Zbigniew Janas: Zwycięstwo Solidarności nie było podane na talerzu. Tyrałem od rana do nocy jeżdżąc ze spotkania na spotkanie

Tysiące wolontariuszy i oklejone samochody, którymi jeździliśmy po ulicach Gdańska i Gdyni. Nikt nie protestował, że tworzą się korki. Radość była przeogromna - mówił w TOK FM o atmosferze czerwca 1989 roku Jerzy Borowczak, opozycjonista w czasach PRL.

Trwają obchody 30. rocznicy pierwszych częściowo wolnych wyborów parlamentarnych w Polsce. Na antenie TOK FM Jerzy Borowczak oraz Zbigniew Janas - działacze opozycji w czasach PRL - wspominali tamten okres i nadzieje i obawy, które im wówczas towarzyszyły.

Zbigniew Janas mówił, że był zadowolony z tego, co udało się wynegocjować podczas Okrągłego Stołu i szczęśliwy, że do takich rozmów w ogóle doszło. Podkreślał, że sytuacja podziemnej Solidarności była wtedy trudna. Doskwierał m.in. kłopot ze znalezieniem ludzi do działania. - Okrągły stół jest możliwy wtedy, kiedy obie strony są słabe i słabną. Gdyby któraś ze stron była mocna, to nie usiadłaby do rozmów. My wiedzieliśmy w jakiej jesteśmy sytuacji - mówił.

Przyznał, że wbrew temu, co wiele osób myśli, nie zasiadł przy okrągłym stole, ponieważ był w tym czasie w Stanach Zjednoczonych. - Miałem tam przekonywać wszystkich  najważniejszych ludzi, których spotkam (…), że to co się dzieje w Polsce, to jest coś przełomowego i wielkiego - wspominał.

"Ogromnie się bałem, że podzielimy się władzą"

Jerzy Borowczak z kolei podkreślił, że przed obradami Okrągłego Stołu istniało wiele niewiadomych. Przypomniał, że stoczniowcy wcale nie byli zadowoleni, że - zgodnie z tym, co ustalił Lech Wałęsa - rozmowy z komunistami miały się odbyć bez żadnych warunków wstępnych.

- Bałem się sytuacji, że pójdziemy do tego stołu i podzielimy się władzą. Tego się ogromnie bałem i mówiłem, że jeśli ta gospodarka jest w takim stanie, jeśli my się do tego rządu dotkniemy, to ludzie nie będą źli na komunistów, ale na nas - opowiadał Jerzy Borowczak.

Ostatecznie przyznał, że z perspektywy lat widzi, że warto było ryzykować, choć nie wszystko się udało. Z kolei działania Lecha Wałęsy porównał do zwycięstwa marszałka Józefa Piłsudskiego nad bolszewikami.

- On miał wtedy skromne siły i Wałęsa też miał skromne siły, ale tymi siłami potrafił wywalczyć tak dużo - powiedział opozycjonista PRL.

Borowczak dodał, że zdaje sobie sprawę z tego, że dziś wiele osób zarzuca im współpracę z komunistami i krytykuje ustalenia z tamtych lat. - Ale to zarzucają nam ludzie, którzy nie byli w żadnej organizacji. Byli indywidualistami, oni ciągle nas atakują, a mogli zaproponować coś lepszego - stwierdził.

Atmosfera Gdańska w 1989? "Tego się do końca życia nie zapomni"

Pytany o atmosferę, jaka panowała 4 czerwca '89 roku w Gdańsku Borowczak odparł bez cienia zawahania: "Tego się do końca życia nie zapomni". - Było tysiące wolontariuszy, oklejone samochody, którymi jeździliśmy po ulicach Gdańska i Gdyni wielką kolumną. Nikt nie protestował, że tworzą się korki. Radość była przeogromna - wspominał.

Zbigniew Janas podkreślał z kolei, że zwycięstwo Solidarności - wbrew temu, co wielu przypuszcza - "nie zostało podane na talerzu". - To była niesłychanie ciężka praca - mówił. Zaznaczył, że największy wysiłek wykonali sami kandydaci. - Ja tyrałem od rana do nocy jeżdżąc ze spotkania na spotkanie. Odbyłem jakąś nieprawdopodobną liczbę spotkań z ludźmi i to nie takich wiecowych, ale w małych gremiach - opowiadał. Jak dodał, w kampanię licznie angażowali się artyści. Wymienił m.in. Daniela Olbrychskiego, Beatę Tyszkiewicz czy Annę Nehrebecką.

- Oni z nami jeździli na te wszystkie spotkania, wprowadzali w nastrój poważnej dyskusji (…),bo sprawa była potwornie poważna. Chodziło o Polskę, o wielkie zmiany i o to, że mamy szansę odzyskać niepodległość i wolność - podkreślił.

Frekwencja? Liczono na więcej

Na koniec goście TOK FM rozmawiali o frekwencji, którą odnotowano podczas czerwcowych wyborów, tj. 62 procent.

Zbigniew Janas stwierdził, że gdyby taki wynik był we wszystkich wyborach w Polsce [już wolnych - red.], to byłby to powód do radości. Natomiast wtedy odczuwano jednak pewien zawód. Zakładano bowiem, że do urn pójdzie więcej osób.

- Ja myślę, że to była trochę nasza wina, bo od lat siedemdziesiątych namawialiśmy ludzi, żeby na wybory nie chodzili. Sam rozwieszałem ulotki, że trzeba je bojkotować, więc jak już w końcu było wolno, to ludzie odetchnęli. Poczuli, że mogą [iść głosować - red.], ale nie muszą - dopowiedział z kolei Jerzy Borowczak.

Zbigniew Janas podkreślił jednak, że frekwencja wyborcza to istotny czynnik każdych wyborów i nadal powinno się robić wszystko, aby zachęcać ludzi do uczestnictwa w głosowaniu, zwłaszcza młodych. - To jest dosyć przerażające, że młodzi ludzie nie chodzą na wybory, nie czują odpowiedzialności za kraj. Ale to znaczy, że musimy z nimi być, chodzić do młodzieży i rozmawiać z nimi o Polsce - podsumował.

Posłuchaj całej rozmowy!

Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM

Serwis informacyjny

Komentarze (4)
Zbigniew Janas: Zwycięstwo Solidarności nie było podane na talerzu. Tyrałem od rana do nocy jeżdżąc za spotkania na spotkanie
Zaloguj się
  • pumpernik

    Oceniono 3 razy 3

    ZBOWiD.

  • krawat23

    Oceniono 2 razy 2

    p. Janas , to jest normalne , że aktywiści w takich chwilach pracuja bardzo intensywnie, nagrodą bedzie pozycja w nowym układzie politycznym. W 1944 lewicowcy tez dzialali aktywnie, niektórych nawet kosztowało to życie

  • 2bxornot2b

    Oceniono 4 razy 0

    Wartowspomniec o dosc szokujacym planie decentralizacji panstwa, ktory wyplyal z kregow opozycji, wskazujacym jednoznacznie na przystapienie przez totalna targowice do konkretnych projektow rozbiorowych. Mowi sie tam o linii Narwii i Bialowiezy. To sygnal iz nie ma zgody w panstwach osciennych na samodzielne rzady Pooakow i albo kondominium i komradorskie rzady eksploatacji zasovbow panstwa, albo likwidacja panstwowosci lub panstwowosc w stanie niesterowalnosci i bezwladu.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX