Współautorka tekstów o Lisińskim: To ma znaczenie, czy on jest uczciwy, całą fundację zbudował na zaufaniu

O Marku Lisińskim wiemy, że nieraz kłamał. Wyłudził pieniądze od podopiecznej fundacji, której przewodzi. Czy skłamał też w sprawie księdza Zdzisława? - zastanawiała się w TOK FM Katarzyna Surmiak-Domańska, dziennikarka "Gazety Wyborczej" i współautorka tekstów o Lisińskim.

"Gazeta Wyborcza" kontynuuje dziennikarskie śledztwo w sprawie Marka Lisińskiego, byłego szefa Fundacji "Nie lękajcie się". W poniedziałkowym wydaniu dziennikarki Katarzyna Włodkowska i Katarzyna Surmiak-Domańska opisały, jak Lisiński miał pożyczać pieniądze od księdza, którego potem oskarżył o wykorzystywanie seksualne.

Na antenie TOK FM Jakub Janiszewski rozmawiał ze współautorką tekstów Katarzyną Surmiak-Domańską. Dziennikarka wskazywała, dlaczego kwestia uczciwości Marka Lisińskiego jest ważna. Mówiła też, jak wyglądał proces oskarżonego księdza, który - zdaniem autorki - budzi szereg wątpliwości, podobnie jak sprawa samego molestowania Lisińskiego.

- Sprawa jest skomplikowana. Ksiądz Zdzisław Witkowski nie jest bez winy. Molestował wiele osób, czego się nie wypiera. To nie były brutalne gwałty, ale miał złą reputację i były na niego skargi do kurii, do diecezji płockiej - mówiła.

- Kiedy w 2010 roku pojawiło się oskarżenie Marka Lisińskiego, że on jest również ofiarą [księdza - red.] sprzed 30 lat, to było już wtedy, kiedy były na niego skargi. Dlatego w wyroku sądu biskupiego, który orzekł winę księdza, jest mowa o recydywie. A o Lisińskim wiemy, że nieraz kłamał. Wyłudził pieniądze od podopiecznej fundacji, której przewodzi. Czy kłamał też w sprawie księdza Zdzisława? - zastanawiała się Katarzyna Surmiak-Domańska.

Ksiądz miał świadków, nikt ich nie wysłuchał

Dziennikarka podkreśliła, że według niej to zastanawiające, jak wiele osób uznaje, że wyrok kurii w sprawie księdza Witkowskiego zamyka sprawę.

- Czy ktoś łudzi się, że ktoś z kurii robił śledztwo w tej sprawie i dociekał, co się stało? Jeździł po mazowieckich wioskach i miasteczkach próbując coś ustalić? My z drugą artykułu [Katarzyną Włodkowską  - red.] próbowałyśmy ustalić, jak wygląda wydanie takiego wyroku i jakie są konsekwencje - wskazała Surmiak-Domańska.

- Proces kanoniczny zaczął się w 2011 roku i trwał 3 lata. Nie pojawił się ani jeden świadek. Ksiądz miał ośmiu świadków, którzy chcieli mówić o jego niewinności, ale biskup nie powołał żadnego z nich, nie doszło do konfrontacji powoda z pozwanym. Mamy zatem prawo podejrzewać, że to dochodzenie było wyjątkowo niedbałe. Lisiński nie zgłosił żadnego świadka. Najbardziej bulwersujące, że sąd cywilny też bagatelizuje zeznania świadków, a w orzeczeniu powołuje się na wyrok kościelny. Bo wydał go biskup, a nie zwykły człowiek - mówiła dziennikarka "Gazety Wyborczej"  w TOK FM. 

Cała pozycja Lisińskiego opiera się na statusie ofiary

Katarzyna Surmiak-Domańska zaznaczyła, że sytuacja budzi bardzo wiele wątpliwości i to nie jest bez znaczenia dla postrzegania Marka Lisińskiego.

- Cała pozycja Lisińskiego opiera się na statusie ofiary. Gdyby nie był ofiarą, nie poznałby Ekke Overbeek, autora książki "Nie lękajcie się", nie stworzyłby fundacji o tej samej nazwie, nie byłby jej prezesem, ofiary nie kontaktowałyby się z nim. Marek wzniósł swoją historię na tym, że jest jedną z ofiar - mówiła dziennikarka. Podkreśliła, że ci, którzy zostali skrzywdzeni przez duchownych i zaufali fundacji, opowiadali Lisińskiemu swoje sekrety i bolesne tajemnice. - Dawali namiary na sprawców, na księży, którzy dziś funkcjonują być może beztrosko i nie wiedzą, że ktoś ma na nie haki. Co by się stało, gdyby ten cały nagrany materiał, rozmowy z ofiarami dostały się w niepowołane ręce, na przykład szantażysty? - zastanawiała się Surmiak-Domańska.

- Tutaj nie jest bez znaczenia, czy Marek Lisiński jest uczciwym człowiekiem czy nie, bo na nim spoczywa ogromna odpowiedzialność - powiedziała.  

Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM

Serwis informacyjny

Komentarze (3)
Współautorka tekstów o Lisińskim: To ma znaczenie, czy on jest uczciwy, całą fundację zbudował na zaufaniu
Zaloguj się
  • dar61

    Oceniono 1 raz 1

    „...bo na nim spoczywa ogromna odpowiedzialność...”.
    Spoczywała. Zrzekł się swej funkcji w fundacji tuż przed Wyborczej artykułem o swych wyłudzeniach. Na szczęście

    Autorki artykułu Wyborczej przyłożyły się do swego już chyba półrocznego śledztwa. Dało to wyważony i dobrze obudowany wywiadami zestaw faktów. Smutnych faktów.
    Więcej Katarzyn nam trzeba.

    Na gazeta.pl dziwnie omijany to dziś temat.

    ****
    '...My z drugą artykułu...'
    Podrugą [czyt. 'padrugą']?
    Druhą? Chyba 'druhną'?
    Nie. Z drugą Katarzyną.

    ****
    '...nie poznałby Ekke Overbeek, autora książki...'
    >>> EKKEGO

    '...na księży, którzy dziś funkcjonują być może beztrosko i nie wiedzą, że ktoś ma na nie haki...'
    >>> na NICH

  • mgrstepien

    0

    Najbardziej komiczne jest to, że ta idiotka Joanna "dwa psy" S. Wielgus, zawiozła Mareczka do Watykanu, gdzie Papież "nie lubię bakterii" Franciszek wycałował go po lepkich rączkach.
    Kijowski jak się dowiedział, to pewnie się walnął dłonią w czoło i jęknął: "rak trzustki - że też na to nie wpadłem...".

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX