Kowalska pyta Scheuring-Wielgus o audyt w Fundacji "Nie lękajcie się". "Wygląda to trochę jak działanie Kościoła wobec ofiar księży-gwałcicieli"

- Przychodzi ofiara, mówi, że dzieje się coś złego. Nikt jej nie wierzy - w ten sposób Agata Kowalska podsumowała postawę fundacji "Nie lękajcie się" wobec Katarzyny, którą miał oszukać Marek Lisiński. O tym, jak wyglądało wyjaśnianie tej sprawy, mówiła na antenie TOK FM Joanna Scheuring-Wielgus z Rady Fundacji.

4 lipca mają być znane wyniki audytu w Fundacji "Nie lękajcie się". Zarządzono go po publikacjach "Gazety Wyborczej", która napisała, że Marek Lisiński, były już prezes fundacji, miał wyłudzić pieniądze od jednej z ofiar molestowania seksualnego przez księdza. Na antenie TOK FM Joanna Scheuring-Wielgus, posłanka i członkini Rady Fundacji, zapewniała, że wszystkie informacje zostaną upublicznione. Opowiadała też, co udało się zrobić do dziś: m.in. wynająć księgowego do przejrzenia dokumentów fundacji, wysłać do prokuratury zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez Marka Lisińskiego, a także zawnioskować o wykreślenie go z zapisów dotyczących fundacji w Krajowym Rejestrze Sądowym. - Audyt odbywa się zgodnie z ustawą o rachunkowości, prawem podatkowym i statutem fundacji. Jak będzie gotowy, zostanie upubliczniony - deklarowała Scheuring-Wielgus. 

"Nie wierzyliśmy, bo nie było dowodów"

Agata Kowalska pytała posłankę o jej rolę w wyjaśnianiu całej sprawy. Przypomnijmy, że "Gazeta Wyborcza" napisała, że Marek Lisiński, były już prezes Fundacji "Nie lękajcie się", miał wyłudzić pieniądze od Katarzyny, w dzieciństwie molestowanej przez księdza, która przed sądem wywalczyła odszkodowanie w wysokości miliona złotych. Lisiński miał zwrócić się do niej o pożyczkę, argumentując swą prośbę gromadzeniem pieniędzy na leczenie - twierdził, że choruje na raka. Nie przedstawił jednak żadnej dokumentacji medycznej potwierdzającej tę diagnozę ani sam proces leczenia. 

Katarzyna w niedawnym wywiadzie w "Gazecie Wyborczej" powiedziała, że w kwietniu, czyli na miesiąc przed wybuchem sprawy, próbowała - przez znajomą - skontaktować się z Joanną Scheuring-Wielgus. "Znajoma Marioli zna dobrze panią poseł. Sama się zaoferowała, że jej opowie o moich podejrzeniach. Wiem, że rozmawiała z panią Scheuring-Wielgus w kwietniu i usłyszała od niej: ale o co chodzi, przecież Marek jest naprawdę chory, i że tę informację potwierdziła jej sama pani Anna Frankowska, inna członkini rady" - mówiła Katarzyna. Jak dodała, już po tym, gdy sprawa wyszła na jaw, Frankowska skontaktowała się z nią. W trakcie korespondencji rozmówczyni "GW" przekazała jej taki przebieg wydarzeń: "W kwietniu wyznaczona przeze mnie osoba rozmawiała z panią Joanną Scheuring-Wielgus i powiedziała jej, że podejrzewam, że prezes Fundacji mnie oszukał. Wróciły do mnie wiadomości, że pani posłanka potwierdziła, że Marek jest chory, najprawdopodobniej wiedząc to od pani. I nic z tym nie zrobiła, nie zareagowała". 

- Nikt z rady fundacji nigdy nie miał bezpośrednich kontaktów z Katarzyną. Być może to był błąd, że miał je tylko Marek Lisiński - komentowała na antenie TOK FM Joanna Scheuring-Wielgus. - Informacje, które docierały do nas, wszystkie podejrzenia nie były poparte żadnymi dowodami czy dokumentami. Dowiedzieliśmy się, kiedy dostaliśmy zgłoszenie od ofiary, to był donos, a koronnym dowodem była rozmowa z Lisińskim, kiedy się przyznał. To był dla nas dowód - tłumaczyła posłanka. Przyznała, że rzeczywiście doszło do kontaktu opisanego przez Katarzynę, ale dla niej "było to dziwne". - Ja nie znam tej osoby, zastanawiałam się, skąd ta osoba ma mój numer telefonu. Wydało mi się to podejrzane, bo ona powiedziała, że współpracuje z fundacją, o czym mi nie było wiadomo - broniła się Scheuring-Wielgus. 

"W fundacji jestem osobą techniczną"

A jak się tłumaczyła znajomej pani Katarzyny? - Ja wtedy mówię to, co zawsze mówię: że ja jestem osobą, która w fundacji miała rolę techniczną: pisanie raportu, wysyłanie wniosków do prokuratury, robienie mapy. Taka była umowa, że ja nie kontaktuję się z ofiarami. Żadne informacje, które do nas docierały, niepotwierdzone dowodami, nie były dla nas wiarygodne - stwierdziła. I dodała, że zapytała o tę sprawę Marka Lisińskiego, który wszystkiemu zaprzeczył. Przyznała też, że nie wie, czy Katarzyna odzyskała pieniądze. 

Na to zareagowała Agata Kowalska, która ostro skomentowała taką postawę. - Zachowując proporcje: wygląda to trochę jak działanie Kościoła wobec ofiar księży-gwałcicieli. Przychodzi ofiara, mówi, że dzieje się coś złego. Nikt jej nie wierzy. Pyta się księdza, czy to prawda. On odpowiada, że nie i sprawa jest zamykana. To porównanie jest niesprawiedliwe, ale chodzi mi o sam mechanizm - argumentowała.

Ale to nie koniec znaków zapytania. Joanna Scheuring-Wielgus nie umiała również odpowiedzieć na pytanie, czy fundacja zamierza kontynuować współpracę z prawnikiem Jarosławem Głuchowskim, który za reprezentowanie w sądzie Katarzyny pobrał 30 proc. wywalczonego przez nią milionowego odszkodowania. - Nikt z nas nie miał dostępu do dokumentów i do finansów. Kiedy będzie wynik kontroli, będzie zmiana zarządu i zmiana rady - deklarowała posłanka. Pytana, czy ustalenie owej kwoty na poziomie 30 proc. było etyczne, odpowiedziała: "Nie znam szczegółów tej transakcji. Trudno mi to oceniać. Nie miałam dostępu do dokumentów fundacyjnych".

Stwierdziła przy tym, że bardzo się cieszy z tego, iż artykuł w "GW" się ukazał, bo "stał się elementem oczyszczenia sytuacji". - Kosztem pani Katarzyny, która po raz drugi w życiu musiała okazać się większą bohaterką i dzielniejszą osobą niż wszyscy pozostali - skomentowała Agata Kowalska. 

Posłuchaj całej rozmowy Agaty Kowalskiej z Joanną Scheuring-Wielgus:

Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM

Komentarze (63)
Audyt w fundacji "Nie lękajcie się". Joanna Scheuring-Wielgus: Jestem osobą techniczną
Zaloguj się
  • bignick

    Oceniono 10 razy 6

    Sprostowanie- kontrolę w Fundacji czyli audyt zarządzono PRZED publikacją GW. Nie przypisujcie sobie zbyt wielu zasług szanowni dziennikarze . Rada podjęła najważniejsze decyzje dzień PRZED artykułem. I po co kłamać ? Po co intrygować i oskarżać?

  • wolfspider

    Oceniono 15 razy 5

    Pani Joanno.... Proszę już zejść ze sceny.

  • uzdek98

    Oceniono 4 razy 4

    mam nadzieje, ze po wyborach ten zakłamany tłumok zniknie mi z oczu...

  • log182

    Oceniono 6 razy 4

    Ta kobieta jest po prostu żałosna. Kompletnie żałosna, a do tego niewiarygodna.
    Obrończyni zwierząt, która oddaje własne psy do schroniska...
    Dwulicowe coś

  • fields1

    Oceniono 8 razy 2

    Zabawne. Gdziekolwiek szering-wielgus tam smród.

  • mgrstepien

    Oceniono 8 razy 2

    Nie wiem, nie wiedziałam, to nie moje kompetencje, ja tu tylko mapę rysuję.
    Ale promować się w mediach i oskarżać cały Kościół, często bez dowodów, to w pierwszym szeregu.
    Dobrze że te psy do schroniska oddała. Jestem pewien, że tam mają lepiej.

  • bjern

    Oceniono 10 razy 2

    Wielgus kręci. Ona w każdej sprawie kręci. Jej wiarygodność = 0.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX