Jak wygląda dzień strajkujących nauczycieli? Chleb upieczony przez rodziców i "Dzień świra"

- Dzień zaczynamy od dobrego filmu - mówiła w TOK FM Małgorzata Żuber-Zielicz, strajkująca nauczycielka jednej z warszawskich podstawówek, która przed laty kierowała pracami Komisji Edukacji i Rodziny w Radzie Warszawy. Jak ostrzegała, przy tak masowym buncie może zabraknąć nauczycieli do sprawdzania prac maturalnych. A przecież wcześniej trzeba mieć kadrę do przeprowadzenia egzaminów, które trwają około trzech tygodni.

Małgorzata Żuber-Zielicz była dyrektorką warszawskich liceów im. Mikołaja Kopernika oraz im. Stefana Batorego, w latach 2014-2018 przewodnicząca Komisji Edukacji i Rodziny w Radzie Warszawy. Dziś uczy w jednej z warszawskich szkół podstawowych. I strajkuje.

Przypomnijmy, w trwającym od 8 kwietnia proteście bierze udział, jak wynika z danych Związku Nauczycielstwa Polskiego, blisko 75 proc. szkół.

Jak mówiła w TOK FM nauczycielka, strajk to nie jest łatwo czas. - Bo przecież nie uczymy dzieci. Ale z drugiej strony wiemy, że tak dłużej być nie może; że poziom edukacji zależy do tego, jacy są nauczyciele.  A przy takich płacach i systemie kształcenia nauczycieli grozi nam, że ludzie nie będą przychodzili do tego zawodu, że moja wnuczka trafi w ręce ludzi, którzy nie do końca powinni w tym zawodzie pracować  - mówiła w rozmowie z Karoliną Głowacką.

Jak wygląda strajk? - Nie wchodzimy do Librusa (e-dziennik - red.), ale są tacy nauczyciele, którzy robią to np. w weekend. Są takie przypadki, że nauczyciele wystawili oceny uczniom np. w sobotę. Strajk to dobry czas, by rozmawiać ze sobą. My na przykład mamy bardzo zaplanowany dzień. My zaczynamy od dobrego filmu. Na początku był "Dzień świra". Mamy rozmowy z ciekawymi ludźmi - z nauczycielami. Bardzo dużo rozmawiamy o szkole, co nas boli. To niezwykły czas integracji zespołu nauczycielskiego - relacjonowała nauczycielka.

Dużym stresem są informacje, że za okres strajku nauczyciele mogą nie otrzymać wynagrodzenia. W wypłacie pensji ma pomóc specjalny fundusz strajkowy.

Mało jest negatywnych informacji, które są do nas kierowane przez rodziców i uczniów. Dostajemy np. chleb upieczony przez rodziców. W ciągu kilkudziesięciu pierwszych godzin jego działania na konto wpłynęło 2 mln 200 tys. złotych. - To bardzo silne wsparcie dla nas. Tak jak wszystkie organizowane demonstracje. Jak rozmawiam z dyrektorami szkół, to jak przez ten pierwszy tydzień strajku przytrafiła się jedna osoba w szkole, która napisała negatywnego maila lub zadzwoniła, to jest wszystko. Jest mało negatywnych informacji kierowanych do nauczycieli przez rodziców i uczniów. Np. dostaliśmy chleb upieczony przez rodziców - wyliczała Małgorzata Żuber-Zielicz.

Strajk nauczycieli. Kłopoty z maturami?

W pierwszym tygodniu strajku nauczycieli odbyły się egzaminów gimnazjalnych. Tylko w trzech przypadkach doszło do perturbacji. Od poniedziałku zaczynają się egzaminy ósmoklasisty. Ale prawdziwym wyzwaniem będzie matura.

- Do zabezpieczenia egzaminów gimnazjalnych czy ósmoklasistów potrzebna jest, tak naprawdę, niewielka grupa ludzi. My nie mamy do nich pretensji, nie mówimy o nich, że są łamistrajkami. Ale pamiętajmy, że matura jest rozciągnięta na trzy tygodnie, dzień w dzień będzie w szkole egzamin pisemny dla jakiejś grupy uczniów. Potrzeba więc jest bardzo dużo ludzi, by egzaminy zabezpieczyć. Kryzysowe zbieranie ludzi na matury to jest wysoka logistyka, że tak powiem - oceniła nauczycielka.

Problem polega na tym, że przeprowadzenie egzaminów to tylko część sprawy. Bo jeszcze trzeba prace maturzystów sprawdzić. Nauczyciele wykonują tę pracę na dodatkowe umowy. - A mogą nie podpisać takich umów - powiedziała Małgorzata Żuber-Zielicz. Nauczycielka spodziewa się więc nadzwyczajnych działań podejmowanych przez tych, którzy odpowiadają za edukację. - Liczymy się, że wystarczy jedna noc, kiedy min. Anna Zalewska podpisze rozporządzenie, np. o przedłużeniu terminów sprawdzania egzaminów. Mało tego. Nie chcę podpowiadać, ale mogę powiedzieć, że w Wielkiej Brytanii proces rekrutacji na studia kończy się w sierpniu. Więc u nas też można ten proces wydłużyć. Jednym rozporządzeniem można też wprowadzić zasadę, że nie trzeba być sklasyfikowanym, by przystąpić do matury - wyliczała w TOK FM nauczycielka.

Żuber-Zielicz nie ma wątpliwości: nastroje wśród nauczycieli są tak złe, że strajk szybko się "nie rozmyje". - Nauczyciele, walcząc o jakość edukacji i godność tego zawodu, są bardzo zdeterminowani - podkreśliła w rozmowie z Karoliną Głowacką.

Zasugerowała też, że napięta sytuacja w oświacie może spowodować odpływ nauczycieli z zawodu. A np. licea stoją przed wielkim wyzwaniem, bo od września do szkół średnich trafią dwa roczniki. To uczniowie, którzy kończą gimnazja oraz ósmoklasiści. Kumulacja roczników to jeden ze skutków reformy min. Anny Zalewskiej. - Obecnie brakuje ok.1600 nauczycieli. Co się stanie, jeśli część strajkujących zrezygnuje z zawodu? Co zrobi dyrektor, jak będzie miał 50 proc. kadry? Co zrobią zarządzający oświatą? - pytała nauczycielka i była przewodnicząca Komisji Edukacji i Rodziny w Radzie Warszawy.

Chcesz wiedzieć więcej? Posłuchaj podcastu! Karolina Głowacka rozmawiała z Małgorzatą Żuber-Zielicz także o tym:

  • czy nie zorganizować konkursu na najlepszą piosenkę wykonywaną przez strajkujących nauczycieli.

Czytaj też: Trolling w debacie o strajku nauczycieli. Mierzyńska: Można podejrzewać, że to wpływ rosyjskiej propagandy>>>

Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM

Serwis informacyjny

Komentarze (5)
Strajk nauczycieli. Jak wygląda dzień strajkujących nauczycieli?
Zaloguj się
  • endrju1521

    Oceniono 6 razy 2

    Forma strajku w obronie swoich interesów pracowniczych,

    prowadzona w małych społecznościach gdzie wszyscy się znają,

    jest wyborem tragicznym...

    Na horyzoncie widzę eskalację konflikków społecznych.

  • szpung

    Oceniono 3 razy 1

    „Nauka w szkołach publicznych jest bezpłatna. Ustawa może dopuścić świadczenie niektórych usług edukacyjnych przez publiczne szkoły wyższe za odpłatnością”, tyle konstytucja, a jak wybrnal z tego problemu postpeerelowski teka.

    Komuszy teka uznał, że dyspozycja bezplatnosci dotyczy tylko kształcenia w granicach przyznanej dotacji. Tak więc nawet gdy więcej niż połowa studentów placi czesne – wszystko pozostaje legal. Postpeerelowscy sedziowie, ten nasz trawiacy panstwo gleboki mentalny peerel okazali się nadzwyczaj sprytni i dyspozycyjni w interpretowaniu zapisow konstytucji. Bo przeciez wszystko jest kwestia definicji, lub jak kto chce redefinicji.

  • mtp01

    Oceniono 5 razy 1

    Zacznijmy, że 3-4 godziny to nie jest żaden dzień. Strajkując w ramach pensum na obiad można spokojnie wrócić do domu

  • azibii

    0

    Strajk nauczycieli to coś więcej niż walka o podwyżki wynagrodzeń... to sygnał dla pis władzy, że nie są wszechwiedzący i nie są pis-bezkarni za wprowadzenie pis-deformy w szkołach przez ludzi od tzw. "pługa"...
    W kaczym-stanie nauczyciel ma się poświęcać za frico, tylko "dojna zmiana" moze przytulać mln. zł. państwowej Kasy dla pis-swoich i kk rydza... takie działanie jest antypaństwowe i aspołeczne.
    Tylko dobrze oplacany zawód, np. nauczyciela, lekarza, prawnika, itd. przyciąga do siebie najlepszych...
    Przyszłość Polski, polaków zależy od tego co obywatele mają w GŁOWACH, a nie od tego co powie ksiundz czy yaloslaf z biura politycznego KC na nowogrodzkiej...

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX