Dziś spotkanie Merkel-Trump. Co czeka kanclerz Niemiec w Waszyngtonie poza agresywnym uściskiem dłoni?

Prof. Arkadiusz Stempin dla Tokfm.pl
17.03.2017 12:05
A A A
Prof. Arkadiusz Stempin

Prof. Arkadiusz Stempin (archiwum prywatne)

Różnic jest wiele, czasu mało. Agenda problemów jest długa - dziś pierwszy raz spotkają się kanclerz Niemiec Angela Merkel i nowy prezydent USA - Donald Trump. Sprawę analizuje prof. Arkadiusz Stempin.

Na ubiegły poniedziałek zapowiedziano na wschodnim wybrzeżu USA burzę śnieżną. O biblijnych rozmiarach. Odwołano zajęcia w szkołach, poinformowano o wyłączeniach prądu. Biały Dom w trosce o bezpieczeństwo kanclerz Angeli Merkel odwołał jej pierwszą wizytę u prezydenta Donalda Trumpa. De facto, sam prezydent chwycił za telefon.

W tym czasie dziennikarze w Berlinie już układali swoje walizki na półkach w rządowym airbusie. Nieoczekiwany dzień wolny w kalendarzu kanclerz Niemiec wykorzystała na spotkanie z samorządowcami oraz poprosiła prezydenta Serbii Aleksandara Vucica, by zamiast pod koniec tygodnia, ad hoc wsiadł w samolot i przyleciał do niej Berlina.

Serbski prezydent, gotowy chyba w każdej chwili złożyć wizytę w Urzędzie Kanclerskim, zjawił się w ciągu 12 godzin, tym bardziej, że w stolicy Niemiec panowała idealna pogoda.

Po drugiej stronie oceanu prezydent wolny wtorek spożytkował na oskarżenia pod adresem swojego poprzednika o podsłuchiwanie telefonu podczas kampanii wyborczej. Za te elukubracje runął na niego grad krytyki, skoro nawet komisja śledcza z republikaninem na czele nie znalazła na to ani jednego dowodu. Możliwe więc, że prezydent, w wolny wtorek zamiast jeszcze przygotować się do spotkania z Merkel, dodatkowy czas wykorzystał na szukanie dowodów, których dostarczenie zapowiedział przed upływem 14 dni.

Dzisiejsze, przełożone z wtorku spotkanie liderów Zachodu, odbywa się na tle sporych różnic między nimi.

Zaraz po swoim wyborze prezydent skrytykował kanclerz za wpuszczenie fali uchodźców do Europy, zapowiedział wprowadzenie ceł ochronnych na unijne importy i zagroził Europejczykom, że jeśli nie dorzucą się do natowskiej kasy, zwinie nad Europą amerykański parasol ochronny.

Wszystkie trzy kwestie znajdą się na agendzie rozmów z kanclerz Niemiec. Plus konflikty na Ukrainie, w Syrii, Libii i Afganistanie. Na tej kanwie Merkel usłyszy, że projekt bilionowej (1,1 mld dolarów) ustawy budżetowej, wg Trumpa, najbardziej ambitnej od czasów prezydenta Reagana, natrafia w Kongresie na nieprzewidziane trudności.

W istocie, ustawa nie ma szans na zatwierdzenie, skoro najbardziej dziś wpływowy republikański senator Lindsay Graham projekt ustawy skwitował trzema słowami: „utopiona na wstępie”.

Przyczyna jest prosta. Biały Dom dorzucił 54 miliardy Pentagonowi kosztem wydatków na cele socjalne. Polityka zagraniczna prowadzona przy pomocy bata potrzebuje też marchewki, czyli soft power i dyplomacji, perorują kongresmeni.

Woda na młyn dla Merkel, stawiającej w relacjach międzynarodowych na dyplomację, nie rakiety. Owszem będzie ona prezydenta pocieszała, że europejscy członkowie NATO zwiększą wydatki na zbrojenia. A jednocześnie w imieniu UE przekonywała, że unijny import do USA generuje miliony miejsc pracy. Generalnie poprze walkę z terroryzmem. Da mu jednak do zrozumienia, co sądzi o zakazie wjazdu do USA obywateli z sześciu krajów muzułmańskich. Prezydent zmodyfikował wprawdzie pierwsza wersję dekretu, którą zastopowały sądy. Ale przeciwko drugiej wersji, ku utrapieniu Trumpa, swoje weto zapowiedział już sędzia federalny ze słonecznych Hawajów. 

Nim dojdzie omawiania geopolityki, a prezydent zwierzy się ze swoich kłopotów, Merkel musi przebrnąć przez pełne niebezpieczeństw oficjalne powitanie. W wymiarze fizycznym i dyplomatycznym.

Na czym polegają pułapki w wymiarze fizycznym, przykładu dostarczył los premiera Japonii Shinzo Abe, który z groźbami odnośnie trampowskich ceł ochronnych w uszach, przybył do Waszyngtonu z historyczną ofertą inwestycji japońskich firm, rzędu 400 mld dolarów. Usatysfakcjonowany gospodarz, z ręką wielkości pracownika tartaku, przez 20 sekund tak mocno ściskał dłoń swojego gościa, w końcu bardzo szczupłego człowieka, że ten nie wytrzymał i przed kamerami wykrzywił twarz w grymasach bólu. Na dyplomatyczną minę z kolei nadepnęła premier Wielkie Brytanii Theresa May, która przedefilowała wzdłuż długiej galerii kolumnowej Białego Domu z jego amerykańskim gospodarzem, rączka w rączkę, tak jak to demonstrują wiecznie w sobie przed kamerami zakochani książę Williams i księżna Cambridge. On z windsorowską łysiną, ona z sukienkach w soczystych kolorach.
Na dzisiejszy pierwszy date w Waszyngtonie z niemiecką kanclerz Donald Trump przewidział najpierw pół godziny w cztery oczy, potem spotkanie w gronie doradców, zwieńczone konferencją prasową.

Na zakończenie prezydent zaprasza na obiad, choć nie wiadomo, co pojawi się na stole. Atmosfera spotkania z pewnością będzie odmienna od tej z randek z poprzednikami.

George Bush junior podejmował Merkel na swoim ranczu w Texasie, piekąc dla niej hamburgery a la maison. Baracka Obamę po 8 latach pani kanclerz żegnała w Berlinie z łezką w oku - pomimo podsłuchiwania jej telefonu. Dziś wczesnym wieczorem Angela Merkel po 4 godzinach w Waszyngtonie powróci do Berlina. W stolicy Niemiec zapowiedziano wymarzoną pogodę do lądowania.

"Rząd PiS działa przeciwko polskiej racji stanu, stracił mandat do mówienia w imieniu Polski w UE"

Zobacz także
Komentarze (11)
Zaloguj się
  • avatar

    jegermajster

    0

    Co za niechlujny bełkot. O co w tym tekście chodzi? Co to w ogóle znaczy "Na tej kanwie Merkel usłyszy, że projekt bilionowej (1,1 mld dolarów) ustawy budżetowej, wg Trumpa, najbardziej ambitnej od czasów prezydenta Reagana...."? Chodzi o bilion, czy o miliard? Miliard dolarów, to mniej więcej budżet Warszawy. Komuś się chrzani. Bilion po angielsku to nasz miliard, a nasz bilion, to angielski trilion. Co to za konstrukcja: "w imieniu UE (Merkel)przekonywała, że unijny import do USA generuje miliony miejsc pracy"? O co chodzi w tym zdaniu i kto eksportuje do kogo, a kto importuje skąd? Nie ma kogoś takiego jak Lindsay Graham. Jest Lindsey Graham, który nie tylko nie jest najbardziej wpływowym senatorem republikańskim, ale chyba najmniej wpływowym, kompletnym przegranym, który do końca tkwił w ruchu "never Trump" . Całkowicie na marginesie, podobnie jak McCain. I tak to leci dalej przez cały tekst. Nie staram się już znaleźć w tym jakiegoś sensu, czy myśli. Wiadomo jednak tyle, że Trump zarząda, by Niemcy dotzrymywały swoich zobowiązań traktatowych NATO i przeznaczały 2% swgo PKB na uzbrojenie, a nie jak to robią od lat ok 1%

  • avatar

    iksior66

    Oceniono 4 razy 0

    Nie wiem jak Trump może być prezydentem USA skoro te wybory przegrał z Clinton 3 milionami głosów. Chory amerykański system.
    Ale może to i lepiej, już mu słupki poparcia lecą. W kolejnych wyborach pewnie przepadnie z kretesem, zagłosuję na niego co najwyżej tylko oszołomy z "biblijnego pasa" (taki tamtejszy odpowiednik "rodzin Radia Maryja" tylko bardziej agresywny bo dokonują zamachów). A za 10 lat to pewnie nikt się do niego nie bedzie chciał przyznać tak ja dziś do Nixona.
    Ameryka trochę pokicha i pokaszle ale w praktyce się uodporni na wirusa populizmu. Przynajmniej na jakiś czas.
    Gorzej w Europie, tu już do władzy dochodziły różne komunizmy i inne narodowe socjalizmy.

  • avatar

    szpung

    Oceniono 3 razy -1

    Zaczyna to faktycznie wygladac przerazajaco sfora pieskow gotow pognac do starej prukwy na jedno jej skinienie na tym tle jednak Polska zaczela sie odrobine szanowac, co zreszta jest pretekstem do ujadania pieskow na krajowym podworku. Pozycja Polski jest slabva poki jestesmy biorca srodkow unijnych i to uwiera kazdego myslaca jednostke uwazajaca sie za homo sapiens. Wkrotce kolejna niewygodny punkt programu, czyli strategia polityczna w obliczu zblizajacego sie Brexitu. Koncepcja wpijania sie pazurami w opcje blizsza polskiej duszy czyli anglosasko-zachodni uklad czy marsz w podskokach na berlinskiej smyczy i jeszcze za plecami nieobliczalny ruski ten Europejski poajak ktory ma te komgfortowa pozycje iz moze latami niczym pajak czekac na muchy. Panie prezesie JK nawet nie wiem co radzic, na pewno nie pozwolic premier Szydlo byc premierem na telefon jak pewien gdanski sedzia.

  • Ann X

    Oceniono 4 razy -2

    Co to znaczy agresywny uścisk dłoni w czasie przyszłym.Dziennikarz od razu negatywnie podchodzi do wizyty która to dopiero ma się odbyć,słuchaj no ty niby dziennikarzyno to nie jest ring.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najczęściej czytane