Pągowski o reklamie dzisiaj: Wszyscy są poważni. Nie wiem, kto doniesie na mój plakat do prokuratury

og
01.12.2017 08:48
A A A
 Andrzej Pągowski

Andrzej Pągowski (ADRIANNA BOCHENEK)

- Dzisiaj wszyscy "znają się" na projektowaniu. Nie możemy sobie dać rady z tym, że trochę nam głupieje społeczeństwo - opowiadał w TOK FM o przemianie reklamy w Polsce Andrzej Pągowski.

Andrzej Pągowski jest artystą grafikiem, który ma na koncie około tysiąca plakatów. Reklamował sztuki teatralne, filmy, festiwale sztuk oraz konkursy piosenek. Współpracował z takimi osobami jak Andrzej Wajda czy Krzysztof Kieślowski i był nagradzany kilkadziesiąt razy, w tym Orderem Odrodzenia Polski.

Reklama bije z pięciu metrów

- Patrząc na pańskie plakaty, mam wrażenie, że dziś już nikt by ich nie odczytał właściwie, nie zauważył wręcz - rozpoczął audycję "A teraz na poważnie" w Radiu TOK FM prowadzący Mikołaj Lizut.

- Zmieniłem styl pracy. Okładka, jak się ją postawi w księgarni, bije z pięciu metrów. Podejrzewam, że 20 lat temu namalowałbym tę okładkę inaczej - powiedział Andrzej Pągowski. - Dziś czyszczę komunikat, upraszczam, używam bardzo mocnych, agresywnych kolorów, bo ulica tego wymaga. Kiedyś mogłem sobie malować, pisałem byle gdzie, nie zwracałem uwagi na to, że większość nazwisk wielkich reżyserów pisałem gdzieś małymi literkami z boku, żeby tam wcisnąć. Takie były czasy, pozwalano na to - opowiadał na antenie Radia TOK FM.

- Dzisiaj to wygląda zupełnie inaczej. Mamy w Polsce dużą grupę wspaniałych, młodych projektantów, którzy robią plakaty. Ich problem polega na tym, że nie mają tej sytuacji, którą ja miałem, że była taka ilość zleceń, które były natychmiast widoczne na ulicy - tłumaczył Pągowski. - Można było z tego zrobić własną osobowość. Oni tej szansy nie mają. Tego jest mało. Jeżeli teatr zamawia plakat, to wykleja go w kilku egzemplarzach - mówił.

"Chodzi o to, żeby świecić logo"

- Mam wrażenie, że pan się jednak posługiwał jakąś sztuką graficznego felietonu, a w tej chwili chodzi o to, żeby świecić logo - zasugerował prowadzący.

- Tak, i to jest ten problem. My mieliśmy tę olbrzymią wolność interpretacji daną nam przez dyrektorów teatrów, reżyserów, wydawców. Dzisiaj wszyscy "znają się" na projektowaniu. Nie możemy sobie dać rady z tym, że trochę nam głupieje społeczeństwo - komentował Andrzej Pągowski.

- Czyli jak jest pożyczka od ręki, to musi być ręka i pieniądze? - dopytywał Mikołaj Lizut.

Tak! A jak jest szybki kredyt, to gepard niesie pieniądze. Tak to wygląda, natomiast ja mogłem sobie kiedyś pozwolić na zabawę anegdotą, na niedopowiedzenia - tłumaczył Pągowski. - Widz oczekiwał tego, że będzie go bawić ta rozmowa ze mną i przede wszystkim, że bawi go coś, co było dla mnie zawsze podstawą tworzenia plakatu, czyli nie zdradzenie wszystkiego. To posługiwanie się maksymą Franciszka Starowieyskiego, czyli: na ulicy widząc plakat mówimy "o" - zainteresowanie, a wychodząc z kina lub z teatru mówimy "aha" - czyli frajdę sprawiła nam ta intelektualna zabawa. Dzisiaj myślę, że w większości przypadków nie jest to nikomu potrzebne - ocenił.

- Dlaczego? - zapytał prowadzący.

- Marketing się strasznie boi - odpowiedział Pągowski.

"Cenzura jest w nas"

- Marketing inteligentny został wyparty przez marketing chamski, głupi, prostacki, w którym nie ma poczucia humoru - stwierdził Lizut.

Tak. Wszyscy chcą być strasznie poważni. Boją się tego "puszczenia oka". Cenzura jest w nas, niestety. Obalając komunę zbudowaliśmy z powrotem nowe mury podziałów wewnętrznych. Dzisiaj nie wiem kto doniesie do prokuratury na mój plakat, że go obraził

- opowiadał Andrzej Pągowski na antenie Radia TOK FM.

- Jeżeli przychodzi do pana Krzysztof Kieślowski albo Andrzej Wajda, to wtedy reklamuje pan "Człowieka z żelaza", czy "Zbrodnię i karę". Ale kiedy przychodzi do pana klient, który ma do zareklamowania pastę do zębów albo podpaski... - zaczął Mikołaj Lizut.

- Dla mnie to nie ma specjalnej różnicy, nawet kiedyś rozmawialiśmy o tym z Wajdą. Jeżeli chodzi o moją pracę, to równie uczciwie powinienem zareklamować te podpaski i pastę do zębów. Zresztą bardzo chętnie bym to zrobił. Andrzej jak dostawał mój plakat, to prawie zawsze trafialiśmy w punkt, natomiast tu mam taką ilość poprawek, decyzyjności, że nie starcza na to mojej kreatywności - opowiadał Pągowski.

"Niewolnicy klienta-kretyna"

- Ja mam wrażenie, że to jest przekleństwo mojego pokolenia. Staliśmy się niewolnikami klienta-kretyna, który każe świecić logo - ocenił prowadzący.

- Kiedy jestem u dystrybutora z wybitnym reżyserem, czasem słyszę "pan już zrobił film, dziękujemy". On myślał, że będzie miał wpływ na to kto będzie robił plakat do jego filmu. To wszystko się zmieniło. Dystrybutor boi się plakatu graficznego w kinie i uważa, że ludzie tego nie zrozumieją i, nie daj Boże, nie pójdą do kina - podsumował Andrzej Pągowski w Radiu TOK FM.

Zobacz także
Komentarze (9)
Zaloguj się
  • cynnik2

    Oceniono 4 razy 4

    Sztuka plakatu zaginęła w połowie lat 90 tych, wraz z pojawieniem się domowego PC i kradzionego Corela.
    Od tego momentu plakaty zaczęli robić pryszczaci komputerowcy, którzy, co prawda, opanowali programy, ale nie mieli pojęcia o sztuce, kompozycji, teatrze, filmie, literaturze. Mając ubogą wiedzę mogą zrobić napisy (najczęściej trzeba jeszcze poprawiać po nich błędy ortograficzne), wstawić zdjęcie, zapełnić tło kolorem i dodać daty przedstawień oraz wielkie logo sponsora, ale to już nie jest plakat, to kolejna ulotka informacyjna.
    To samo dotyczy fotografii, filmu, telewizji (wszędzie grasują stada tanich pstrykaczy, umiejących włączyć aparat foto czy kamerę) i reklamy, zwłaszcza w Polsce, gdzie lud jest ciemny, niewykształcony i mało oczytany, a wszystko razem zdominowane jest przez prymitywną obecnie Warszawę. I do tego zawsze ma być tanio, bo marketingowcy w firmach, ci, którzy najczęściej decydują o kształcie reklamy czy ulotki to nie są szlachetni esteci typu Petroniusza, lecz prości ekonomiści.
    Zwycięża bylejakość i taniocha, polskie uczelnie artystyczne mogą zamknąć swoje podwoje.

  • jezierskiadam

    Oceniono 3 razy 3

    Kiedyś Teatr bywał wolny. Do naszych czasów przetrwały dzieła Szekspira, Sofoklesa, Arystofanesa i im podobnych. Tysiące różnorodnych panegiryków, znanych jest jedynie ekspertom od historii teatru, o ile w ogóle jest komukolwiek znana.

    Żeby teatr był niezależny, potrzebne jest spełnienie kilku warunków. W tym dwóch najważniejszych – władza musi być słaba, a twórcy niezależni finansowo. Żeby nie robić kursu historii teatru, ograniczymy się do porównania dwóch epok, które części z Państwa znane są z autopsji, czyli własnego doświadczenia: Schyłkowego realnego socjalizmu i współczesności.

    Kiedy teatr w Polsce był wolny?

    Przeanalizujmy, jak było i jak jest.

    Teatr rozdzielił się na wiele nurtów. Z teatru wywodzi się kino, wielkie koncerty rockowe, kabaret i wiele innych form. Największy wpływ na odbiorców ma telewizja, a szczególnie telewizyjne seriale – to też jest forma teatru. Seriale z poprzedniego okresu, takie jak „Alternatywy 4”, czy nakręceni w stanie wojennym "Zmiennicy”, traktowane są jak świadectwo epoki.

    W dzisiejszych serialach świadectwem epoki jest bardziej to, czego w nich nie ma, niż ich zawartość. Podobnie jest z teatrem, filmem fabularnym i kabaretem. Przynajmniej tym dostępnym dla widowni telewizyjnej. Oczywiście istnieje jakieś OFF, a nawet OFF – OFF, ale to wielu ludziom nie jest na rękę. Choć myślę, że wielu zależy na tym, aby takie miejsca istniały.

    Czy można coś na to zaradzić? Próbujmy wziąć wzór ze Stanów Zjednoczonych. Małpowanie amerykańskich wzorów irytuje mnie najczęściej, ponieważ widzę wielkie podobieństwo między dzisiejszymi Stanami Zjednoczonymi, a upadającym Cesarstwem Rzymskim, które też, pozornie, nie miało żadnej konkurencji.

    W tej dziedzinie jednak warto. Sponsorzy i inwestorzy, powinni ze sobą konkurować. Wbrew pozorom, na sztuce można zarobić mnóstwo pieniędzy. Jest na to wiele przykładów. Artyści nie powinni zgadzać się na to, żeby sponsorowało ich kilkunastu sponsorów równocześnie. Każdy po parę złotych. Wtedy muszą się z nimi wszystkimi liczyć, i nie ma mowy o niezależności.

    Łatwiej jest, gdy ma się jednego sponsora, a inni chętnie zajęliby jego miejsce. Artyści są też sami sobie winni. Na Broadwayu, czy w Hollywood, aktor, scenarzysta czy kompozytor, pracuje jako barman, a w wolnym czasie tworzy i próbuje zainteresować producentów swoją twórczością. Jeżeli odnosi sukces, przestaje być barmanem. U nas, często artysta jest na bezrobociu i zajmuje się nadużywaniem alkoholu, niestety i niczym poza tym.

    Trzecim rodzajem trudności, które trzeba przezwyciężyć jest nieumiejętność tworzenia zespołów. To tak, jak w piłce nożnej. Bramkarz nie może zazdrościć napastnikowi, a napastnik obrońcy. Okazuje się, że polskim drużynom potrzebni są zagraniczni selekcjonerzy. Jeżeli cztery tak silne indywidualności jak John Lennon, George Harrison, Paul McCartney i Ringo Starr, potrafią stworzyć zespół, to przyszłość jest jasna – będą Beatlesi.

    Żeby stworzyć wielkie przedstawienie, albo wielki film, potrzebny jest zespół złożony z wybitnych indywidualności. Reżysera, scenarzysty, kompozytora, scenografa i aktorów. Każdy musi pogodzić się z tym, że jest jedynie współautorem. Czego życzę Państwu i sobie.

    Adam Jezierski

  • cynnik2

    Oceniono 1 raz 1

    Od kilku dni mamy kolejny kwiatek z dziedziny reklamy, może nie wizualnej, lecz dźwiękowej, ale potwierdza to mój wcześniejszy komentarz.
    Puszczana w TOKu reklama:
    Filharmonia Narodowa zaprasza na bal sylwestrowy, ma być orkiestra, słyszymy straussowskiego walca, Wiedeń całą gębą, lektor miłym głosem informuje, że chcą nawiązać do tradycji, uwaga, dawnych BALI!
    Warszawskim wieśniakom pomylił się tartak z prywatką, słoma zawsze wyjdzie, nawet w Filharmonii Narodowej. Nikt przy nagrywaniu czy odbiorze nie zwrócił na to uwagi, że ma być "tradycji dawnych balów" - to tak jako info dla gimbazy.

    Pisałem do TOKu, żeby nie robili obciachu na całą Polskę i kazali to poprawić, ale co tam, kasa ważniejsza, nawiązywanie do dawnych BALI leci dalej.

  • swobodan1

    0

    Proponuj plakat z dziennikarzem z "GW" Michałem Wybieralskim i Jakubem
    Dymkiem z Polityki Krytycznej z podpisem - nie będę już molestował ani gwałcił
    koleżanek z pracy !!!

  • patriot.wr

    0

    Czy to ten Pagowski, który stworzył logo pomorskiego z kupą na majtkach?!

  • chri-s48

    0

    Wolność ,to nie krzyk - wolność to kochanie.

  • 2bxornot2b

    Oceniono 5 razy -3

    Kolejny pogrobiowiec Habermasa i Marcusego ze swa dialektyczna tolerancja represywna.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX