Pogrom na egzaminie na aplikację. "Bardzo, bardzo trudny". Pierwszy etap zaliczyło 10 proc.! To mniej niż jest miejsc

Tylko nieco ponad 10 procent młodych prawników przeszło pierwszy etap egzaminu na aplikację ogólną. To mniej niż w latach poprzednich. Chodzi o szczegółowy test z różnych dziedzin prawa, który pisały prawie 2 tys. osób - tych, którzy w przyszłości chcą być sędziami i prokuratorami. - To był prawdziwy pogrom - mówią zdający. Zwracają też uwagę na nieprawidłowości, które dostrzegli.

„Przebieg egzaminu był pełen nieprawidłowości, które w oczywisty sposób podważają wiarygodność i uczciwość jego przeprowadzenia, co powinno skutkować jego unieważnieniem. Już podczas rozdawania testów egzaminacyjnych okazało się, że w niektórych pracach brakuje plomb zabezpieczających, co oznacza, że testy były otwarte. Przewodniczący Komisji Egzaminacyjnej podjął decyzję o rozdaniu wszystkich kart, również tych bez plomb. Po zakończeniu rozdania wszystkich testów, podniosły rękę osoby, które otrzymały niezaplombowane egzemplarze, było ich kilkadziesiąt - około 30 (.). Każdy z uczestników przed wejściem na salę musiał wylosować numer stolika. Pomimo tego niektóre osoby zamieniały się miejscami bez reakcji Komisji Egzaminacyjnej - napisał do nas pan Mateusz, słuchacz TOK FM.

Jak wyglądał egzamin na aplikację?

Pierwszy etap konkursu na aplikację ogólną odbył się 26 października w ogromnej hali Centrum EXPO w Warszawie. W jednej sali byli wszyscy, przy pojedynczych stolikach. Mieli do rozwiązania test z wiedzy prawniczej, składający się ze 150 pytań, a na jego rozwiązanie - 180 minut. Maksymalna liczba możliwych do zdobycia punktów to 150, by przejść do drugiego etapu - trzeba było mieć minimum 120. Takie były wytyczne ministra sprawiedliwości. Po egzaminie opublikowano jedynie zakodowane listy (bez nazwisk) z liczbą punktów przy poszczególnych kodach. - Nie jest jasno powiedziane, kto zakwalifikował się dalej. Czekamy na jakąś oficjalną informację, ale jej nie ma - mówią kandydaci na sędziów i prokuratorów.

Co z plombami na testach?

Mają żal do organizatorów, że egzamin nie był zorganizowany tak, jak powinien. Część testów nie miała plomb. - Rozplombowane arkusze mogły świadczyć o tym, że osoby trzecie mogły mieć do nich dostęp - mówi pan Wojciech, któremu do przejścia do drugiego etapu zabrakło kilku punktów, ale wciąż wierzy, że próg punktowy się zmieni i że jednak się załapie.

A to dlatego, że pierwszy etap przeszło mniej kandydatów. niż w ogóle jest miejsc na aplikacji (limit ustalony przez ministra to 220 miejsc). - Osoby, które zaliczyły pierwszy etap w ogóle nie wypełniają tego limitu. A trzeba pamiętać, że jest jeszcze część druga egzaminu, praktyczna, dla części osób na pewno trudniejsza. Dotyczy kazusów - trzeba się wykazać umiejętnością logicznego myślenia i argumentowania. I ktoś przecież może odpaść - dodaje nasz rozmówca.

Krajowa Szkoła Sądownictwa i Prokuratury winą za brak plomb obarcza PWPW

Organizatorem egzaminu na aplikację ogólną była Krajowa Szkoła Sądownictwa i Prokuratury. Jej rzecznik Mateusz Martyniuk przyznał, że  rzeczywiście do kilkunastu osób trafiły testy bez plomb. - Nie oznacza to, że plomby te zostały zerwane lub naruszone w inny sposób przez nieuprawnione osoby. Doszło jedynie do sytuacji, że w Państwowej Wytwórni Papierów Wartościowych, gdzie drukowane i zabezpieczane są testy, na niewielką część z nich nie zostały naniesione plomby. Należy stanowczo podkreślić, że fakt ten nie miał żadnego wpływu na prawidłowy przebieg konkursu i jego ważność. Plomby na testach nie są bowiem jedynym zabezpieczeniem - twierdzi M.Martyniuk.  - Brak plomb na testach w oczywisty sposób może wskazywać na przeciek i oznaczać, że część zdających znała wcześniej pytania - odpowiada z kolei  jeden ze zdających.

- Te tłumaczenia ze strony Krajowej Szkoły są mgliste i nie zmieniają faktu, że plomb nie było, a być powinny - mówi pani Ewa*, która jest w drugim etapie. Nie wszyscy mają jednak takie zdanie.

Pan Szymon też przekroczył wymagany limit 120 punktów. "Aferę" z niezaplombowanymi testami uważa za mocno przesadzoną. - Zadania konkursowe przyjechały prosto z drukarnii papierów wartościowych w zablombowanych przesyłkach. To, że na kilku testach brakowało dwóch naklejek jest na pewno bardziej możliwe, niż np. przerwane plomby, których nie było. Poza tym wydaje mi się, że w związku z solidnym zabezpieczeniem - to jest dowóz prosto z drukarnii papierów wartościowych, zaplombowane przesylki, koperty - samo zabezpieczenie na teście miało rolę wyłącznie symboliczną. Testy nie były zaplombowane tak, jak matury, czyli ze wszystkich stron, a jedynie na jednej ściance. Gdyby ktoś chciał, to zrobiłby taką "tubę" i zajrzał od góry i od dołu - twierdzi pan Szymon. Jego zdaniem, nie było szans, by cokolwiek wyciekło.

Egzamin miał się zacząć o 10. Zaczął się 40 minut później

Zdający zwracają też uwagę na to, że czas przed egzaminem - czas dużego stresu i nerwów - został niepotrzebnie wydłużony. Egzamin miał się zacząć o 10, młodzi prawnicy byli na miejscu już przed godz. 8.00. - Mimo to, i tak nie rozpoczął się o czasie, ale 40 minut później i był dodatkowy stres - mówi pan Przemek. - Nieprzestrzeganie przez Komisję podstawowych reguł i procedur podczas egzaminu było skandaliczne biorąc pod uwagę charakter, powagę i rangę tego egzaminu - nie ma wątpliwości pan Mateusz.

Tak ważny egzamin i. kolejki przy toaletach

Kolejny problem, na który zwracają uwagę zdający to kolejki przy toaletach - kolejki, w których można się było porozumiewać. - Podczas trwania egzaminu, Komisja zezwoliła na „grupowe” wychodzenie do toalety, znajdującej się na sali egzaminacyjnej, pomimo wcześniejszego komunikatu, iż do toalety można wyjść jedynie pojedynczo, pod kontrolą członka Komisji, tak aby zapobiec ewentualnemu ściąganiu lub komunikowaniu się z innymi zdającymi. Tymczasem przez większą część trwania egzaminu przed toaletą utrzymywała się kolejka osób pozostawionych tam bez żadnej kontroli - mówi pan Mateusz.

Rzecznik Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury, Mateusz Martyniuk mówi nam, że przy tak dużych egzaminach, przy takiej liczbie zdających, problemy z toaletami zawsze są. - Trudno sobie wyobrazić, że ktoś przez 180 minut nie może skorzystać z toalety. Każda osoba udaje się do toalety z członkiem zespołu egzaminacyjnego - mówi Martyniuk. Pan Piotr odpowiada jednak: "Nieprawdą jest, że każdego z uczestników odprowadzał do toalety jeden z członków komisji. Sam byłem świadkiem, jak uczestnicy bez nadzoru przechadzali się po sali, na której trwał egzamin".  - Taki chaos w przypadku korzystania z toalet podczas państwowego egzaminu jest nie do przyjęcia - mówi inny z uczestników, pan Dawid.

Egzamin? "Bardzo, bardzo trudny"

Młodzi prawnicy - przyszli sędziowie i prokuratorzy przyznają, że egzamin w tym roku był wyjątkowo trudny i stąd tak niska zdawalność (pierwszy etap), bo tylko nieco ponad 10 procent - podczas gdy w latach poprzednich była mniej więcej dwa razy taka.  Jak słyszymy, inny był układ pytań w porównaniu z latami poprzednimi. Zdający twierdzą, że było mniej pytań choćby z prawa cywilnego, a więcej z administracyjnego. Były tematy, których - jak mówią - się nie spodziewali, np. z ustawy o sądach wojskowych czy o Trybunale Stanu.

Rzecznik Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury Mateusz Martyniuk podkreśla, że test jest trudny. - Bo jest bardzo wysoki poziom kształcenia aplikantów w Krajowej Szkole. Konkurencyjność jest bardzo wysoka. Stopień trudności tego testu jest porównywalny w stosunku do lat ubiegłych. Pytania układa zespół konkursowy powołany przez ministra sprawiedliwości - mówi M.Martyniuk.

Co będzie dalej? - zastanawia się jeden z tych, którzy przeszli pierwszy etap

- Tutaj ludzie złapali się na tym, że myśleli, że będzie tak samo jak w poprzednich latach, pomimo, że nikt tego nie obiecywał. Poza tym, duży limit też zrobił swoje - ludzie podeszli często na zasadzie "skoro jest tyle miejsc, to spróbuję" - nie ma wątpliwości pan Grzegorz. On przeszedł do drugiego etapu i zastanawia się, co będzie dalej? Bo skoro przeszło 218 osób, czyli limit miejsc nie został wyczerpany, to czy w ogóle drugi etap się odbędzie? - Mam nadzieję, że Ministerstwo Sprawiedliwości i Krajowa Szkoła Sądownictwa i Prokuratury uszanują zasady konkursu.  Może jednak dojść do zmiany zarządzenia w sprawie minimalnego progu punktowego, co byłoby mocno nie fair - uważa pan Grzegorz. Gdyby próg punktowy obniżono, ci, którzy dobrze zdali pierwszy etap, a straciłyby na kazusach czyli etapie drugim - mogliby polec. - Przypadek obniżenia progu byłby dla mnie zagrożeniem - przyznaje.

Co na to resort?

Wysłaliśmy do Ministerstwa Sprawiedliwości pytania - pytamy m.in. o kolejki do toalet i możliwość porozumiewania się, brak plomb na części testów, o słabe wyniki egzaminu - z czego zdaniem ministerstwa wynikają, ale też o to, czy próg punktowy zostanie obniżony. Czekamy na odpowiedź.

Do Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury wpłynęło tymczasem jedno pismo w sprawie przebiegu egzaminu. Było też kilka telefonów. - Na 1710 zdających to naprawdę znikoma liczba - słyszymy od organizatorów.

*Imiona wszystkich zdających, na ich prośbę, zostały zmienione.

APLIKACJA TOK FM

Serwis informacyjny

Komentarze (128)
Pogrom na egzaminie na aplikację. "Bardzo, bardzo trudny". Pierwszy etap zaliczyło 10 proc.! To mniej niż jest miejsc
Zaloguj się
  • kontado

    Oceniono 1 raz 1

    119 Punktów - jeśli ktoś miał, proszę pisać na
    kontado777gmail.com

  • s.pietrzko

    Oceniono 5 razy 1

    Ciekawe czy pan zbyszek zdałby

  • s.pietrzko

    Oceniono 2 razy 0

    Ciekawe czy pan zdałby.......

  • Marek Biały

    Oceniono 2 razy 0

    Trzech godzin nie można wytrzymać bez wyjścia do toalety? Bez żartów... Może jeszcze zarzut, że mama nie mogła wejść na salę albo że maskotki zabierali...?

  • barli1

    Oceniono 6 razy 4

    Prawo do jest proste jak budowa cepa. Tylko sporo pamięciowego kucia i nic więcej.
    Założę się, że bez żadnego przygotowania, jakbym wziął ten teścik tobym 50% pytań odpowiedział dobrze, a przy trochu nauki tobym przeszedł ten teścik z ręką w kieszeni. Na prawo idą półgłówki, i ci co są kołki z matmy, logiki i języków.

  • Oceniono 4 razy -2

    Bez przekrętów "dobra zmiana" nie byłaby w stanie objąć tych "młodych ludzi", zaczynających swoje prawnicze życie od korupcji. Skoro nie da się opanować sądów poprzez zwykłą blokadę nominacji sędziowskich, to trzeba wygenerować nowe pokolenie osób, które "dobrej zmianie" zawdzięczać będą wszystko w swoim życiu, aplikacji nie wyłączając. Kto podejmie się potem weryfikacji, niechybnie narażając się na oskarżenia o "brutalną walkę z niezawisłym wymiarem sprawiedliwości"?

  • jan osik

    Oceniono 10 razy -4

    łatwiej będzie wcisnąć jakiegoś Misiewicza skoro są wakaty...

  • jan osik

    Oceniono 7 razy -3

    łatwiej będzie wcisnąć jakiegoś Misiewicza skoro są wakaty...

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX