Minister zabrał głos ws. wolnych krów, ale wątpliwości są nadal. Sprawdzamy fakty

W temacie wolnych krów z Deszczna jest nadal wiele niedomówień. Nie wiadomo np. jakie dokładnie prawa wobec nich ma opiekujące się stadem Biuro Ochrony Zwierząt oraz dokąd trafią zwierzęta.

Wiemy już, że zdaniem ministra rolnictwa Jana Krzysztofa Ardanowskiego stado wolnych krów ma żyć, przynajmniej do czasu, gdy poznamy wyniki ich badań. Minister Ardanowski powiedział o tym na antenie radiowej Trójki, zapewniając, że zdrowe krowy nie zostaną ubite, a chore - tak.

Żeby tak się stało, potrzebne jest jeszcze jednak formalne uchylenie decyzji Powiatowej Lekarz Weterynarii o likwidacji stada, o czym przypomina w najnowszym stanowisku Polskie Towarzystwo Etyczne.

Minister poruszył też parę innych kwestii, którym warto przyjrzeć się bliżej.

Do kogo należy stado?

Ardanowski mówił m.in., że "jest problem z ustaleniem właściciela stada" - minister nawiązał do doniesień, że właścicielem stada jest teraz organizacja pozarządowa Biuro Ochrony Zwierząt.

Jak przekonuje BOZ, właścicielem stada jest nadal Paweł Skorupa, dotychczasowy właściciel krów. W listopadzie 2018 r. sąd w Gorzowie skazał go za znęcanie się nad zwierzętami (poprzez ich zaniedbanie) na 4 miesiące pozbawienia wolności w zawieszeniu na 2 lata. Skorupa dostał też trzyletni zakaz posiadania krów. 

Rolnik przekazał stado w czwartek, w formie pisemnej, Biuru Ochrony Zwierząt z Zielonej Góry na czas, gdy sam krów nie może posiadać. Nie oznacza to jednak, że przestał być ich właścicielem. Nie wiadomo, co to w praktyce oznacza: tzn., jakie prawa względem stada ma obecnie BOZ.  

Kto przyjmie krowy z Deszczna?

 "Pan, który deklarował, że chce do siebie te krowy przyjąć (...), teraz się z tego wycofuje" - mówił minister o rolniku z Czarnocina, do którego chcą krowy wysłać ich obrońcy.

Tymczasem rolnik o którym mowa, Witold Bieschke, nadal chce przyjąć krowy. Przypomnijmy, że Witold Bieschke prowadzi gospodarstwo rolne w otulinie rezerwatu Czarnocin i to do niego właśnie krowy miałyby trafić w roli "żywych kosiarek". To oznacza, że żyłyby - tak jak teraz - na dworze przez cały rok. Takiego właśnie życia chcą dla krów ich obrońcy.

Skąd więc doniesienia Ardanowskiego, że Bieschke się wycofuje? Zapewne stąd, że rolnik wycofał się jedynie z oferty, iż krowy mogą trafić do niego już na czas trwania kwarantanny. Bieschke usłyszał od lekarza weterynarii, że jeśli przyjmie nieprzebadane stado, to otrzyma zakaz handlowania własnymi krowami. W związku z tym wysłał powiatowemu lekarzowi weterynarii oświadczenie, że przyjmie do siebie zwierzęta, pod warunkiem, że będą zdrowe oraz że uzyska na to zgodę tego właśnie lekarza. 

Wcześniej Ardanowski oświadczył na Twitterze, że stado zostanie "wyizolowane w gospodarstwie państwowym" i że trwają poszukiwania rolników, którzy zechcą zdrowe krowy przyjąć.

Zgodnie z poniedziałkową decyzją Głównego Lekarza Weterynarii stado ma jednak pozostać w miejscu, w którym obecnie przebywa aż do czasu przeprowadzenia badań. A chętnych rolników szukać nie trzeba, bo zgłosił się już przecież Witold Bieschke. Co więcej, rolnik w rozmowie z nami podtrzymał, że jest gotowy ponieść koszty związane z badaniem krów. 

Stado trzeba zbadać

Co dalej? Najważniejsze jest przeprowadzenie badań. Czuwający przy krowach i BOZ skarżą się, że powiatowa lekarz weterynarii Edyta Sawicka utrudnia ich rozpoczęcie.

Izabela Kwiatkowska z BOZ w rozmowie z nami powiedziała, że prosiła Edytę Sawicką o wyznaczenie terminu na za kilka dni, tak by czuwający przy krowach mogli zadbać o sprzęt i warunki do ich przeprowadzenia. Jak mówi, nie otrzymała odpowiedzi. My także zapytaliśmy powiatową lekarz weterynarii o termin badania i również czekamy na odpowiedź. 

Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM

Serwis informacyjny

Komentarze (1)
Minister zabrał głos ws. wolnych krów, ale wątpliwości są nadal. Sprawdzamy fakty
Zaloguj się
  • pjck

    Oceniono 3 razy 3

    "Wolne krowy"... jak to fajnie brzmi. Jak "Wolni Francuzi" albo "Wolna grupa Bukowina" czy coś...

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX