Prof. Stempin: Merkel-Macron: nowa sprężyną napędową UE pierwszej prędkości? Niekoniecznie

- Najgorsze obawy zostały usunięte. Ale widmo populizmu krąży nadal po Europie. W formie kuszącej oferty dla wszystkich, dla których globalizm okazuje się przegraną kartą w życiu - prof. Arkadiusz Stempin pisze, czego spodziewać się po wygranej Macrona we Francji.

W Brukseli i Berlinie tamtejszym politykom spadł kamień z serca. Możliwe, że z radości sięgnęli po francuskiego szampana. Zadeklarowany proeuropejczyk Macron pobił zadeklarowaną antyeuropejkę Marine Le Pen. Jej sukces groził paraliżem UE.

Tymczasem nie tylko do niego nie doszło, to jeszcze w osobie Macrona Unia zyskała silnie proeuropejskiego lidera. A Angela Merkel, europejska deus ex machina, partnera, jakim był wcześniej Nicolas Sarkozy, przywożący jej na brukselskie szczyty butelkę burgunda.

Wszak samo finalne przemówienie niedzielnego triumfatora francuskich wyborów, wygłoszone w ogrodach Luwru, poprzedziła nie 'Marsylianka', a 'Oda do Radości', hymn unijny. Co istotniejsze od muzycznych upodobań, Macron już zaproponował wzmocnienie unijnego jądra poprzez utworzenie dla niego odrębnego parlamentu i budżetu. Jednym słowem, duet Merkel-Macron ponownie ma szanse być sprężyną napędową Europy. Tej pierwszej prędkości.

No właśnie, niekoniecznie.

Populiści rosną w siłę

Owszem, najgorsze obawy zostały usunięte. Ale widmo populizmu krąży nadal po Europie. W formie kuszącej oferty dla wszystkich, dla których globalizm okazuje się przegraną kartą w życiu. W tym dla większości Francuzów, którzy nie poparli Macrona. Tych z prowincji, zarówno rustykalnej, o której generał de Gaulle mówił, że pachnąc czosnkiem, stanowi esencję Francji, jak i tej poindustrialnej, z której globalizacja i digitalizacja przegnały do krajów z tańszą siłą roboczą wielkie gałęzie przemysłu, od półtora wieku i rewolucji przemysłowej dumy narodowej „Grand Nation”. We Francji Front Narodowy uzyskał w wyborach prezydenckich poparcie 33-procentowe. W najbliższej przyszłości dla niego wiatr w żagle. Jego ambitna liderka nie będzie zasypiać gruszek w popiele.

Francuzi wybrali mniejsze zło?

Niedzielny zwycięzca choć zdobył 66 proc. głosujących Francuzów, to z przekonania poparła go tylko jedna trzecia z nich. Kolejna jedna trzecia oddała na niego głos z braku lepszej alternatywy, a ostatnia jedna trzecia chciała jedynie w politycznym niebycie utopić Madame Le Pen. Pokaźna armia niebiorących udziału w wyborach oraz tych, którzy wrzucili do urny pustą kartę, to w większości przeciwnicy globalizacji i w dużym stopniu indyferentni wobec projektu zacieśniania Unii. Nowy prezydent musi te miliony obywateli mieć na uwadze, jeśli nie chce podzielić losu dwójki poprzedników (nieszczęśników) na urzędzie. I nie zamierza za pięć lat wyścielić czerwonego dywanu do Pałacu Elizejskiego swojej następczyni.

Co będzie mógł Macron?

Po drugie, nie wiadomo na jaki margines swobody może on liczyć po wyborach parlamentarnych w czerwcu. Co, ze swoich ambitnych deklaracji, bo retorycznie Macron może zawrócić w głowie, jest on w stanie przekuć w czyn. Nie mówiąc o tym, że jako homo politicus jest prezydent elekt niezapisaną białą kartą, gdyż zbyt krótko piastował urząd ministra. 

Będą zgrzyty?

I wreszcie, ów motor niemiecko-francuski ma w najbliższym czasie małe szanse, by funkcjonować jak dobrze naoliwiona maszyna.

Skarbnik w Berlinie, nota bene jedyny człowiek w rządzie Angeli Merkel, który osobiście pamięta jeszcze Traktat w Maastricht, minister finansów Wolfgang Schaeuble, argusowymi oczami spogląda na dyscyplinę budżetową eurostrefy, sprzeciwia się jej poluzowaniu i nie chce w ogóle słyszeć o euroobligacjach.

Macron odwrotnie. Reprezentuje filozofię zwiększenia wydatków z kasy państwowej (we Francji), nakładów na inwestycje (w UE) i ponadto czai się na eurobony. A jeszcze impertynencko wspomniał, że kłuje go w oczy nadwyżka eksportowa Niemiec (ponad 200 mld euro), ów przedmiot dumy nad Renem, niektórzy twierdzą, że nawet sport narodowy.

Sytuacja gospodarcza Niemiec i Francji sytuuje obydwa kraje po przeciwnych stronach barykady. Usunięcie jej i utworzenie sprawnej osi Berlin-Paryż wymagać będzie czasu i kompromisu z obydwu stron. Ale czasu akurat Macron nie ma. Do połowy czerwca, kiedy odbędą się we Francji wybory do parlamentu, musi świeżo upieczony prezydent uzyskać znaczne poparcia rodaków dla swojego ruchu „En Marche!”

A niemiecka polityka zaciskania pasa, absolutny pewnik do wyborów parlamentarnych w Berlinie we wrześniu, to raczej piasek sypany we francuskie tryby. Funkcjonowanie unijnego motoru pozostaje więc kwestią absolutnie otwartą.

Czy młodość to zawsze zaleta?

Stawianie na fenomen Macrona per se  - wielce ryzykowną. Frenetyczne zachwycanie się jego wiekiem, fakt, reprezentantem generacji Y, jako indykatorem kreatywności - mocno wątpliwe. Stałe przywoływanie, że nowy prezydent jest najmłodszym szefem państwa francuskiego od Napoleona wymaga dopowiedzenia drugiej części prawdy o młodym cesarzu Francuzów. Pchany niebotyczną ambicją przeholował i po niespełna dwóch dekadach wylądował na śmietniku historii, de facto, na wyspach Elbie i św. Helenie. „Potomność powie o nim, że obdarzony olbrzymią siłą intelektu, nie pojął, czym jest prawdziwa chwała. Chwała, która polega na daniu narodom szczęścia, nie zaś na anektowaniu cudzych terytoriów”. Ale ten trzeźwy sąd o Napoleonie wypowiedział akurat 70-letni Maurycy Talleyrand.

Ujazdowski mówi o problemach Francji i wylicza: Bezrobocie oraz zjawisko nienotowane w Polsce

Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM

Serwis informacyjny