IPN nie ma sobie nic do zarzucenia: Narodowcy mają kwalifikacje, by odpowiadać za edukację

W lubelskim IPN pracują osoby wywodzące się ze środowiska narodowców, m.in. z ONR. Odpowiadają za edukację. W Instytucie nikt problemu nie widzi. W udzielonej nam odpowiedzi IPN powołuje się na Kodeks Pracy i równe traktowanie w zatrudnieniu.

W styczniu informowaliśmy o Biurze Edukacji Narodowej w lubelskim oddziale Instytutu Pamięci Narodowej, którym kieruje dr hab. Tomasz Panfil. To historyk z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, z Katedry Nauk Pomocniczych Historii, który w jednej z gazet stwierdził, że "po agresji Niemiec sytuacja Żydów nie wyglądała bardzo źle".

Wcześniej nie był znany w środowisku historyków zajmujących się historią najnowszą, bo jego zainteresowania naukowe dotyczyły heraldyki/numizmatyki. Pisał m.in. o herbie Lublina, o jeleniu w herbie województwa lubelskiego czy o pochodzeniu najstarszych wyobrażeń heraldycznych w Polsce.

W kierowanym przez Panfila biurze zatrudnionych jest kilka osób, które działają, sympatyzują z organizacjami narodowców - m.in. ONR.

Czytaj też: Historyk: "Po agresji Niemiec sytuacja Żydów nie wyglądała bardzo źle". KUL żąda wyjaśnień>>>

Nic się nie stało?

Zapytaliśmy IPN o sytuację w biurze edukacji. W udzielonej nam odpowiedzi przedstawiciele Instytutu powołują się na Kodeks pracy i równe traktowanie w zatrudnieniu. "Równe traktowanie w zatrudnieniu oznacza niedyskryminowanie w jakikolwiek sposób, bezpośrednio lub pośrednio z wyżej wymienionych przyczyn. Ponadto Instytut w procesie rekrutacji i doboru pracowników kieruje się kryteriami obiektywnymi, oceniając każdorazowo kandydata przez pryzmat posiadanych kwalifikacji i doświadczenia zawodowego, potrzebnego do zajmowania określonego stanowiska" - napisano w specjalnym oświadczeniu, które można znaleźć na stronie lubelskiego IPN-u.

W komunikacie jest też konkretny zarzut pod adresem TOK FM, że - mimo zaproszeń - nie uczestniczymy w wydarzeniach organizowanych przez Biuro Edukacji Narodowej kierowane przez Tomasza Panfila. Problem w tym, że w ogóle takich zaproszeń nie dostajemy. Do pewnego momentu IPN nie informował nas o niczym, nie wysyłał żadnych informacji czy zaproszeń na konferencje prasowe. To się zmieniło dopiero po naszej interwencji i prośbie o dopisanie naszej redakcji do listy mailingowej. O tym, że w działaniach IPN uczestniczymy, może świadczyć choćby artykuł dotyczący konferencji "Młoda polska szkoła parlamentaryzmu".

Pochwały pod adresem dyrektora

W oświadczeniu IPN-u nie ma mowy o tym, że w styczniowym artykule napisaliśmy nieprawdę, nie ma też wniosku o sprostowanie całego czy fragmentów naszego artykułu. Jest natomiast obrona dr. hab. Tomasza Panfila. Autorzy komunikatu przekonują, że szef lubelskiego Biura Edukacji Narodowej IPN zna się na historii najnowszej.

"W swoim dorobku posiada kilkadziesiąt publikacji z zakresu historii najnowszej oraz doświadczenie dydaktyczne" – czytamy między innymi. 

IPN w swoim oświadczeniu zamieścił wykaz pozycji z dorobku naukowego Tomasza  Panfila. Specjalnie dla nas przeanalizował go profesor historii, znawca historii najnowszej, autor wielu książek i artykułów na ten temat. Ekspert, ze względu na swoją pracę i działalność pozanaukową, woli pozostać anonimowy.

Profesor krytycznie ocenia to, czym chwali się w komunikacie Instytut Pamięci Narodowej. Zwraca uwagę m.in. na fakt, że dr Panfil - specjalista od heraldyki - był promotorem prac licencjackich i magisterskich z historii najnowszej. "W dyscyplinie historii, podobnie jak we wszystkich innych, występują specjalizacje. Starożytnik zajmuje się historią starożytną, a powstające u niego prace dotyczą tej właśnie epoki" - podkreśla.

Profesor przeanalizował też wykazane w dorobku publikacje Tomasza Panfila. "Autor posiada aż 4 książki. Profesjonalny historyk odróżnia źródła, których jest jedynie edytorem, tzn. je opracowuje, od monografii. (A) dwie pierwsze pozycje to źródła" - podkreśla naukowiec. Pisze też o tym, że IPN wykazuje recenzje książek, które tak naprawdę recenzjami nie są (a jedynie omówieniami) - są to omówienia publikowane w "Gazecie Polskiej Codziennej" i "Gazecie Warszawskiej". "Może cieszyć, że publicyści tych gazet mocno wspierają Tomasza Panfila, ale z punktu widzenia nauki ich recenzje nie wnoszą wiele" - dowodzi historyk.

Nasz ekspert odnosi się też do "tekstów popularyzatorskich", ujętych w przygotowanym przez IPN wykazie. "Na 52 takie teksty - 38 pochodzi z "Gazety Polskiej", pozostałe w większości z innych gazet prawicowych". Zastrzeżeń, które naukowiec nam wskazał, jest o wiele więcej - nie jesteśmy jednak tutaj w stanie ich wszystkich przytoczyć.

O pewnej broszurze, którą też się chwalą

W dorobku dr. Panfila zwraca uwagę fakt, że wiele wykazanych pozycji z historii najnowszej to teksty, które powstały dopiero za "dobrej zmiany", w tym broszury i artykuły. Jest wśród nich broszura o Hieronimie Dekutowskim, ps. "Zapora", wydana wspólnie z Pawłem Skrokiem (dziś pracownikiem lubelskiego IPN, wcześniej seminarzystą Tomasza Panfila, który w 2014 roku pisał pod jego kierunkiem pracę magisterską).

Broszurę specjalnie dla nas przeczytał inny historyk, od lat zajmujący się tematyką powojennego podziemia niepodległościowego i antykomunistycznego (tzw. Żołnierze Wyklęci). On także, ze względu na swoją pracę, chce pozostać anonimowy.

Naukowiec wskazuje na szereg uproszczeń zawartych w tej pracy, m.in. wyolbrzymianie roli zgrupowania "Zapory" w czasie akcji Most I (podczas gdy największa rola przypadła wtedy oddziałowi "Rysia"), czy na opisaną "brawurową akcję na lubelski bank". Jak twierdzi nasz rozmówca - nie o bank chodzi tylko o Izbę Skarbową, a akcję zorganizował i przeprowadził na rozkaz Okręgu Lublin (AK w likwidacji) Stanisław Łukasik ps. "Ryś".

"Co ciekawe, broszurę o Łukasiku nieco wcześniej wydał ten sam lubelski oddział IPN i powinna być znana autorom" - pisze nasz ekspert. Zwraca też uwagę, że w tekście pojawiają się fragmenty relacji tylko jednego świadka historii na temat "Zapory", podczas gdy jest ich znanych znacznie więcej.

Tomasz Panfil jest za swoją pracę doceniany

Pytaliśmy IPN między innymi o to, czy za swoją pracę dr Tomasz Panfil otrzymał jakieś nagrody, premie. Dyrektor lubelskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej, Marcin Krzysztofik, poinformował, że praca historyka została doceniona.  "W latach 2017-2018 dr hab. Tomasz Panfil otrzymał łącznie 7650 zł brutto nagród" - czytamy w odpowiedzi. Nie wskazano, za co konkretnie przyznano nagrody.

Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM

Serwis informacyjny

Komentarze (46)
IPN nie ma sobie nic do zarzucenia: Narodowcy mają kwalifikacje, by odpowiadać za edukację
Zaloguj się
  • shtalman

    Oceniono 1 raz 1

    IPN - brunatna gwardii garkotłuków z tytułem profesora

  • rabieg

    Oceniono 1 raz 1

    Jestem za tym by wszelkie lewactwo wysłać na wyspy Salomona.

  • menel13

    0

    >>> Problem w tym, że w ogóle takich zaproszeń nie dostajemy. Do pewnego momentu IPN nie informował nas o niczym, nie wysyłał żadnych informacji czy zaproszeń na konferencje prasowe. To się zmieniło dopiero po naszej interwencji i prośbie o dopisanie naszej redakcji do listy mailingowej.<<<
    Nie róbcie sensacji. Nie zapisaliście się na listę mailingową to nie dostawaliście.

    >>> O tym, że w działaniach IPN uczestniczymy, może świadczyć choćby artykuł dotyczący konferencji "Młoda polska szkoła parlamentaryzmu".
    Nawet nie wiecie kto organizował konferencję.

  • greg0.75

    Oceniono 2 razy 0

    "po agresji Niemiec sytuacja Żydów nie wyglądała bardzo źle" - po raz kolejny widzę w gazecie ten zarzut; formalnie stwierdzenie jest prawdziwe - sytuacja Żydów w krajach opanowanych przez III Rzeszę w latach 1939 - 40 była nieporównanie lepsza od tej z lat późniejszych (kiedy z prześladowanej grupy etnicznej stali się systematycznie mordowaną grupą etniczną)

  • say69mat

    0

    Zastanawiająca jest specyficzna interpretacja polityki zagranicznej, determinowanej przez środowiska narodowe w okresie Bitwy Warszawskiej z 1920r. Gdzie fali emocjonalnych oskarżeń kierowanych pod adresem środowisk żydowskich w SZRP o kolaborację z bolszewikami. Towarzyszą zakulisowe gry dyplomatyczne, prowadzone przez emisariuszy prawicy narodowej, umożliwiające bolszewikom przejęcie strategicznej kontroli nad terytorium Rosji. A w efekcie podpisanie traktatu pokojowego pomiędzy bolszewicką Rosją a rządem RP, znanego pod nazwą Traktatu Ryskiego. Dalej Stalin - upokorzony porażką w trakcie Bitwy Warszawskiej - potrzebował zaledwie 4 lat na przejęcie władzy politycznej w Rosji. A następnie - po serii krwawych rozpraw z realną i potencjalną opozycją wewnętrzną - 14 lat na przygotowanie stalinowskiej Rosji Do militarnej rozprawy z Polską i egzekucję oficerów, którzy doznali radości militarnego zwycięstwa nad wojskami bolszewików, dowodzonymi m.in. przez Józefa W. Stalina.

  • super_hetero_dyna

    Oceniono 3 razy -1

    Wydaje się, że żydokomuna uznaje słowo "narodowiec" za jeden z synonimów diabła, gdy tymczasem sama w prostej linii od diabła pochodzi.

  • zartiepl

    Oceniono 1 raz 1

    "IPN powołuje się na Kodeks Pracy i równe traktowanie w zatrudnieniu"
    A wystąpili do PFRON o dofinansowanie zatrudnienia niepełnosprawnego? Niepełnosprawnego umysłowo, należy dodać.

  • ponury_tubylec

    Oceniono 1 raz -1

    A może jednak warto byłoby poznać historię kraju w, którym się mieszka? Poczytać o akcji "AB" i "Intelligenzaktion". Sprawdzić kto trafiał w pierwszych transportach do Auschwitz. Sprawdzić kiedy odbyła się konferencja w Wannsee na której postanowiono "Endlösung der Judenfrage" i dopiero później oburzać się na człowieka, że nie zakłamuje historii. Jeśli wolicie żenujące dziennikarstwo formatu Andrei Mitchell to nie dziwcie się, że wasza gazeta ma coraz mniej czytelników.

  • zakrzyczny

    Oceniono 1 raz 1

    Karczewski ze wspólnikami też na nowo tworzy historię. Jakąś nagrodę?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX