"Po co mieć plany, skoro i tak nic nie wychodzi". Co z bohaterkami "Warszawy do wzięcia"?

Rozmawiał: Michał Gostkiewicz
18.07.2011 , aktualizacja: 05.08.2011 09:02
A A A Drukuj
Gosia i Ania (kadry z filmu Gosia i Ania (kadry z filmu "Warszawa do wzięcia'')
- Dziewczyny czasem mówią, że po co mieć plany, skoro i tak z tych planów nic nie wychodzi. One ciągle szukają swojej szansy - mówią reżyserki głośnego filmu "Warszawa do wzięcia" To historia trzech dziewczyn z popegeerowskich wsi, które przyjechały do stolicy po pracę i nowe życie. Ciepło przyjęty na festiwalu WATCH DOCS obraz można już obejrzeć w Tokfm.pl. Niestety, po dwóch latach bohaterki filmu wciąż nie odnalazły swojego miejsca.
Ilona (kadr z filmu
Ilona (kadr z filmu "Warszawa do wzięcia")
Kadr z filmu
Kadr z filmu "Warszawa do wzięcia"
Bohaterki dokumentu ''Warszawa do wzięcia'' - Ania, Ilona i Gosia - nie miały nic do stracenia. W ich rodzinnych miejscowościach - Głodowie i Zalesiu - czekało na nie bezrobocie. Dlatego wzięły udział w - zakończonym już - programie Agencji Nieruchomości Rolnych i Caritasu Archidiecezji Warszawskiej ''Promocja Zawodowa Dziewcząt'', skierowanym do dziewcząt z rodzin byłych pracowników PGR. W jego ramach otrzymały półroczne zakwaterowanie w bursie Caritasu ''Przystań na Skarpie'', zajęcia z pedagogiem i doradcą zawodowym, pomoc przy pisaniu CV i dość nietypowe zajęcia z savoir-vivre'u. Cel: znalezienie pracy i rozpoczęcie życia w mieście na własną rękę. Film "'Warszawa do wzięcia'' podpatrywał, czy im się udało, mimo kontrowersji wokół osób związanych z programem.

Michał Gostkiewicz: Planujecie drugą część ''Warszawy do wzięcia''?

Karolina Bielawska*: Niestety na razie nie ma to sensu, ponieważ nic się w życiu naszych bohaterek nie zmieniło. Są w tym samym punkcie, w którym skończył się film.

Julia Ruszkiewicz*: Wszystkie trzy nadal są bezrobotne, mieszkają w swoich miejscowościach, do których wróciły po przygodzie z Warszawą i wciąż nie mogą znaleźć swojego miejsca w życiu. Mam nadzieję, że za 20-30 lat będzie można nakręcić drugą część, żeby pokazać, że coś się zmieniło na lepsze.





W ''Dziewczynach do wzięcia'' Janusza Kondratiuka trzy młode panienki z prowincji przyjeżdżają do Warszawy po blichtr i zabawę. 30 lat później w ''Warszawie do wzięcia'' nie ma mowy o rozrywce i zabawie...

K.B.: Na ''Dziewczynach do wzięcia'' obie wyrosłyśmy, to był dla nas film kultowy. Kiedy dowiedziałyśmy się o programie dla dziewczyn z byłych PGR-ów, postanowiłyśmy się przekonać, jak wyglądają współczesne ''dziewczyny do wzięcia''.

I jak wyglądają?

K.B.: To miał być inny film - o stawaniu się, o realizowaniu swoich celów. A dotknęłyśmy zupełnie innego tematu - żyjących we współczesnej Polsce ludzi, którzy w pewnym sensie zostali zapomniani, którzy płacą swoim życiem za błędy systemowe, mimo, że urodzili się 20 lat po zamknięciu PGR-ów.

Dzieci pracowników PGR-ów nie mają warsztatu, który pozwoliłby im konkurować na rynku pracy. I najwyraźniej nauki w bursie były fatalne, jeżeli ich rezultatem były te rozmowy kwalifikacyjne, które Panie pokazały w filmie. Kurs w bursie uczy przerażająco podstawowych rzeczy: jak się zachowywać przy stole, jak jeść, jak mówić.

K.B.: Zapewnione im w trakcie programu kursy np. savoir vivre'u nijak miały się do rzeczywistych potrzeb uczestniczek pochodzących z rodzin najbiedniejszych, często patologicznych. Na tych kursach dziewczyny dowiadywały się, że kurczaka można jeść w określony sposób, a w eleganckiej restauracji należy wycierać usta określoną serwetką. Ta przepaść, zamiast się zmniejszać, powiększała się. Gdyby dowiadywały się w bursie, jak się zachować na rozmowie kwalifikacyjnej, jak rozmawiać z pracodawcą, jak pracę utrzymać, miałoby to większy sens.

Czy w ogóle możliwa jest taka ''reedukacja'' ludzi, którzy przez kilkanaście, a czasem kilkadziesiąt lat żyli w systemie, kształcącym zaprogramowaną bezradność?

K.B.: Bohaterki naszego filmu w pewnym sensie wygrały. Większość ich znajomych i ludzi z ich najbliższego otoczenia godzi się na takie "życie w oknie" i bezczynność. Bieda mentalna nie pozwala im na podejmowanie decyzji dotyczących ich życia. My pierwsze zadałyśmy im pytanie: co chcą w życiu osiągnąć, co jest dla nich ważne... Nasze bohaterki należały do nielicznych, które podjęły ten wysiłek, spróbowały zmienić swoje dotychczasowe życie.

Dziewczyny mają swoje małe marzenia, na przykład Ania - ''mały, skromny'' salon fryzjerski, a Ilona - męża, który będzie zarabiał na rodzinę, podczas gdy ona będzie zajmować się dziećmi. One nie marzą o Hollywood, o wielkim świecie, te marzenia nie są niemożliwe do spełnienia...

K.B.: Tak, nasze bohaterki miały marzenia, ale większość dziewczyn, spotkałyśmy podczas dokumentacji, nie miała żadnych marzeń. Najczęściej odpowiadały ''A po co marzyć, i tak marzenia się nie spełniają''. Tym bardziej zabolało nas to, że naszym bohaterkom coś się nie udało. I nie chodzi o to, żeby zostały w Warszawie, tylko żeby zmieniły w życiu to, co chciały zmienić. To jest mechanizm dziedziczenia biedy: ta bezsilność jest przekazywana z pokolenia na pokolenie, dziewczyny w tym tkwią i nic się nie zmienia.

Co dzieje się teraz z Gosią, Iloną i Anią?

K. B. Gosia, ta, która najdłużej została w Warszawie, wróciła do rodzinnej miejscowości i jest bezrobotna, Ania podobnie. Ilona też jest bezrobotna, zmienia cały czas miejsca zamieszkania i poszukuje pracy, ale ma upragnionego chłopaka - w tym sensie się jej udało.

Ona miała największe problemy...

K.B.: Wszystkie miały.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 11
  • 3
  • 12
  • 1
  • 3
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    24 głosy

Skomentuj:

Musisz się zalogować, by dodać komentarz. Jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.

Komentarze (59)

  • avatar

    kap_jeden

    0

    ha ha , nie dosc ze reklamy to i trzeba w ramach popieranie wolnosci
    kupowac oprogramowanie od monopoloistow

    kup Windowsy bo inaczej nic nie ogladniesz. na szczescie wcale nie musze...
    starsznie mi Agora tym podpadla

    -"Używana przez nas technologia szyfrowania wideo (DRM) nie pozwala na odtwarzanie wideo na systemach Linux."-

  • avatar

    sledziu_70

    0

    2 minuty reklam?
    Pazernosc nie do pomyslenia.
    Chcialen obejrzec material ale sie poddalem,

  • avatar

    lechupo

    0

    Używana przez nas technologia szyfrowania wideo (DRM) nie pozwala na odtwarzanie wideo na systemach Linux

    • avatar

      lechupo

      0

      @lechupo
      Czyli odpadają wszystkie telefony z systemem android, maci, coraz popularniejsze systemy linuksowe, ogólnie jakieś 20% użytkowników macie w dupie.

  • avatar

    kap_jeden

    0

    jak widac bez zmian
    chcesz ogladnac firmy popierajace wolnosc to najpierw poprzyj monopol i kup sobie Windowsy

    -"Używana przez nas technologia szyfrowania wideo (DRM) nie pozwala na odtwarzanie wideo na systemach Linux."-

  • avatar

    kap_jeden

    0

    no tak, znowu monopol Microsoftu. Jak zabulisz za durnr Windowsy, to sobie obejrzysz. Jak masz darmowy (legalny) soft to nie. Gratulacje dla redakcji Gazety za popiernie monopolu Microsoftu. I to w ramach gloszenia wolnosci. Ale PARANOJA.

  • avatar

    costa3500

    Oceniono 1 raz 1

    Coś można zaplanować bez względu kto rządzi jakoś się przetrwa nie ma już UB icw...i typu
    Rajmund Kaczyński.

  • avatar

    nikanor

    Oceniono 2 razy 2

    @annamarta
    A winę za stworzenie "ludzi PGR-ów" ponosi która władza? To nie "ci ludzie" się dopracowali mieszkań i przedszkoli. To ówczesny ustrój stawiał na kolektywizację wsi i stworzył "chłoporobotnika". Co okazało się tragiczną pomyłką wszędzie, gdzie zaszło. Wychowały się pokolenia wolnych parobków. Wolnych także, jak się okazało, od własnej inicjatywy i wszelkiego poczucia odpowiedzialności.

  • avatar

    nikanor

    Oceniono 2 razy 2

    @babaqba
    Film jest dostępny. Można go obejrzeć. Technologia, której potrzebujesz nazywa się "silverlight". Nie jest to ani niezrozumiałe, ani magiczne, ani zbyt zachodnie dla kogoś, kto umie czytać. Może to nie konsola do gier, ale nie rezygnuj. Troszkę wysiłku i dasz sobie radę.

  • avatar

    boksiedwa

    Oceniono 1 raz -1

    Gdyby Pan Bóg chciał żeby ktoś urodził się w mieście to by to zrobił. A jeśli przydzielił gęsiom wieś to niech tam zostaną bo w mieście mogą się zgubić :)

  • avatar

    annamarta8

    Oceniono 4 razy 2

    Wine za pozbawienie ludzi z PGR-ow jakiejkolwiek szansy w zyciu ponosi nowa wladza, ktora pozbawila ogromna grupe ludzi podstaw do zycia. Ci ludzie dopracowali sie wlasnych, przedszkoli i zlobkow. Pieknych nowoczesnych mieszkan w blokach budowanych przez PGR-y. Nareszcie zyli jak ludzie! Jezdzili na wczasy. Wysylali swoje dzieci do technikow rolniczych i mechanizacyjnych. Nareszcie zaistniala nadzieja, ze wyrownaja sie ich szanse z innymi grupami zawodowymi w Polsce. Jednak ziemia, na ktorej pracowali okazala sie najbardziej lakomym kaskiem dla "reformatorow" ustrojowych. No i pod roznymi pretekstami rozgrabili majateki PGR-ow, a ludzi nazwali leniami, nieudacznikami i pijakami niezdolnymi do samodzilnosci. G... no prawda! Ziemia, hektary byly celem tych politycznych konkwistadorow i nic innego sie nie liczylo. Mowili, ze doplaty byly do gospodarki rolnej i sie nie oplacalo. A ja sie pytam ile dzisiaj dostaja z Unii ci, ktorzy zachapali te ziemie?!!! Krzywda, ktora wyrzadzono tym ludziom odbije sie kiedys ciezka czkawka calemu narodowi.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX