Lekarze ratują maluchy, które ważą tyle, co pięć tabliczek czekolady

Niespełna pół kilograma - tyle ważą niektóre noworodki, które trafiają do inkubatorów. Postęp w medycynie jest ogromny, dlatego coraz częściej udaje się ratować coraz mniejsze dzieci, często urodzone wiele tygodni przed planowanym terminem porodu. Tak jest między innymi w Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym w Lublinie, na Oddział Anestezjologii i Intensywnej Terapii. Lekarze każdego dnia walczą tu o życie małych pacjentów, z których najmniejszy ważył 480 gramów.

Źródłem sukcesu jest zaangażowanie personelu, ale też coraz lepszy sprzęt. Noworodki - wcześniaki z niską wagą urodzeniową muszą być szczególnie chronione. Leżą w inkubatorach, gdzie musi być odpowiednia temperatura i wilgotność powietrza. To wszystko ze względu na bardzo delikatną skórę dziecka, dla której nawet dotyk może być bolesny i trudny. Dlatego tu dzieci się nie podnosi, nie przytula, by nie narażać ich na cierpienie. - Zdarza się, że mamie trzeba delikatnie zwrócić na to uwagę - mówi Anna Skomra, jedna z pielęgniarek neonatologicznych.

Półkimolgramowy noworodek, a obok rodzice. Mówią do niego, śpiewają

Na tym oddziale nie ma tradycyjnych kąpieli noworodków - właśnie ze względu na skórę. Jest jedynie codziennie rano delikatne przemywanie ciepłą wodą lub tylko przecieranie oliwką. Rodzice brak możliwości głaskania czy wzięcia na ręce rekompensują w inny sposób - mówią do noworodka, śpiewają mu piosenki, a nawet czytają bajki. W sali nie ma jakiejś specjalnej muzyki, ale gra radio. - Mieliśmy mamę, która po zabraniu dziecka do domu miała problemy z uśpieniem go. Ale uświadomiła sobie, że u nas na oddziale jej dziecko słuchało radia i gdy zaczęła je włączać również w domu - to pomogło - opowiada pani Anna.

Tata: Wzięcie mojej Bogusi za rączkę to ogromne przeżycie

Na oddziale spotykamy pana Piotra, któremu dwa tygodnie temu urodziły się córki bliźniaczki. Ważyły trochę ponad kilogram, ale ich stan był poważny. Tata był jedyną osobą, która je odwiedzała, bo mama po porodzie musiała dłużej pozostać w szpitalu. Dziś Wiktoria i Bogusia czują się coraz lepiej. Bogusi jeszcze nie można brać na ręce, ale pan Piotr przez inkubator trzyma ją za rączkę albo kładzie swoją dłoń na jej malutkiej główce.

- To jest bardzo wzruszający moment. Mimo tego, że są takie małe, widzę uśmiech na twarzy Bogusi, rusza rączkami. Panie, które są tu na oddziale, powiedziały mi, co mogę robić. Na początku chciałem głaskać córeczkę tak jak się głaszcze kotka. Nie wiedziałem, że to może jej zaszkodzić, ale teraz już wiem. Wiem, jak dbać o higienę - mówi nasz rozmówca.

Ze łzami w oczach opowiada, co przeżył tuż po urodzeniu bliźniaczek - jak bał się, że nie uda się ich uratować; jak jedna z nich była podłączona do respiratora czy jak przeżywał i przeżywa dalej każdy dzień odwiedzin na oddziale. - Wiem, że jeszcze trochę będą musiały pozostać w szpitalu, ale najważniejsze, aby wszystko było w porządku - mówi tata.

"To cud życia"

Agnieszka Osińska, rzecznik Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Lublinie mówi, że ratowanie ważących niespełna kilogram maluchów można nazwać cudem. - To jest cud życia, ogromny wysiłek personelu, ogromny postęp techniki, sprzętu do ratowania malutkich istot, które kiedyś nie miały szansy, a teraz ją mają. I to jest coś niesamowitego - mówi Osińska. 

Wirus, który u dorosłych powoduje katar może byc bardzo groźny

Oddziałem Anestezjologii i Intensywnej Terapii w szpitalu w Lublinie kieruje dr Witold Lesiuk. Podkreśla, że dla tak małych dzieci groźne może być wszystko, dlatego trzeba je szczególnie chronić. Chodzi m.in. o wirus RS.

- To problem, który dotyczy tej grupy wcześniaków, najmłodszych, najmniejszych, z tak zwaną skrajnie małą masą ciała. Ten wirus, który u dorosłego powoduje katar, u tych maluchów powoduje ciężką i często śmiertelną chorobę - mówi Lesiuk. Jak dodaje, takie dzieci przychodzą potem z rodzicami na uodpornienie przeciwko zakażeniom tym wirusem. - Taki program profilaktyki jest realizowany od wielu lat - mówi dr Lesiuk.

"Dziecko im wcześniej się rodzi, tym mniej jest przygotowane do życia poza łonem mamy"

- To są dzieci, które nie potrafią się bronić. Dlatego my je musimy bronić w pełnym zakresie - mówi dr Lesiuk. Jak dodaje, niezwyle istotna jest też pielęgnacja skóry. - Kiedyś, i to wcale nie są odległe czasy, najmniejsze noworodki z powodu nieumiejętnej pielęgnacji skóry niestety nie mogły być uratowane. Nie było tyle dobrego sprzętu, nie było świadomości ludzi - dodaje ordynator.

Noworodki, które niewiele ważą, nie są karmione przez mamy - nie są, bo najczęściej nie mogą być. - Wiele noworodków ze skrajnie małą masą urodzeniową ciała to dzieci, u których nie pracuje dobrze przewód pokarmowy. I dlatego wykorzystywanie przewodu pokarmowego do podawania posiłków następuje w bardzo niewielkim stopniu, by nie szkodzić dziecku. Natomiast zasadnicze żywienie odbywa się drogą dożylną - mówi dr Lesiuk. Jak dodaje, normalny pokarm zaczyna być podawany noworodkowi bardzo powoli, w niewielkich ilościach. - Ideałem jest podawanie dziecku mleka mamy, ale bardzo często mamy są w innym szpitalu, same są chore. Wtedy dzieci dostają pełnoskładnikowe, pełnokaloryczne pożywienie - jest wiele specjalnych mieszanek żywieniowych - wyjaśnia lekarz.

Zdjęcia najmniejszych dzieci na ścianie oddziału

Duża część dzieci, które udaje się uratować, wraca potem na oddział w ramach odwiedzin, pokazują się lekarzom, gdy już chodzą, a nawet biegają. Rodzice przynoszą ich zdjęcia, jest nawet na oddziale specjalna tablica, na której te zdjęcia wiszą. Są dużym wsparciem dla tych rodziców, któych maluchy dopiero trafiły do inkubatora i walczą o życie. Bo na zdjęciach wyraźnie widać, że właściwa pielęgnacja i leczenie naprawdę przynoszą dobre efekty.

Dostęp Premium TOK FM

Serwis informacyjny

Komentarze (4)
Lekarze ratują maluchy, które ważą tyle, co pięć tabliczek czekolady
Zaloguj się
  • myslacyszaryczlowiek1

    0

    Ciekawe jak się postępuje w takiej UK, czy USA z wcześniakami, a także w innych krajach.Może nie ma takiej świętości życia a matkom się mówi, aby się za bardzo nie przejmowały i spróbowały drugi raz.

  • Andrzej Lisiak

    0

    Wszystko pięknie i ładnie. Ale ja pozwolę sobie zadać pytanie - mam nadzieję, że nie tylko we własnym imieniu: Co to są za dzieci, czy wcześniaki, czy normalnie donoszone tylko z tą dziwną wagą? Może by autorka tekstu dorzuciła tę informacje - choćby w komentarzach

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX