B. szefowa MEN: Reforma edukacji to nie zmiana na miarę XXI wieku, tylko wczesnego Gierka

Anna Gmiterek-Zabłocka, TOK FM
19.03.2017 08:55
A A A
Joanna Kluzik Rostkowska

Joanna Kluzik Rostkowska (Karolina Tatarzyńska)

Joanna Kluzik-Rostkowska, była minister edukacji, ma troje dzieci i cieszy się, że ich reforma nie obejmie. Jej zdaniem nie chodzi o podniesienie poziomu jakości edukacji, a wykształcenie ''PiS-owskiego człowieka''.

TOK FM: Pani poseł, ma Pani troje dzieci - czy reforma edukacji je obejmie?

Joanna Kluzik-Rostkowska, poseł PO, była minister edukacji: Nie, na całe szczęście nie. Tak się złożyło, że moje najmłodsze dziecko poszło do szkoły jako 6-latek, jest w drugiej klasie gimnazjum i jest ostatnim rocznikiem, któremu będzie oszczędzona ta reforma. Natomiast młodsi koledzy mojego syna, niestety, ale będą to te dzieci, które w roku 2019 zderzą się z dzisiejszymi szóstoklasistami przed progiem szkół ponadgimnazjalnych. Reforma sprawi wiele kłopotów.

Rok 2019 będzie szczególnie trudny dla uczniów?

- Trudno będą miały m.in. te dzieci, które dziś są w pierwszej klasie gimnazjum. Nie daj Boże - trzymam kciuki, by to się nie wydarzyło - ale jeśli któremuś z tych uczniów coś się wydarzy w klasie trzeciej gimnazjum, np. poważnie złamie nogę i nie będzie mógł tej trzeciej klasy ukończyć, to będzie oznaczało, że zostanie cofnięty do szkoły podstawowej, do klasy ósmej. Absurdalne, ale tak właśnie będzie.

 A dzieci, które dziś są w klasie szóstej?

- One są w jeszcze trudniejszej sytuacji. Bo w roku 2019 do szkół ponadgimnazjalnych pójdzie nie 350 tys. uczniów, ale 700 tys. Dzisiejsi szóstoklasiści staną więc u progu liceów i będą musieli się zmierzyć z tymi, którzy właśnie skończą gimnazjum. Po pierwsze, może być kłopot z dostaniem się do dobrego liceum, które sobie dziecko wymarzyło. A po drugie, te dzieci będą pierwszym rocznikiem eksperymentu, w którym to podstawa programowa jest pisana od środka. I już wiemy na przykład, że XI i XII wiek historii Polski dzieci ominą, czyli rozbicia dzielnicowego nie będzie. Istnieje też obawa, że funkcja zostanie najpierw wprowadzona na lekcjach fizyki, a dopiero potem pojawi się na matematyce.

Panią ta podstawa zaskoczyła?

- Kiedy kilka miesięcy temu usłyszałam, że ministerstwo postanowiło napisać podstawę programową od środka, to myślałam, że to żart. Po czym się okazało, że wcale nie. A w czym jest rzecz?

Podstawą pracy w szkole jest właśnie podstawa programowa - ona definiuje, czego powinno się  dziecko nauczyć na danym etapie edukacji. Oczywiście, kiedy definiuje się podstawę na przykład dla matematyki, najlepiej widzieć ten przedmiot całościowo, od pierwszej klasy szkoły podstawowej do klasy maturalnej. Ale już takim absolutnym minimum - jest zdefiniowanie podstawy dla jednego etapu edukacji - dzisiaj te etapy to na przykład klasy I-III czy IV-VI. A MEN zdecydowało, że nie będzie pisało podstawy dla drugiego etapu edukacji - załóżmy, że chodzi o klasy V-VIII. Nie zdefiniowano więc, czego dziecko ma się uczyć w klasie V i VI, tylko zdefiniowano od razu, co ma być w klasie VII. To tak jakby budować dom od trzeciego piętra i pomyśleć sobie "No, pierwsze i drugie piętro to się tutaj chyba zmieści. A jak się nie zmieści, to będziemy się martwić później".To jest sytuacja bardzo trudna.

Nie ma pani wrażenia, że część rodziców chyba wciąż nie rozumie założeń tej reformy?

- Rzeczywiście, z rodzicami kilka miesięcy temu rozmawiało się trudno, bo nie rozumieli tego, co się może wydarzyć. Ale to się właśnie zmienia. Przed nami są dwa bardzo ważne momenty.

Pierwszy - zaczyna się teraz. Do rodziców dociera groza tego, że jeżeli ma być więcej szkół podstawowych, to muszą się zmienić obwody tych szkół. A to oznacza, że jeśli dziecko ma 5 czy 6 lat i za chwilę ma pójść do szkoły, o której rodzic zawsze myślał - to teraz może się okazać, że nie ma na to szans, bo obwód jest zupełnie inny. Kolejny problem dotyczy obecnych szóstoklasistów. Bo rzeczywiście część rodziców cieszyła się początkowo z tego, że dziecko nie pójdzie do gimnazjum, będzie jeszcze dwa lata w tej samej grupie, z tymi samymi nauczycielami. A teraz okazuje się, że część szkół nie jest w stanie pomieścić tej siódmej klasy, a w efekcie siódma klasa przenosi się do budynku, który dziś jest jeszcze budynkiem gimnazjalnym. I jest nowe miejsce i nowi nauczyciele. Albo sytuacja jest jeszcze trudniejsza - gdy np. w szkole jest 5 klas szóstych i klasy mogą być dzielone tak, jak są dzielone na nowo obwody szkół. I może się okazać, że dzieci zostają wymieszane - część zostaje w starym obwodzie, ale część musi pomaszerować do nowej szkoły.

A ten drugi moment, o którym pani wspomniała?

- To będzie 31 maja. Bo do tego dnia dyrektorzy szkół muszą zdecydować, czy będą pracować z danym nauczycielem czy też będą musieli się z nim rozstać. Ja uważam, że tej reformy nikt nie przemyślał, a absurdalność polega na kompletnym braku wyobraźni.

No tak, ale pani - jako minister edukacji - miała wpływ na to, jak powinna wyglądać polska szkoła. Jakie głosy dochodziły do pani od swoich dzieci, od nauczycieli, rodziców? Czego pani żałuje, że pani nie zmieniła?

- Oczywiście żałuję, że nie zmieniłam Karty Nauczyciela. Bo byłoby dziś trochę łatwiej. W związku z reformą, pracę stracą nie ci, którzy są w tym zawodzie najsłabsi, tylko będzie się to odbywać na zasadzie "na kogo padnie, na tego bęc". Bo problem polega na tych, że Karta chroni słabych nauczycieli, przeszkadzając wszystkim innym. I jeszcze dodatkowo, system płac jest tak ustalony, że nie opłaca się być świetnym nauczycielem. Bo płace są uzależnione od tego, jaki ma się stopień awansu zawodowego, ile lat się spędziło w szkole. Są oczywiście dodatki motywacyjne, ale na tyle nieduże, że mogą być naprawdę demotywujące.

Dlaczego zatem nie zmeniła pani Karty Nauczyciela?

- Nie mogłam robić dwóch rzeczy naraz - jak zostałam ministrem, to miałam do wyboru: albo zająć się Kartą, albo wymianą podręczników. Wiedziałam, że dwóch rzeczy od razu nie zrobię, bo poległabym na obu. A że rynek wydawców był rynkiem bardzo rozbuchanym, to uznałam, że to jest ważniejsze. I to się udało. Natomiast to, co teraz powinno się wydarzyć, to poprawienie jakości edukacji. A zmiana systemu szkolnego - tego nie zrobi. Pomoże natomiast wykształcić PiS-owskiego człowieka przyszłości. A to nie będzie zmiana na miarę XXI wieku, tylko zmiana na miarę wczesnego Gierka.

A jeśli chodzi o te pytania od rodziców, nauczycieli - te, które do pani docierały jako do szefowej MEN?

- Rzeczywiście, nauczyciele z liceów mówili, że chcieliby, aby liceum trwało cztery lata. Ale nauczyciele z gimnazjów mówili dokładnie to samo. Od kilkunastu lat w wielu krajach toczy się debata, jak dziś powinna wyglądać edukacja, żeby miała ona sens. Dzisiaj człowiek musi być bardziej elastyczny, wiedza ze szkoły nie wystarczy mu na całe życie. Są potrzebne tak zwane umiejętności miękkie, jak np. umiejętność współpracy, otwarcie na ryzyko, znajomość nieoczywistych języków obcych. Jak ci młodzi ludzie mają być przedsiębiorczy, innowacyjni, jeśli my ich w szkole przygotujemy tylko na to, by siedli w ławce i dostawali piątki? Druga rzecz jest taka, że młodzież musi umieć współpracować, a nie tylko rywalizować. Nauczyciele nie mogą już być tylko wszechwiedzącymi mędrcami, którzy stoją pod tablicą i przekazują uczniom swoją wiedzę.  A patrząc na to, co przygotowało PiS, na pewno dla ucznia nie zmieni się nic na lepsze.

Dlaczego?

- Bo są inne podstawy programowe, jest usztywnienie, uczenie się na pamięć. Ta reforma jest tylko w interesie PiS, który trzyma kciuki za to, by to samorządy oberwały za te wszystkie zmiany, bo przecież to samorząd odpowiada za wdrożenie reformy edukacji. A PiS przy okazji chce pozmieniać podstawy programowe tak, by wyhodować swojego człowieka. 

"Gdybyśmy zatrzymali reformę oszczędzilibyśmy samorządom mnóstwo pieniędzy, a rodzicom i uczniom chaosu"

Zobacz także
Komentarze (94)
Zaloguj się
  • avatar

    szaja25

    Oceniono 34 razy 20

    Nie ważne , że reforma uwstecznia, ważne że będzie 10 godz religii tygodniowo, amen.

  • avatar

    kzet69

    Oceniono 23 razy 17

    Kluzik - Rostkowska mówi Palikotem... świat się wali...
    I jeszcze jedno w wypowiedzi zabrakło mi deklaracji wyprowadzenia religii ze szkoły, a to jest najgorsza smycz jaka trzyma nasze dzieci, smycz i źródło zabobonnej, uwsteczniającej indoktrynacji.
    Nie ma miejsca na naukę bajek i zabobonów w szkole XXI wieku!

  • avatar

    marudna.maruda

    Oceniono 24 razy 12

    Reforma ma być, bo tak prezes zaplanował. Kropka. Lament ludzi światłych, z otwartymi umysłami, nowoczesnych i bywałych w świecie nic tu nie zmienił, więc lament pani Kluzik, ktora bardzo miernym ministerm edukacji była, tym bardziej dla najlepszej ze zmian nie będzie miał znaczenia.
    Za parę lat zbierzemy plony. Świat otrzyma pokolenie, nadające sie do pracy na zmywaku, w służbach oczyszczania miast, może (to nie takie oczywiste) na budowach...

  • avatar

    marekk0450

    Oceniono 21 razy 11

    Najważniejsze, że deforma zadowoli koścół rydzykowy, Sobeckie i inne dewoty i prezia, któremu zafunduje rzesze bezkrytycznie słuchających!!

  • avatar

    benzyl

    Oceniono 19 razy 11

    Dalej siedźcie cicho, nie chodźcie na wybory, demonstracje na których śpiewa się piosenki nie zmienią nic.

  • avatar

    getz54

    Oceniono 18 razy 6

    To jest charakterystyczne dla kazdej rewolucji. I tej francuskiej, i tej bolszewickiej, tak samo i PiS-owskiej równiez. Przerwac kod genetyczny aktualnej inteligencji, to jest podstawowe zadanie dla rewolucjonistów. Inteligencja, jako klasa społeczna wcale nie musi rządzic czy zabiegac o sprawowanie rządów, wystarczy, ze będzie te rządy kontrolowała, krytykowała, ośmieszała indolencję i braki intelektualne rządzących. Profesorów Rzeplińskiego, Safjana, Stępnia, zamieni się na magister Przyłębską, profesorów Cwiąkalskiego i Zolla zastąpi się magistrem Ziobrą. Magister Ziobro wezmie sobie na pomocnika magistra Jakiego. Szeregową, przeciętną, nauczycielkę z prowincjonalnych Świebodzic zrobi się ministrem edukacji, a co ! Z wariata Macierewicza mozna było zrobic ministra obrony...... Wielki rewolucjonista Włodzimierz Ilicz Lenin juz 100 lat temu mówił, ze kazda kucharka moze zostac ministrem. Kaczyński dobrze to zapamiętał ze swojej pracy doktorskiej.
    Zapamiętał tez co zrobił Stalin z naszą inteligencją w Katyniu, co zrobili z nią Niemcy podczas okupacji. On postanowił tez wyniszczyc naszą polską inteligencję, zeby nie musiał się przed nią wstydzic za to co robi. Właśnie zamierza stworzyc produkt inteligencjopodobny z pomocą twórcy nowej polskiej inteligencji Tedem Rydzykiem. Cała moja nadzieja na przetrwanie tego trudnego czasu związana jest z odwagą sędziów, dyrektorów teatrów, rezyserów, wydawców ksiązek, profesorów akademickich, ze przeciwstawią się skutecznie oprtunistom z prokuratur, słuzb specjalnych, urzędów skarbowych, lekarzom podpisującym klauzule sumienia, jakobinom z PiS-u.

  • avatar

    zd46

    Oceniono 9 razy 5

    Kiedy widze pania minister Zalewska, to widze: "stare reformy przetarte w kroku", ktorych nie da sie zacerowac, ALE MOZNA A NAWET TRZEBA UPRAC !!!!

  • avatar

    rodrigezoo

    Oceniono 11 razy 5

    Najważniejsze, że kaczysta powiedział, że gimnazja sa złe, a jak to powiedział, to reszta pisowskich pawianów musi to łyknąć, czy się podoba, czy nie, w ich przypadku myślenie ogranicza się do tego, czy 500+ wpłyneło na konto. banda debili .

  • avatar

    main_coon

    Oceniono 21 razy 5

    Trolle pisowsko-putinowskie wczoraj miały pracowitą noc, ale widać dziś jest druga zmiana. Jakieś wzmożenie weekendowe widać. Musi iść przesilenie jakoweś.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najczęściej czytane