Strajkujący nauczyciele chcą rozmów z rządem jeszcze przed świętami. Pod listem otwartym podpisało się ponad 100 szkół

"Mówienie o dzieciach jako naszych zakładnikach bardzo nas krzywdzi, ubolewamy nad tym, że społeczeństwu przekazywany jest fałszywy obraz pracy nauczyciela" - piszą w liście otwartym przedstawiciele ponad stu strajkujących szkół z całej Polski. Domagają się zwołania rozmów z rządem jeszcze przed świętami.

Ogólnopolski protest nauczycieli trwa już osiem dni i na razie nie widać perspektyw na jego szybkie zakończenie. Strona rządząca zapowiedziała rozmowy o edukacji w formule tzw. okrągłego stołu, ale - zgodnie z deklaracjami - mają się one odbyć dopiero po świętach. Potwierdził to w poniedziałek po południu premier Mateusz Morawiecki, przy okazji konferencji o OFE

Przedstawiciele strajkujących placówek chcą, aby stało się to szybciej. "W związku z przedłużającym się strajkiem wyrażamy nasze zaniepokojenie brakiem woli natychmiastowego podjęcia dialogu ze strony rządu i domagamy się spotkania okrągłego stołu jeszcze przed świętami wielkanocnymi" - stwierdzają autorzy listu otwartego.

Pod dokumentem podpisało się 112 szkół z całego kraju, w tym m.in. IX Liceum Ogólnokształcące im. Klementyny Hoffmanowej w Warszawie, Szkoła Podstawowa nr 29 w Chorzowie, Powiatowy Zespół Nr 4 Szkół Ekonomiczno-Gastronomicznych w Oświęcimiu, XIV Liceum Ogólnokształcące im. Stanisława Staszica w Warszawie i wiele innych.

"Chcemy być podmiotem, a nie przedmiotem zmian"

Zdaniem autorów listu, rozmowy powinny się odbyć z inicjatywy rządu, w szerokim gronie nauczycieli, uczniów, rodziców, samorządów i związków zawodowych. Nauczyciele zaznaczają, że rozumieją konieczność reformowania edukacji i domagają się ich. Przyznają jednak, że chcą być "podmiotem" zmian, a nie ich "przedmiotem". Apelują o szerokie konsultacje i możliwość uczestniczenia w pracach nad prawem oświatowym.

"W trosce o naszych uczniów chcielibyśmy jak najszybciej wrócić do naszych obowiązków" - przekonują autorzy listu i podkreślają, że zarzucanie im, jakoby traktowali uczniów jako zakładników jest krzywdzące. "Odbieramy to jako manipulowanie opinią publiczną" - stwierdzają strajkujący.

Dalej podkreślają, że wyznaczenie strajku w czasie egzaminów było ostatecznością i wyrazem sprzeciwu wobec dramatycznej sytuacji w oświacie. Przekonują, że walczą o prestiż i pozycję zawodu nauczyciela na rynku pracy oraz godne wynagrodzenie, które powinno dotyczyć również pracowników niepedagogicznych.

"Strajk zagraża egzaminom"

"Przedłużający się strajk zagraża przeprowadzeniu egzaminów nie tylko maturalnych, lecz także praktycznych i zawodowych w szkołach branżowych oraz w technikach, a niezachowanie procedur może skutkować podważeniem uzyskanych wyników" - ostrzegają dalej autorzy listu.

Matury rozpoczynają się 6 maja, jednak aby maturzyści zostali dopuszczeni do matury, muszą mieć wystawione oceny i klasyfikację. To mogą przeprowadzić tylko nauczyciele. W przypadku przedłużającego się strajku, może być problem ze zwołaniem klasyfikacyjnych rad pedagogicznych. A przypomnijmy, że zakończenie roku szkolnego dla maturzystów jest wyznaczone na 26 kwietnia.

Na poniedziałkowej konferencji prasowej minister edukacji narodowej Anna Zalewska przekonywała, że nie ma zagrożenia dla egzaminów maturalnych. Innego zdania są za to przedstawiciele związków zawodowych. Wiceprezes ZNP Krzysztof Baszczyński mówił w TOK FM, że przeprowadzenie matur jest zagrożone, "jeżeli rząd nie zrozumie, że sprawa jest poważna".

Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM

Serwis informacyjny

Komentarze (3)
Strajk nauczycieli. List otwarty podpisało 112 szkół. Chcą rozmów przed świętami
Zaloguj się
  • Leszek Falkowski

    Oceniono 2 razy 2

    Wywiździe na rączce tego karierowicza (Z)Bro(d)niarza nauczyciele bo on wami manipuluje. Rząd chce dać podwyżki ale jemu zależy na karierze.

  • szpung

    Oceniono 1 raz 1

    Ludzie dajcie juz nam spokoj strajkujcie skoro uwazacie to za sluszne ale przestncie nam du.. zawracac swoimi problemami.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX