MEN nie chce dopłacać samorządom za reformę edukacji. Wiceprezydent Warszawy grozi ministrowi edukacji sądem

Samorządy domagają się od rządu zwrotu kosztów poniesionych na przystosowanie szkół do reformy edukacji. Chodzi o ponad 100 mln zł. Według nowego szefa MEN, żądania są nieuzasadnione. Wiceprezydent Warszawy odpowiada: "Spotkamy się w sądzie".

Władze 10 miast apelują, aby rząd - z państwowego budżetu - zwrócił im ponad 103 mln złotych. To pieniądze, które - zdaniem samorządowców - zostały przez nich wydane m.in. na przystosowanie budynków szkół i remonty związane z likwidacją gimnazjów.

Rachunek trafił początkowo do Ministerstwa Finansów, ale stamtąd został odesłany do resortu edukacji. Nowy jego szef na wtorkowej konferencji prasowej przekonywał, że ministerstwo przekazało już środki na zadania związane z wdrożeniem reformy oświaty. Na więcej samorządy nie mają co liczyć. - My nie mamy takich środków. To są duże pieniądze, które naszym zdaniem nie są uzasadnione. Nie ma powodu, aby je zwracać. Ministerstwo dofinansowało te zadania, które były związane z reformą strukturalną - powiedział dziennikarzom Dariusz Piontkowski.

Odpowiedzialna za edukację wiceprezydent Warszawy Renata Kaznowska przyznaje, że innej odpowiedzi ze strony resortu się nie spodziewała. Zapowiada, że samorządowcy będą podejmować kolejne kroki. - Zdziwiłabym się, gdyby nagle ministerstwo zrozumiało swój błąd i postanowiło dopłacić tę różnicę, dlatego spotkamy się w sądzie - stwierdza.

Kaznowska przekonuje, że ratusz - na poniesione przez Warszawę koszty - ma dowody. - To są twarde dane, poparte fakturami. Nie ma tam jednej złotówki, która nie miałaby związku z reformą oświaty. W Warszawie to było ponad 60 mln zł, a zwrócono nam ledwie 3,5 mln zł - mówi wiceprezydent. Oprócz Warszawy zwrotu pieniędzy domagają się m.in.: Białystok, Gdańsk i Wrocław.

Zabraknie miejsc w szkołach średnich?

Z informacji podawanych przez stołeczny ratusz wynika, że w samej Warszawie brakuje około 7 tysięcy miejsc w liceach. Urzędnicy dla tzw. podwójnego rocznika przygotowali w pierwszych klasach szkół średnich ponad dwa razy więcej miejsc niż w ubiegłym roku - ponad 43 tysiące. Chętnych jest niemal o 4 tys. więcej. Dodatkowo - jak informowali urzędnicy - 3,5 tys. miejsc w szkołach branżowych i technikach nie ma w ogóle wzięcia, ponieważ uczniowie wolą licea.

Podczas wtorkowej konferencji prasowej szef MEN Dariusz Piontkowski zapewniał, że miejsc w szkołach wystarczy dla wszystkich. - Jesteśmy pewni, że ta sytuacja nie budzi wątpliwości. Rodzice mogą być pewni, że ich dzieci znajdą miejsce - powiedział.

Jak wyjaśnił, wątpliwości co do liczby miejsc wynikają z tego, że "w niektórych dużych miastach samorządy zdecydowały się na ruch, który pozwala absolwentom szkół podstawowych i gimnazjów na złożenie dokumentów do większej liczby szkół". - To powoduje, że w systemie ten sam uczeń pojawia się wielokrotnie, co może sprawiać wrażenie, że liczba uczniów ubiegających się o miejsca w szkołach średnich jest zdecydowanie większa niż ta rzeczywista liczba absolwentów - powiedział minister.

Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM

Serwis informacyjny

Komentarze (4)
Reforma edukacji. Wiceprezydent Warszawy grozi sądem ministrowi
Zaloguj się
  • szpung

    Oceniono 6 razy 4

    Bolszewia nigdy nie ma pininedzy.

  • zloty_cielec69

    Oceniono 2 razy 2

    na na rydzola i nagrody pieniądze są!!!! qwa!

  • Skaut78

    Oceniono 2 razy 2

    I co ty na to, mlaskająca mordo? Ty dyktatorku chory psychicznie. Zniszczyć to potrafisz jak mało kto.

  • optymistaa43

    Oceniono 1 raz 1

    W Polscezyd kaczynski robi wszystko by zydactwotypu Zalewska rozwalali oswiate bo, Polak powinien byc durny i bedzie wybieral jak dzisiaj.Pomaga im w tym klecznik Gowin.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX