We wrześniu 1939 uciekł z Łodzi. Potem Kowno, Wilno, Moskwa... Dziś jest znanym tłumaczem

Marcel Weyland, urodzony w 1927 roku tłumacz literatury polskiej na angielski, opowiedział w TOK FM o dramatycznech losach swojej rodziny podczas wojny.
Weyland uciekł wraz z rodzicami, dwoma siostrami i szwagrami z rodzinnej Łodzi na początku września 1939 - najpierw do Warszawy, potem do Lublina i dalej na wschód - do Kowna. Przeprawa przez gotowy do wysadzenia most, noclegi u litewskich chłopów - wynajęte za "1 carski rubel".

- Gdy dostaliśmy się do Wilna, to była straszna zima. Willa była zamarznięta na wskroś, więc musiało to być już co najmniej w listopadzie. Od września do Wilna wędrowaliśmy - to było parę dni, więc musieliśmy resztę tego czasu być w Kownie -opowiada w programie Cezarego Łasiczki w TOK FM.

Dlaczego przybyli do Wilna? - Bo była pogłoska, że ZSRR odda je Litwinom. I tak się stało. Posłuchaj pierwszej części opowieści Weylanda:



W drugiej części swojej historii Weyland wspomina szkołę na Litwie, w której uczył się m.in., że Bohdan Chmielnicki był bohaterem. Dalej mówi o tym, jak jego rodzinie udało się wydostać z Litwy i w ogóle z coraz bardziej ogarniętej wojną Europy do Australii. Pomógł w tym konsul Japonii w Kownie Chiune Sugihara, nazywany japońskim Schindlerem. Wydawał on wizy tranzytowe do Japonii, które umożliwiły ucieczkę kilku tysiącom żydowskich uchodźców, w tym właśnie rodzinie Weylanda. Władze ZSRR honorowały te wizy i pozwalały uciekinierom na przejazd przez swoje terytorium.

Z Litwy rodzina Weylanda ruszyła w podróż koleją. Jedną ze stacji była Moskwa, w której polska rodzina zatrzymała się na chwilę, a gdy wróciła na stację, okazało się, że... pociągu nie ma. Napotkani po drodze Żydzi, rewizja we Władywostoku, dolary poukrywane w rączkach od sztućcy... - oto druga część tej opowieści:

Japonia zrobiła na Marcelu spore wrażenie, uczył się tam angielskiego w szkole metodystów. Po wybuchu wojny japońsko-amerykańskiej rodzina została internowana, do Australii trafiła dopiero w 1946 roku. Pierwszą polską książką, którą przetłumaczył na angielski, był "Pan Tadeusz", ostatnio tłumaczył m.in. Leśmiana.



Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM

Serwis informacyjny

Komentarze (12)
We wrześniu 1939 uciekł z Łodzi. Potem Kowno, Wilno, Moskwa... Dziś jest znanym tłumaczem
Zaloguj się
  • cracovia.figiel

    Oceniono 13 razy 3

    Niemcy pouciekali z Dolnego Śląska, a do złotego pociągu pretensje rości sobie teraz kościół katolicki w Polsce, bo jak twierdzi złoto przyda mu się na złote pierścienie dla biskupów.

  • ciemnyluddd

    Oceniono 2 razy 2

    Rzekoma analogia, to najgorszy sposób argumentowania. Zobaczcie fotografie. To są sami młodzi mężczyźni, prawdopodobnie szukający pracy... Kobiet i dzieci, oraz osób starszych, głównych ofiar wojny, tu prawie nie widać.

  • polak_nieprawdziwy

    Oceniono 4 razy -2

    Według obecnej polskiej narracji powinien był uciekać przez III Rzeszę.
    Na wschodzie czekała ponoć tylko śmierć a na zachodzie pewnikiem Merkel przyjmująca uchodźców ;)
    Takie maszkarki wychodzą gdy obecnymi stosunkami rzutuje się w przeszłość, robiąc sobie dzień zwycięstwa w miejscu pierwszej klęski.
    Święto tym smaczniejsze, że w miejsce późniejszego sojusznika wpycha się na obchody przedstawiciela niegdysiejszych sprawców tej pierwszej klęski.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX