Strajk nauczycieli to (zapewne) nie koniec. Oni też mogą upomnieć się o pieniądze od rządu

Trwa właśnie strajk nauczycieli, wcześniej protestowali policjanci, pracownicy sądów czy lekarze-rezydenci. Przed wyborami kolejne grupy społeczne będą chciały upomnieć się o wyższe zarobki.

8 kwietnia w oświacie rozpoczął się bezterminowy strajk, bo nauczyciele nie dogadali się z rządem w sprawie podwyżek. Tego samego dnia do Warszawy zjechali taksówkarze z całej Polski. Zablokowali na kilka godzin centrum miasta. Po rozmowach z rządem zawiesili swój protest na trzy tygodnie. Władza obiecała przyspieszenie prac nad tak zwaną ustawą Lex Uber. A do czasu jej uchwalenia rząd zapowiedział wzmożone kontrole nielegalnych przewoźników na podstawie już istniejącego prawa. Co będzie za trzy tygodnie? Tego na razie nie wiadomo.

W ubiegłym tygodniu w Warszawie manifestowali rolnicy z AgroUnii. Choć był to stacjonarny protest, to już wcześniej pokazali na co ich stać. Kilka tygodni temu w centrum stolicy rozsypali jabłka, palili opony. Kilka dni po ich manifestacji rząd ogłosił swoje obietnice dla wsi. Znalazł się tam między innymi dopłaty dla hodowców zwierząt. Liderowi protestu rolników propozycje nie przypadły do gustu. "PiS próbuje nas skłócić. Krowoświnia+ to demagogia i brudna zagrywka PRowa: te pieniądze niby od 2021 r. i tylko w sytuacjach wyjątkowej hodowli, czyli de facto dla promila hodowców.." - napisał na Twitterze Michał Kołodziejczak, lider AgroUnii.

Także w ubiegłym tygodniu w całej Polsce przed urzędami wojewódzkimi odbyły się manifestacje związkowców NSZZ "Solidarności". Celem zgromadzeń było zwrócenie uwagi na niskie płace pracowników sfery budżetowej. Wśród protestujących byli przedstawiciele m.in. kolejarzy, oświaty, sądownictwa oraz urzędników administracji publicznej. Do każdego z urzędów, przed którymi odbyły się zgromadzenia, złożone zostały petycje z postulatami związkowców. W pikietach wzięło udział w sumie kilkadziesiąt tysięcy osób.

Widać więc, że mamy sezon protestów, który szybko może się nie skończyć.

Jest wielce prawdopodobne, że w maju w polskich szpitalach zabraknie fizjoterapeutów. Zapowiadają oni szereg akcji protestacyjnych: głodówki, wolne na żądanie, oddawanie krwi, bo nadal nie dostali obiecanych wcześniej podwyżek. Skarżą się, że po 10 latach pracy zarabiają 2200-2400 zł brutto. Jeśli na wzięcie udziału w majowym strajku zdecydują się wszyscy fizjoterapeuci, w szpitalach i przychodniach zabraknie 60 tysięcy pracowników.

Kto jeszcze domaga się podwyżek i grozi strajkiem?

Cały czas protestują pracownicy administracji w sądach. Pod koniec ubiegłego roku wielu z nich poszło na zwolnienia lekarskie. Pracownicy sądowi domagają się podwyżek po 1000 złotych, bo jak twierdzą, zarabiają niewiele więcej niż płaca minimalna 2250 zł brutto.

Strajku nie wykluczają też pracownicy pomocy społecznej. Twierdzą, że od lat nikt o nich nie pamięta. Jeśli dostają podwyżkę, to bardzo niewielką. Średnia płaca w pomocy społecznej wynosi mniej niż 2000 złotych na rękę. Jednak pieniądze to nie jedyny postulat. – Mamy też postulaty związane, z ogólnie mówiąc, poprawą warunków pracy – mówił TOK FM Grzegorz Orłowski, przewodniczący Związku Zawodowego Pracowników Pomocy Społecznej w Lublinie.

O strajku myślą też cywile zatrudnieni w wojsku. Tamtejsze związki zawodowe protestują, bo twierdzą, że ostatnie podwyżki w wysokości 300 złotych brutto, które zatwierdził szef MON Mariusz Błaszczak, to za mało. 18 kwietnia związkowcy mają spotkać się w tej sprawie z wiceszefem MON.

Akcja protestacyjna trwa też w szeregach inspektorów weterynarii. Oni także chcieliby więcej zarabiać. Na razie trwają rozmowy z Głównym Lekarzem Weterynarii i nie zapadła decyzja o zaostrzeniu protestu.

Na mapie protestów są też mniejsze, lokalne ogniska strajkowe. Referendum strajkowe zorganizowano w szpitalu w Rybniku. Związki zawodowe domagają się podwyższenia wynagrodzeń zasadniczych wszystkich pracowników o 800 zł brutto.

3 dni przed wyborami do europarlamentu do Warszawy na manifestację przyjadą rodzice osób niepełnosprawnych. Czują się oszukani przez rząd. - Osoby niepełnosprawne zostały kolejny raz pominięte, przez co musimy się przypomnieć kolejny raz. W zeszłym roku 40 dni osoby niepełnosprawne protestowały w Sejmie, prosiły, błagały można powiedzieć, o 500 złotych dodatku na życie. Mówiono nam wtedy, że pieniędzy nie ma - mówiła Iwona Hartwich, liderka protestu. Jak dodała, - mając na myśli obietnice z "piątki Kaczyńskiego"- teraz nagle okazuje się, że są pieniądze. 

Poprzednie strajki

Jesienią 2017 roku młodzi lekarze rezydenci rozpoczęli głodówkę, bo mieli dość niskich zarobków i trudnych warunków pracy. Finalnie rząd obiecał im podwyżki. W październiku 2018 roku w Warszawie manifestowało prawie 20 tysięcy pracowników służb mundurowych. Ich protest zaczął się w lipcu, także domagali się większych zarobków. W tym samym czasie trwała też akcja strajkowa stewardess i pilotów Polskich Linii Lotniczych LOT. Związkowcy okupowali siedzibę firmy, również chodziło o pieniądze.
W listopadzie tuż przed Wszystkimi Świętymi i 11 listopada, akcja w mundurówce się nasiliła. Policjanci masowo przechodzili na L4. W mediach akcja została nazwana "psią grypą". Pojawiały się pytania, kto zapewni bezpieczeństwo na uroczystościach państwowych z okazji 100 rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości. 9 listopada rząd podpisał porozumienie ze związkami zawodowymi służb mundurowych. Podwyżki mieli dostać nie tylko policjanci, ale też strażacy czy strażnicy graniczni.

Więcej o:

APLIKACJA TOK FM

Komentarze (15)
Strajki. Kto jeszcze może strajkować?
Zaloguj się
  • Leszek Falkowski

    Oceniono 8 razy 2

    Niech nauczyciele idą do innej pracy jak ta ich nie zadawała. Teraz przed wyborami to woda na młyn dla opozycji. Kto nie chce pracować to niech zbiera puszki po piwie i będzie .miał wolne nie tylko w wakacje (nauczyciele) albo wyjadą na Ukrainę atamci tylko czekają z otwartymi rękami.

  • tomaselli

    Oceniono 6 razy 2

    No wiec wlasnie dlatego rzad nie powinien ustapic nauczycielom. I tak juz dostali duzo. Teraz okaze sie , kto poszedl do tego zawodu z powolania , a kto dla kasy. Znam bardziej intratne zawody ,gdzie mozna zarobic wiec droga wolna, zwlaszcza dla tych animatorow bawiacych sie w swinki i krowki.Praca z dziecmi i mlodzieza to bardzo odpowiedzialny zawod, nie dla takich ludzi jak w/w.

  • Marco B.

    Oceniono 1 raz 1

    A na koniec i tak w wyborach wygra PiS....

  • irenevonbrick

    Oceniono 1 raz 1

    A ja idę strajkować bo chcę dotację do mojej firmy.

  • marudna.maruda

    Oceniono 2 razy 0

    Kto NIE będzie protestował i będzie wielbił najlepszą ze zmian z naczelnikiem na czele? Urzędnicy nagradzani co miesiąc, bezrobotni wiecznie za 500 i kościelni dygnitarze. Reszta ma juz dość.

  • azibii

    Oceniono 3 razy -1

    Strajk nauczycieli to coś więcej niż walka o podwyżki wynagrodzeń... to sygnał dla pis władzy, że nie są wszechwiedzący i nie są pis-bezkarni za wprowadzenie pis-deformy w szkołach przez ludzi od tzw. "pis-pługa"...
    W kaczym-stanie nauczyciel ma się poświęcać za frico, tylko "dojna zmiana" moze przytulać mln. zł. państwowej Kasy dla pis-swoich i kk rydza... takie działanie jest antypaństwowe i aspołeczne.
    Tylko dobrze oplacany zawód, np. nauczyciela, lekarza, prawnika, prac. administr. itd. przyciąga do siebie najlepszych...
    Przyszłość Polski, polaków zależy od tego co obywatele mają w GŁOWACH, a nie od tego co powie ksiundz czy yaloslaf z biura politycznego KC na nowogrodzkiej...

  • Henryk Gasior

    Oceniono 3 razy -1

    Przecież w budżecie pełno pieniędzy krzyczał Morawiecki oraz nie kraść.

  • getz54

    Oceniono 5 razy -3

    Władysław Gomułka mówił, ze wcale Polacy nie muszą uzywac cytryny do herbaty, mogą uzywac kiszonego ogórka, a dewizy przekazac na zakup zagranicznych lekarstw. Takie same potrzeby ma kolega Gomułki Jarosław Kaczyński. On w ten sam sposób rozumie ideę taniego państwa. Obaj ci komunistyczni przywódcy nie rozumieli, ze tanie państwo to nie musi byc dziadowskie państwo. Niemcy mają walutę euro, zamienili swoją silną dojczemark na euro i nie zbankrutowali, nie mieli kryzysu, fali protestów, zapaści gospodarczej, jak straszy komunista z Nowogrodzkiej. Bo w Niemczech nie rządzi PiS, nie rządzi Liga Północna, Ruch 5 gwiazd, Fidesz, SMER. Bo w Niemczech silna, inowacyjna gospodarka jest priorytetem dla wszystkich Niemców. Gospodarka głupcze. Edukacja głupcze. Ochrona zdrowia głupcze. A nie bitwa pod Grunwaldem, odsiecz wiedeńska, zołnierze wyklęci, kościelna taca, i nędznie wynagradzani pracownicy urzędów państwowych, oświaty, słuzby zdrowia. Oni składają się na dobrobyt klasy rządzącej i ich rodzin. Kosztem własnego zdrowia, wypoczynku, dobra swojej rodziny, dzieci. Ich bieda się kumuluje z roku na rok, wizja godziwej emerytury przy tych zarobkach, o ile dozyją, powoduje strach, ze będzie jeszcze biedniej. Jednorazowa podwyzka 1000,- pln, spowoduje zwiększenie składek emerytalnych, pozwoli na szybsze spłacenie kredytów, lepszą zywnośc, zainwestowanie w przyszłośc swoich dzieci, zeby im było lzej.
    Pani Szydło, tym ludziom 1000,- pln podwyzki jednorazowo się po prostu nalezy, jak te kilkudziesięciotysięczne nagrody pani kolegom i kolezankom z rządu się nalezały. Nie rozumiem tylko w imię czego ?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX