Zamiast występu zespołu - ważenie zawodników MMA. Tak za nowej władzy zmienia się Centrum Spotkania Kultur w Lublinie

O bezsilności wobec niszczenia dorobku i pozycji lubelskiego Centrum Spotkania Kultur napisali jego pracownicy do marszałka województwa lubelskiego. Jak przekonują, zmiana na gorsze zaczęła się wraz z nadejściem rządów nowej władzy, a konkretnie dyrektora wprost z lokalnych struktur partyjnych PiS.

Dzisiejsze Centrum Spotkania Kultur (CSK) przez ponad 40 lat było "Teatrem w budowie" - w wiecznej budowie, jak mówili niektórzy. Kamień węgielny pod budowę wielkiego teatru operowego z salą na tysiąc osób wmurowano w 1974 roku. Niedługo potem inwestycję wstrzymano i przez lata w centrum miasta stała otoczona wysokim ogrodzeniem maszkara.

Dopiero kilka lat temu (na Lubelszczyźnie rządziła wówczas koalicja PO-PSL) zdecydowano o utworzeniu tu Centrum Spotkania Kultur. Powstał obiekt nowoczesny i przestronny. Miał być miejscem tolerancyjnym, otwartym na różne kultury, w którym spotykałyby się: teatr, opera, sztuki wizualne i muzyka. I tak właśnie było przez pierwsze lata działalności. 

Od 2016 roku CSK gościło sławy z kraju i ze świata. Występowali tu m.in.: Aleksandra Kurzak i Roberto Alana, Seal, Edyta Górniak, Maryla Rodowicz czy zespoły: Pod Budą, Varius Manx, Bajm i Perfect. Ze swoimi spektaklami przyjeżdżała Krystyna Janda, a z "Filharmonią Dowcipu" - Waldemar Malicki. Widzowie obejrzeli też "Jezioro Łabędzie" z Royal Russian Balet czy "Dziadka do orzechów" z Moscow City Ballet. Tradycją stał się Festiwal Scenografii i Kostiumów "Scena w Budowie" czy Wielkanocny Festiwal im. Ludwiga van Beethovena.  

W marcu 2019 roku coś się jednak zmieniło - decyzją zarządu województwa lubelskiego (gdzie dziś rządzi PiS) pełniącym obowiązki dyrektora został Marek Krakowski, polityk, działacz PiS. Sekretarz okręgowych struktur partyjnych, który wcześniej nie miał bezpośrednich związków z kulturą przez duże K - był jedynie dyrektorem Gminnego Ośrodka Kultury, Sportu i Rekreacji w Niedrzwicy Dużej (niewielka gmina pod Lublinem). W ostatnim czasie był dyrektorem w Zarządzie Nieruchomości Wojewódzkich czy w Poczcie Polskiej. Rzeczywistość w CSK zaczęła się zmieniać. 

Nowy dyrektor, nowe porządki 

Rozmawialiśmy z grupą pracowników Centrum Spotkania Kultur, którzy napisali list otwarty do marszałka województwa Jarosława Stawiarskiego (PiS). Przekonują, że zrobili to "z bezsilności wobec niszczenia dorobku i pozycji CSK oraz działań mających znamiona nękania i mobbingu". "Bardzo liczymy na Pana wyrozumiałość i odpowiedzialność za losy regionu, lubelskiej kultury" - napisali do marszałka.

Autorami listu są ludzie, którzy w lubelskiej kulturze pracują od lat, zajmują się impresariatem, zapraszają artystów, są z nimi w niemal codziennym kontakcie. Nagle, z dnia na dzień, zostali od tego odsunięci. - "CSK traci wiarygodność wśród odbiorców i partnerów. Artyści odwracają się od instytucji, która staje się obiektem kpin. Menadżerowie rezygnują z kontraktów(…). Dyrektor zraża sponsorów i nie podpisuje umów, narażając instytucję na kolejne straty" - czytamy w liście do marszałka. Jego autorzy wspominają też m.in. o spotkaniu partyjnym z cateringiem, zorganizowanym w sali wystawowej CSK, w której w tym czasie trwała wystawa prac, objętych wysokim ubezpieczeniem.

Dyrektor Marek Krakowski nie chciał z nami rozmawiać i odnieść się do zarzutów - na naszą prośbę o spotkanie odpisał: "Nie widzę podstaw do udzielenia wywiadu(...). Zaręczam, że w Centrum Spotkania Kultur w Lublinie nie dzieje się nic niepokojącego zarówno w kwestiach repertuarowych, jak i w zakresie traktowania pracowników".

We wtorek jednak pojawił się na posiedzeniu Komisji Rewizyjnej sejmiku województwa lubelskiego. Z jego wypowiedzi wynika, że to, co mówią pracownicy, nie jest wyssane z palca. Dyrektor nie chce sprowadzać do CSK wielkich, prestiżowych wydarzeń - przyznaje, że wolałby wesprzeć rodzimych, regionalnych twórców.

- Moje plany są takie, by większy akcent położyć na dwie rzeczy. Po pierwsze, by wspierać regionalnych artystów, bo to regionalny podatnik składa się na regionalny budżet. I dwa, powinniśmy przygotować takie wydarzenie artystyczne, z którym moglibyśmy pojechać za granicę województwa i powiedzieć: To jest nasze, proszę bardzo, chwalimy się. Mamy tego misia i my tym misiem pokazujemy innym, co my potrafimy" - udowadniał Marek Krakowski. Nowy dyrektor ma więc zastrzeżenia do organizowanych w CSK wydarzeń - jesienią zaplanowane było wystawienie opery "Halka", ale z tej umowy się wycofał, uznając, że pomysł jest za drogi (przedsięwzięcie miało kosztować ponad 800 tysięcy zł). 

Za nowego dyrektora w repertuarze pojawił się np. koncert Jana Pietrzaka. Zorganizowano też pokaz kontrowersyjnego filmu wymierzonego w społeczność LGBT "Rewolucja wolności" (filmu o "korzeniach i przebiegu rewolucji antykulturowej"). Wykład przed filmem wygłosił prof. KUL, Mieczysław Ryba (znany z wypowiedzi o wydźwięku homofobicznym). - Usłyszałam wprost, że i tak zrobi co będzie chciał. Nie pozostawia złudzeń co do kierunku swoich działań - mówi nam jedna z pracownic CSK. 

"Dzieła artystycznego tam nie było"

W centralnym punkcie CSK - zgodnie z koncepcją architekta - miało rosnąć drzewo. Okazało się jednak, że w takim miejscu nie będzie mieć dobrych warunków do rozwoju, dlatego zdecydowano, że drzewo powstanie, ale stalowe, ozdobione żywymi roślinami. Projekt przygotował Jarosław Koziara. Konstrukcja stanęła, kupiono też odpowiednie oświetlenie. Drzewo miało być wizytówką Centrum Spotkania Kultur. Dyrektor zarządził jednak, by konstrukcję rozebrać. "Sposób, w jaki dyrektor potraktował moją rzeźbę - instalację, która była w trakcie realizacji, świadczy o niebywałej ignorancji tego człowieka. Nie zapytał mnie o zdanie, o ideę, o formę i dalsze plany, a tego wymaga podstawowa forma kultury osobistej" - napisał na FB zaskoczony artysta.

"Dynamiczna, organiczna forma miała rosnąć wraz z instytucją, dotleniać ją, tworzyć mikroklimat, ocieplać wizualnie zimne betonowe wnętrze. Ignorant nazwał to dziwadłem, bo jeszcze nigdy czegoś takiego nie widział, i skokiem na kasę. Redukowaliśmy zakładane koszty do absolutnego minimum - pisał dalej Koziara.

- Dzieła artystycznego tam nie było - oświadczył zaś dyrektor Marek Krakowski na posiedzeniu Komisji Rewizyjnej.

O tym, jakie jest podejście Marka Krakowskiego do zarządzania CSK świadczy jeszcze jeden cytat z posiedzenia komisji rewizyjnej. Dyrektor był pytany o współpracę z Radą Programową CSK. Z jego słów wynika, że owszem, będzie współpracować, ale tylko wtedy, gdy rada będzie mieć taką wizję artystyczną jak on. - Pewne zmiany koncepcji programowych będą. Nie będzie tak, że się będzie sprowadzało i dopłacało do tego, by przedstawić np. "Ucztę" - tam biegają sobie z gołym wszystkim, co możliwe, i pokazują wszystko, co możliwe, na różne sposoby. Chcę wyraźnie powiedzieć, że mam inny gust artystyczny niż ci, którzy biegają i wkładają sobie jajka w odpowiednie miejsca. Jeżeli Rada Programowa jest tym zachwycona, to jest nam nie po drodze. Jeżeli rada stwierdzi, że kierunek artystyczny faktycznie wymaga nowej koncepcji, to będzie nam po drodze - dodał Krakowski.

Rozmowy z artystami czy ich menadżerami? Proszę czekać

W liście otwartym, wśród zarzutów pracowników CSK wobec Marka Krakowskiego, pojawia się temat  traktowania pracowników - autorzy piszą o nękaniu, molestowaniu i mobbingu. "Czujemy się zastraszeni i zmanipulowani. Pan Krakowski - pełniący obowiązki dyrektora - straszy pracowników zwolnieniami, insynuuje wyszukiwanie powodów dyscyplinarnych. Pozwala sobie na seksistowskie uwagi i gesty, zwłaszcza wobec kobiet. Dotyka i bawi się odruchowo elementami garderoby. Zapraszając do gabinetu po wielogodzinnych oczekiwaniach, które serwuje zestresowanym pracownikom (…) przejęzycza się, mówiąc zamiast proszę - 'prącie'" - piszą pracownicy w swoim liście otwartym.

Z naszych informacji wynika, że jest problem, by spotkać się z dyrektorem w sprawie planowanych wydarzeń, zapraszanych gości czy podpisywanych umów. Jeden z pracowników, koordynator wydarzeń opisuje: Powszechna jest praktyka wielogodzinnego wyczekiwania pod gabinetem dyrektora. Ktoś siedzi i czeka drugą czy trzecią godzinę, dyrektor wychodzi z gabinetu i mówi: "A państwo to nie mają nic do roboty?". A ludzie siedzą tylko dlatego, że czekają na decyzje. Decyzje w sprawach programowych, bo sprawy stoją w miejscu.

Pracownicy podkreślają codzienny stres, nerwy, straszenie. "Dyrektor doprowadza do załamań nerwowych, lęków i odruchów depresyjnych potwierdzonych przez lekarzy" - czytamy w liście. - Ludzie nie są w stanie udźwignąć takiego traktowania. Trudno się dziwić, że część osób musiała wziąć zwolnienia lekarskie - dodają nasi rozmówcy. A sam dyrektor alarmuje, że przez zwolnienia - jak twierdzi - około 30 procent załogi, nie było komu wypełniać obowiązków. Dlatego w okresie od marca do maja musiał zatrudnić 5 osób (w sumie w CSK jest ponad 80 pracowników). Są już przypadki, że niektórzy sami odchodzą, bo nie wytrzymują psychicznie.  

"Murzynek z Etiopii może zatańczyć. Taniej"

Pracownicy mówią też o dyskryminujących komentarzach. "Dyskryminuje nie tylko pracowników, ale również artystów np. ze względu na kolor skóry, pochodzenie, rzuca inwektywy pod ich adresem" - napisali w liście do marszałka Lubelszczyzny.

Przykład? W ramach obchodów Międzynarodowego Dnia Tańca w Lublinie miał wystąpić znany na świecie zespół Hofesh Shechter Company z Wielkiej Brytanii. Połowę kosztów miało pokryć CSK, a drugą połowę - Lubelski Teatr Tańca. Dyrektor niemal w ostatniej chwili zmienił zdanie - oświadczył, że musi ograniczyć wydatki o 40 tysięcy zł. Przy okazji pojawiły się komentarze dotyczące stawek finansowych, które podali Brytyjczycy, rzekomo wygórowanych. - W tym zespole występują m.in. ciemnoskórzy tancerze. W tym kontekście padło stwierdzenie, że można wziąć przecież jakiegoś Murzynka z Etiopii i też zatańczy na sali - opowiada jeden z naszych rozmówców. - Chodziło o to, że tak byłoby taniej... - dodaje.

Zamiast występu zespołu, ważenie zawodników MMA

Wedle naszych rozmówców, dyrektor chce się zupełnie odciąć od miasta i wszelkich miejskich inicjatyw kojarzonych z prezydentem Lublina, Krzysztofem Żukiem z Platformy Obywatelskiej. Jeden z kierowników przy okazji któregoś z koncertów miał usłyszeć od Marka Krakowskiego, że logo miasta ma być tak pokazane na plakacie czy billboardzie, by go w ogóle nie było widać. 

W tym roku Lublin hucznie obchodzi 450-lecie zawarcia Unii Lubelskiej. Z tej okazji miasto zaplanowało szereg wydarzeń, w tym Kongres Dwóch Unii, który trwa od 13 do 15 maja. Część wydarzeń, w tym np. debata o Unii Lubelskiej i Unii Europejskiej, z udziałem szeregu gości z kraju i ze świata, była wstępnie zaplanowana w CSK. Ostatecznie trzeba ją było przenieść do mniejszej, miejskiej instytucji - do Centrum Kultury.

Są i inne przykłady, które nie dotyczą już współpracy z miastem, ale pokazują, jak wygląda sytuacja w CSK, np. odwołanie widowiska na największej Sali Operowej w CSK w wykonaniu zespołu z Ukrainy Dagh Daughters  (występowi miały towarzyszyć nowoczesne, multimedialne pokazy światła i dźwięku, bo sala ma w tym zakresie ogromne możliwości) i przeniesienie go do małego Klubu Muzycznego. Dlaczego? - Bo zdecydowano, że w tym czasie w największej w tej części Polski sali operowej ma się odbyć... ważenie zawodników MMA. I się odbyło - opowiadają nasi informatorzy.

Inny z przykładów - wystawa plakatów, na których miejscami były kolory tęczy, kojarzącej się niektórym wyłącznie z homoseksualizmem. - Usłyszeliśmy od dyrekcji, że takich plakatów więcej tutaj nie będzie - mówi jeden z naszych rozmówców.

Dyrektor odpiera zarzuty, marszałek milczy

Sam Marek Krakowski nie ma sobie nic do zarzucenia - z jego wypowiedzi na spotkaniu z radnymi wynika, że ma duże zastrzeżenia do kwestii finansowych za poprzednich rządów w CSK. W jego ocenie, można mieć zastrzeżenia do wydatkowania pieniędzy publicznych. Sam przyznał jednocześnie, że poprzedni rok CSK zakończyło bez straty - miało ponad 54 tysiące złotych na plusie.

O rozmowę na temat sytuacji w lubelskiej kulturze poprosiliśmy marszałka województwa, Jarosława Stawiarskiego. - Rozmawiałem z marszałkiem. Nie będzie komentował sytuacji w CSK - przekazał nam rzecznik marszałka, Remigiusz Małecki. O liście otwartym też rozmawiać nie chciał, argumentując, że jeszcze go nie czytał.

- Chciałbym być złym prorokiem, ale obawiam się, że Centrum Spotkania Kultur w krótkim okresie czasu, w realiach przedwyborczych stanie się tubą propagandową partii rządzącej. Przyszłość widzę w bardzo czarnych barwach - mówi nam jeden z najbardziej doświadczonych pracowników. Inny dodaje, że z prestiżowej, renomowanej instytucji kultury CSK zmienia się w gminny ośrodek kultury. - Bo tak to na dziś wygląda - słyszymy.

Więcej o:

APLIKACJA TOK FM

Serwis informacyjny

Komentarze (80)
Centrum Spotkania Kultur w Lublinie. Nowy dyrektor, nowe porządki i rozgoryczenie pracowników
Zaloguj się
  • acototak

    Oceniono 22 razy 20

    Propaganda i Socrealizm

  • earthboundmisfit

    Oceniono 19 razy 17

    Bolszewia niszczy kulturę polską. "Halkę" zastąpić koncertem Pietrzaka? MMA wydarzeniem kulturalnym?

  • kotprezesa

    Oceniono 19 razy 17

    Skoro wystarczy walić konia by zostać dyrektorem stadniny, to pod kulturę można podciągnąć występy pietrzaka.
    "Nie matura......"
    Nieprawdaż, piSSowsko-kremlowskie kundle?

  • c.t.k

    Oceniono 19 razy 17

    Zauważyliście może, że od pewnego czasu PIS nie używa sformułowania o woli suwerena wprowadzania zmian?.
    Suweren się wk*rwił?.

  • wmr2000

    Oceniono 17 razy 15

    Europa kończy się na Odrze

  • cynamon_10

    Oceniono 17 razy 15

    T.W. Pietrzak

  • sojer2006

    Oceniono 15 razy 13

    Wrocławski teatr bis. Najpierw wszystko zniszczyć, a potem wypłacić sobie kasę przed odejściem.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX