Klasa integracyjna? Rodzice zdrowych dzieci nie chcą o tym słyszeć. Boją się autyzmu. ''To zaraźliwe''

Anna Gmiterek-Zablocka, TOK FM
21.04.2017 14:22
A A A

SŁAWOMIR KAMIŃSKI

W Lublinie od września zabraknie kilku klas integracyjnych, w których razem z dziećmi zdrowymi uczą się te z orzeczeniami o niepełnosprawności. Rodzice dzieci zdrowych nie chcą, by ich pociechy uczęszczały na lekcje z niepełnosprawnymi.

Stanowczy opór rodziców dzieci zdrowych to w dobie reformy edukacji niemały problem. Bo jeśli klasa integracyjna w danej szkole nie powstanie, to będzie o jeden oddział mniej, a to oznacza mniej godzin dla nauczycieli. Przede wszystkim jednak, duży kłopot mogą mieć sami rodzice - dzieci niepełnosprawne wobec braku klas integracyjnych trafią do tych masowych, w których jest więcej uczniów i w których nie będzie dla nich nauczyciela wspomagającego.

W lubelskim gimnazjum nr 15 klasy integracyjne funkcjonowały od wielu lat. Od września gimnazjum przekształca się w podstawówkę. Miało zgodę Wydziału Oświaty, by utworzyć trzy klasy pierwsze, w tym jedną integracyjną. Zgłosiło się trzech uczniów z orzeczeniami o niepełnosprawności, ale klasa nie powstanie.

Bo rodzice zdrowych dzieci odmówili zapisania syna czy córki do klasy integracyjnej, w której - oprócz uczniów niepełnosprawnych - musi być około 15 uczniów bez orzeczeń.

- Trudno powiedzieć co jest tego przyczyną, ale jest bardzo duży opór rodziców przed wyrażeniem zgody na to, by dziecko uczęszczało do klasy integracyjnej - przyznaje dyrektor szkoły, Adam Szymala. - Gdy pojawiała się z naszej strony propozycja, by zapisać dziecko do tej klasy, od razu słyszeliśmy od rodziców stanowcze "nie". Nie chcieli nawet rozmawiać na ten temat czy wysłuchać naszych argumentów - dodaje dyrektor.

Co zatem z dziećmi niepełnosprawnymi? Trafią do klas masowych

Rodzice w ogóle nie biorą pod uwagę, że jeśli klasa integracyjna nie powstanie, to dzieci niepełnosprawne, w tym z autyzmem, i tak będą się w tej szkole uczyć. Bo jest to dla nich szkoła rejonowa i musi ich przyjąć.

Tyle, że zamiast do małej, kameralnej klasy z dodatkowym nauczycielem - trafią do dużej klasy masowej, gdzie nauczyciela wspomagającego nie będzie. - I to naprawdę nie będzie dobre ani dla dzieci z orzeczeniami, ani dla tych bez orzeczeń. Szkoda, że do rodziców to nie trafia - mówią nauczyciele.

''Brakuje'' zdrowych dzieci

Podobny problem jest w Szkole Podstawowej nr 32, która ma już ponad 20-letnie doświadczenie w integracji. W tym roku miasto dało zgodę na utworzenie tu dwóch klas integracyjnych. Ale prawdopodobnie powstanie tylko jedna, bo do drugiej wciąż brakuje ośmiu uczniów bez orzeczeń.

Ludzie nie znają i boją się autystyków

Jak mówi nam wicedyrektor szkoły Bożena Kulesza, rodzice dzieci zdrowych niejednokrotnie mówią wprost, że nie chcą zapisać swojej pociechy do klasy integracyjnej, bo boją się autyzmu u innych dzieci i ich trudnych zachowań na lekcjach.

- Rodzice słyszą gdzieś na osiedlu, w sklepie czy w innym miejscu o trudnych zachowaniach dzieci z autyzmem. I stąd ten lęk. Faktycznie, zachowania bywają trudne - przyznaje B.Kulesza, ale zaraz dodaje, że każde dziecko jest inne, a szkoła jest po to, by mu pomóc.

- Mamy dzieci z autyzmem, które są o wiele grzeczniejsze od dzieci zdrowych, ale są oczywiście i takie, które wymagają dużej opieki ze strony nauczyciela, bo dla nich jest to sytuacja trudna. Chcę jednak podkreślić, że są odpowiednie metody pracy i różne złe nawyki można zniwelować - mówi pani dyrektor. Podkreśla, że dzieci z autyzmem w szkole nabywają umiejętności społecznych, dzięki czemu razem z klasą chodzą na wystawy, do kina czy do teatru, biorą udział w konkursach.

"Kilka lat temu było zupełnie odwrotnie"

- Przed laty do klas integracyjnych było więcej chętnych zdrowych dzieci niż miejsc, a brakowało uczniów niepełnosprawnych. Teraz jest, niestety, inaczej - mówi dyrektor Kulesza.

Przekonuje, że klasa integracyjna jest dobra nie tylko dla dzieci z autyzmem, porażeniem czy jeżdżących na wózkach. - W takiej klasie dzieci pełnosprawne uczą się tolerancji. Nie są zdziwione, gdy potem mają kontakt z osobą niepełnosprawną, nie boją się podejść czy pomóc takiej osobie. Pamiętajmy, że dzieci zdrowe też mają różne trudne zachowania, ale w klasach integracyjnych są traktowane jako wzorzec do naśladowania dla dzieci z problemami społecznymi - mówi Kulesza.

"Bo zespołem Downa można się zarazić"

Okazuje się jednak, że nietolerancja wobec inności pokazuje się coraz częściej również już w przedszkolach, w tym w integracyjnych czy specjalnych.

Pani Bożena, terapeutka, ma u siebie w przedszkolu przypadki, gdy rodzice dziecka z jedną niepełnosprawnością nie chcą, by ich syn czy córka był w grupie np. z dzieckiem z autyzmem.

- Coraz częściej zdarza się, że rodzice dziecka na przykład z zespołem Downa nie chcą, by ich maluch przebywał w grupie z dziećmi z mózgowym porażeniem dziecięcym czy z autyzmem. To samo dotyczy rodziców dzieci autystycznych, którzy nie chcą, by ich pociecha przebywała z dzieckiem z zespołem Downa - mówi pani Bożena. Nie kryje, że już kilkakrotnie usłyszała od rodziców absurdalne twierdzenia, że ich syn czy córka mogą się zespołem Downa czy autyzmem zarazić, a tego chcą uniknąć. 

Kiedyś było lepiej

Pani Bożena pracuje z dziećmi niepełnosprawnymi już od wielu lat. Jak ocenia zmianę podejścia i nastawienia rodziców?

- Kiedyś była większa tolerancja i większe zrozumienie niż obecnie. Może to wynikać z tego, że rodzice mają teraz większe możliwości wyboru przedszkola dla swojego dziecka. I szukają idealnej placówki. Trudno im zrozumieć, że tak naprawdę wszystko zależy od ich dziecka, od jego potencjału i możliwości - dodaje nasza rozmówczyni.

Zobacz także
  • 6
Komentarze (192)
Zaloguj się
  • avatar

    polsilver100

    Oceniono 19 razy 11

    Dzisiaj jak dziecko przyjdzie ze szkoły z czerwonym uchem i opowiada że nauczyciel go pociągnął to matka leci na policję albo do adwokata.kiedyś w normalnych czasach uczeń bał się rodzicom powiedzieć czemu to ucho czerwone bo jeszcze dostałby drugi raz w domu

  • avatar

    polsilver100

    Oceniono 13 razy 9

    Ważne że Jezus został królem Polski,wszystko w rękach stwórcy!!!!!!!!!!!!!!!!!

  • avatar

    katja.asd

    Oceniono 10 razy 8

    Mam autyzm, chodziłam do szkoły masowej. Byłam rok młodsza od kolegów z klasy. Neurotypowi koledzy zaniżali mój poziom edukacji, do tego byli niesamowicie agresywni. Kogoś to obchodziło? Oczywiście, że nie, w końcu byli "normalni".

  • avatar

    polsilver100

    Oceniono 16 razy 8

    Komentarze idiotów którzy nigdy nie mieli kontaktu z upośledzonymi albo niepełnosprawnymi osobami i próbują wylewać swoje przemyślenia moralno-etyczne na papier.Oczywiście dla rodziny i mamusiek własne dziecko to kwiat inteligencji,wychowania i logiki.Niestety życie pisze swoje scenariusze

  • avatar

    andrzej1.61

    Oceniono 9 razy 7

    Dziecko chore jest złe, ksiądz lub katecheta "molestowany" przez
    dzieci to święty człowiek. Taki rodzic to zwykła moralna dziwka, dodam katolicka.

  • avatar

    kolnianka

    Oceniono 10 razy 6

    Jestem matką 2jki dzieci z autyzmem,tak tych strasznych dzieci.I napiszę z drugiej strony, to moje dziecko było nagrywane telefonem, to moje dziecko chciano podtapiać w sedesie, to moje dziecko musiało przychodzić do szkoły na 7ą bo nauczyciel nie miał potem czasu na zajęcia,które powinien poprowadzić, to moje dziecko nie mogło jechać na wycieczkę, to moje dziecko choć by nie wiem jak głośno powiedziało cześć, nie otrzymało odpowiedzi, to moje dziecko nigdy nie mogło iść z innymi na urodziny...A wiecie czemu bo te zdrowe dzieci są niegrzeczne,chamskie, zapatrzone w swoje telefony.Warto pomyśleć w szkołach o klasach specjalnych ale z myślą o niby zdrowych i niby grzecznych dzieciach, bo to im często potrzebny psycholog, logopeda, rehabilitant.Odczepcie się wreszcie od dzieci z autyzmem,ale zacznijcie wychowywać te , co niby są zdrowe.Integracja jest fikcją, problem jest taki,że większość ludzi ma w d. innych ludzi i żadna klasa tego nie zmieni, trzeba najpierw wychować dobrze dziecko w domu,a potem nie trzeba specjalnej klasy wystarczy zwykła 20osobowa większe klasy są bez sensu wcale nie z powodu chorych dzieci.Wiadomo jak wygląda nauka w klasie 30 osobowej,a jak w 20, czy 15 osobowej.Ale wracając, jestem pewna,że dobrze wychowane empatyczne, otwarte, dzieci dobrze będą sobie radziły nawet z chorym kolegą w klasie.Na prawdę jest też tak,że ten cudowny nauczyciel wspomagający, wcale nie jest obecny na wszystkich lekcjach,mimo tak wysokiej subwencji.Gdyby ta subwencja rzeczywiście szła za dzieckiem z autyzmem, to jest to z tego co pamiętam ok 50 tyś na rok, policzcie sobie sami co można za to dać dziecku.Przecież to starczy na opłacenie nauczyciela wspomagającego i jeszcze więcej,Niestety prawda jest taka,że nie dziecko z autyzmem jest problemem,ale problemem są ci niby zdrowi, co decydują, co się razem uczą, co leczą.Brak wyobraźni, dobroci, bycia po po prostu człowiekiem.Więc szkoda,że nie ma klas specjalnych gdzie zdrowych uczono by być człowiekiem.

  • avatar

    wodnik55

    Oceniono 7 razy 5

    Autyzm zaraźliwy..hmm to jakiś antropologiczno-ewolucyjny dowcip? Naprawdę jesteśmy tak prymitywnym Narodem?

  • avatar

    4head

    Oceniono 9 razy 5

    Z jednej strony zygotę nazywają dzieckiem a z drugiej dzieci niepełnosprawne odczłowieczają..

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najczęściej czytane