Strażak o akcji gaszenia pożaru w Notre Dame: Na początku ogrom takiej tragedii po prostu przytłacza

- Nie mogłem usiedzieć na miejscu. Przełączałem stacje telewizyjne, by dowiedzieć się jak najwięcej. Nie można było obok tego, co działo się w Paryżu, przejść - przełączyć telewizora na telenowelę - mówił starszy brygadier Marian Hinca. Strażak brał udział w gaszeniu pożaru, który w 2006 roku wybuchł w zabytkowym kościele św. Katarzyny w Gdańsku.

Starszy brygadier Marian Hinca przyznał, że to, co działo się w poniedziałek w Paryżu, zrobiło na nim wielkie wrażenie. Ponad 400 strażaków, przez wiele godzin, walczyło z pożarem w katedrze Notre Dame. Jeden z nich został ciężko ranny.

- Nie da się takiej tragedii towarzyszyć bez emocji. Mimo mojego doświadczenia, mimo tak wielu traumatycznych zdarzeń, które widziałem, naprawdę włączają się emocje. Nie mogłem usiedzieć na miejscu. Przełączałem stacje telewizyjne, by dowiedzieć się jak najwięcej. To, co się zdarzyło, to tragedia dla Paryża, dla Europy tak naprawdę. Nie można było obok tego spokojnie przejść - przełączyć telewizora na telenowelę - mówił reporterowi TOK FM.

Pożar katedry Notre Dame. "Wróciły wspomnienia"

Naczelnik Wydziału Operacyjnego Wojewódzkiej Komendy Państwowej Straży Pożarnej w Gdańsku nie kryje, że poniedziałkowe zdjęcia pokazywane przez stacje telewizyjne przywołały obrazy sprzed 13 lat. Marian Hinca brał udział w akcji gaszenia kościoła św. Katarzyny w Gdańsku. Świątynia wzniesiona w latach 1227-1239, to najstarszy kościół parafialny na gdańskim Starym Mieście. W wieży kościelnej mieści się Muzeum Zegarów Wieżowych.

- Obraz obu tych zdarzeń był bardzo podobny. Tuż przed godziną 15 otrzymaliśmy zgłoszenie o pożarze. Jeszcze w momencie dojazdu, z bardzo dużej odległości, widać było płomienie, które wychodziły już na dach kościoła. Już wtedy, przed dojazdem na miejsce, poprosiłem o wsparcie jak największej ilości sił i środków straży z całego województwa. Gołym okiem, z daleka, widać było skalę tego zdarzenia - wspominał strażak, który 13 lat temu pełnił funkcję oficera operacyjnego Komendanta Miejskiego PSP w Gdańsku.

Oczywiście między dwiema świątyniami jest bardzo wiele różnic, począwszy od wielkości, przez liczbę zgromadzonych dzieł sztuki i relikwii, po materiały, z których są zbudowane. Ale mechanizm działania strażaków, w chwili gaszenia pożaru, jest taki sam.

- Na samym początku ogrom takiej tragedii po prostu przytłacza. W pierwszej fazie należało się skupić na tym, żeby ocalić jak największą liczbę dóbr narodowych, zabytków zgromadzonych w tym kościele. Ale najcenniejszy znajdujący się tam zabytek - gdański carillon - znajdował się na samym szczycie wieży - podkreślił starszy brygadier Marian Hinca.

Mimo tego, że dach gdańskiego kościoła zawalił się, dzięki pracy strażaków z pożaru ocalała większość zabytków znajdujących się w gotyckiej świątyni. Pożar przetrwał też carillon, choć został przez ogień uszkodzony.

Jak przyznał rozmówca TOK FM, "prowadzenie akcji gaszenia oraz dbanie o zachowanie dzieł sztuki jest niezwykle trudne". - Nie wiemy przecież, w jaki sposób żywioł może ogarniać przestrzeń. Musieliśmy więc pod sklepieniem prowadzić ewakuację zabytków, a równocześnie w bezpośrednim sąsiedztwie obiektu spadały cały czas dachówki z dachu, było to ogromne zagrożenie dla zdrowia i życia strażaków - dodał.

Pożar katedry Notre Dame. "Taki sam obraz był w Gdańsku"

Jak podkreślił strażak w rozmowie z TOK FM, mimo różnic w wielkości obu świątyń, "obraz był praktycznie identyczny". - Stojące dookoła budowli zastępy strażaków, próbujące wlać wodę do rozgorzałej konstrukcji, niemoc, która też była widoczna. Bo wysokość katedry jest ogromna i na początku nie można było skutecznie dostarczyć wody do gaszenia. Taki sam obraz był w Gdańsku. My wtedy nie mieliśmy podnośników o wystarczającej wysokości. Wsparła nas straż pożarna z koncernu Lotos, która posiadała wyższy podnośnik - opowiadał.

Jak zaznaczył oficer, dzięki temu, że gdański kościół był przebudowywany, nie było tak dużej - jak w Paryżu - groźby, że świątynia się zawali. - W kościele św. Katarzyny znaczna część konstrukcji więźby dachowej była wzmocniona belkami żelbetonowymi. To mogło nam dawać odrobinę więcej pewności, że konstrukcja się nie zawali. W Paryżu, w relacjach, widać było, że mamy do czynienia z dużą ilością bardzo starego drzewa, a to jest doskonały materiał plany, który stanowi wielkie obciążenie ogniowe - powiedział szef Wydziału Operacyjnego Wojewódzkiej Komendy PSP w Gdańsku.

Starszy brygadier Marian Hinca w swojej karierze zawodowej brał udział w gaszeniu dwóch kościołów. Co ciekawe, w obu przypadkach do wybuchu pożarów doszło w trakcie prowadzonych prac remontowych.

W przypadku kościoła św. Katarzyny jak ustalili śledczy, podczas prowadzonych prac użyto szlifierki, która była zasilana przez "niefabrycznie reperowany przewód". 22 maja 2006 roku robotnicy prowadzący prace opuścili świątynię nie odłączywszy wcześniej sprzętu od prądu. Potem miało dojść do zwarcia, które wywołało pożar.

Paryska prokuratura, już kilka godzin po wybuchu pożaru, przesłuchała robotników przeprowadzających prace remontowe. Śledczy poinformowali, że ogień prawdopodobnie został wzniecony przypadkowo.

Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM

Serwis informacyjny