagonki na wychowawców z domu dziecka, bo to nic nie da i tylko rodzi Waszą nienawiść, ale na litość choć trochę ferleksji nad samym sobą!!! Ja wiem, że to trudne, ale proszę spróbować. Nigdy nie będzie Pan jak rodzic, choćby był Pan najlepszym wychowawcą i trzeba mieć tę świadomość.
-
Jestem wychowawcą .......
Skoro Pani psycholog widzi jak źle dzieje się w placówce w której pracuje to dlaczego na to pozwala? Boi się że straci ciepłą posadkę?
To już kolejny artykuł, w którym "samozwańczy obrońcy uciśnionych" oceniają pracę innych nie pisząc słowa na temat swojej. Nie dowiedziałem się co Pani psycholog co robi w pracy. Może też tylko pije kawę? Może nie rozumie funkcjonowania placówki? Łatwo oceniać z perspektywy kogoś, kto nie jest bezpośrednio zaangażowany. Odpowiedzialność za dziecko jest na wychowawcy, który bezpośrednio i na co dzień zajmuje się dzieckiem - jest jak rodzic.
Ciekawe, że najpierw były wychowanek, potem pedagog teraz psycholog oceniają pracę wychowawców. Nie znalazłem w żadnej z tych wypowiedzi refleksji nad swoim zachowaniem i swoją pracą, a mógłbym opowiedzieć dużo zarówno na temat "skrzywdzonych" przez domy dziecka jak i "specjalistów", którzy nierzadko zagrożeni utratą pracy i skonfliktowani ze wszystkimi, wylewają swoje żale w gazetach.
Przez wiele lat swojej pracy, nie spotkałem się z zarzutami wobec siebie, za strony byłych czy obecnych wychowanków, że "skrzywdziłem" częściej słyszę "miał Pan rację, mogłem się posłuchać". -
To nie takie proste skopiować, bo Polak potrafi obejść każdy przepis, długie lata PRLu nas tego nauczyły, oprócz ustawy musiałoby zmienić się nasze myślenie, a to jest o wiele trudniejsze, obawiam się, że rodzicielstwo zastępcze nie dotrwa w tym kraju do takiej przemiany, a nie potrafię sobie wyobrazić innej alternatywy dla domów dziecka, nie każde dziecko zabrane od rodziców może być adoptowane, poza tym wiele z tych dzieci ma szansę wrócić do domu, jeśli tylko ktoś naprawdę zacznie pomagać rodzinom, które mają problemy. Na razie to instytucje je tylko gnębią, a rodziny zastępcze są nastawiane przeciw rodzinom biologicznym. Jest jeszcze problem szkoły, która NIE MA żadnego sensownego pomysłu na edukację dzieci z takimi problemami jak mają dzieci z domu dziecka. Lekcje wyrównawcze to porażka, przygotowanie nauczycieli to porażka. Te dzieci naprawdę nie mają szans.
-
Ryba zaczyna się psuć od głowy ... trzeba by było zmienić cały system!
Zacząć od góry, czyli od ustawodawców! To oni pozwolili na taką patologię!
A jeśli nie potrafią sami wymyśleć czegoś sensownego - niech skopiują od państwa któremu się taki problem udało rozwiązać! -
1410 tenrok zarzucasz mi brak logiki, a twoja logika jest taka: skoro jeden górnik wyniósł węgiel w gaciach to znaczy, że wszyscy górnicy mają węgiel w gaciach. Powtarzam: nie twierdzę, że domy dziecka są ok, ale oczernianie wszystkich, tylko dlatego, że tak jest efektownie i pasuje do tezy, jest po prostu wredne.
-
Jestem prostą kobietą, więc może nie będę tak zgrabnie pisać jak inni.
Jestem matką zastępczą i opiekowałam się zarówno dziećmi z domu dziecka jak i tymi wyrwanymi niby z "chorego" domu. Wierzcie mi, że czasem tzw dobre domy bardziej psują Dzieci niż te z marginesu, ale nie o tym chciałam. Rzeczywiście ogrom spustoszeń jakie w Dziecku robi placówka jest ogromy. Na początku też miałam takie podejście: jak ci wychowawcy tak mogą! ale po latach borykania się z urzędnikami różnych instytucji wiem, że kierowanie złości w nich jest bez sensu. To system jest chory w całej opiece społecznej. Jakby nikt nie zatrudniał niedouczonych ludzi z dużymi własnymi problemami, to by nie było tej dyskusji. Mądrze ktoś tu napisał, że tych, którzy chcą się dokształcać nikt nie zatrudni i należycie nie wynagrodzi. wiecie co? z rodzinami zastępczymi za parę lat może być tak samo: my nie mamy jak się dokształcać i to nie tylko dlatego, że nikt nam nie da na to pieniądzy, ale kiedy mamy to robić? opiekę nad Dziećmi trzeba sprawować osobiście, a urlopy nie są przewidziane dla rodz. zast. Jeśli mamy problem to nie mamy dokąd się zwrócić. Centra pomocy rodzinie nie chcą mieć rodzin z problemami: nie radzicie sobie? to trzeba wam dzieci zabrać. W efekcie żadna rodzina zast. jak ma problem tego nie zgłosi. (Oczywiście może są w Polsce jakieś wyjątki, tylko o nich nie słyszałam.) Więc jakie szanse na lepsze jutro mają te Dzieci? Macie jakiś pomysł JAK to zmienić? Opowiadanie jakcy to wychowawcy są źli niczego nie zmieni. Ktoś jest w stanie sobie wyobrazić ile krzywdy dzieje się Dzieciom kiedy my tu sobie piszemy? To napiszmy coś budującego.
Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX













