Konsul honorowy Ukrainy o sprawie porzuconego w lesie Wasyla: To spadło na mnie jak bomba

- Ta sytuacja z panem Wasylem i jego śmiercią spadła na mnie jak bomba. Nie spodziewałem się, że po tylu przypadkach i po tylu kampaniach informacyjnych może się zdarzyć - powiedział na antenie TOK FM Witold Horowski, konsul honorowy Ukrainy.

36-letni Wasyl Czornej pracował w jednym z zakładów w Wielkopolsce. 12 czerwca zasłabł, miał drgawki. Pracownicy o zasłabnięciu Ukraińca powiadomili szefową firmy. 53-letnia Grażyna F., zabroniła wzywać pogotowie ratunkowe. Pracownikom nakazała rozejść się do domów. Kobieta zatrudniała Ukraińców na czarno. Bała się, że jeśli wezwie pogotowie, to będzie miała kłopoty. Dlatego postanowiła porzucić go w lesie 125 km od swojego zakładu. Wasyl Czornej zmarł. 

Grażyna F. została zatrzymana w ubiegłym tygodniu. Prokurator zarzucił jej nieudzielenie pomocy „osobie znajdującej się w położeniu grożącym bezpośrednim niebezpieczeństwem utraty życia”, a także nieumyślne spowodowanie śmierci. Grozi jej pięć lat więzienia.

Agata Kowalska pytała w audycji "Analizy", czy ta sytuacja jest "koszmarnym zwieńczeniem całego szeregu problemów, z którymi potykają się w Polsce Ukraińcy?". Witold Horowski, konsul honorowy Ukrainy odpowiadał, że to jest o wiele bardziej skomplikowany temat. - Oznaczałoby, że to wydarzenie jest puentą, a ja czuję sprzeciw wobec takiego podsumowania. Od kiedy dowiedziałem się o tej sprawie, cały czas o tym myślę i jestem tym przytłoczony. Dlatego ogłosiliśmy zbiórkę na dzieci pana Wasyla  - mówił Horowski. 

Przyznał jednak, że Ukraińcy w Polsce są kompletnie niechronieni. - Jest lepiej niż 4-5 lat temu, gdy fala imigrantów wlała się do Polski. Wtedy mieliśmy do czynienia z łamaniem praw człowieka, zabieraniem dokumentów, paszportów i ta praktyka jest na pewno dużo rzadsza niż była - powiedział.

- Ta sytuacja z panem Wasylem i jego śmiercią spadła na mnie jak bomba. Nie spodziewałem się, że po tylu przypadkach i po tylu kampaniach informacyjnych może się zdarzyć. Jak się okazuje ta praca była nieskuteczna - zdradził, nie kryjąc przy tym emocji. 

Dziennikarka TOK FM dziwiła się, że pozostali pracownicy stolarni dali się przekonać, że po godzinie 17 w Polsce karetka nie przyjedzie i nikt nie zareagował. - Mieliśmy do czynienia z sytuacją dziwną i straszną, że ci ludzie dali się tak łatwo przekonać, ale sporo zależy od szczegółów, których nie znamy. Nie wiemy, czy to naiwność czy strach - stwierdził konsul. 

Zbiórkę pieniędzy dla rodziny tragicznie zmarłego 36-latka prowadzi Stowarzyszenie Społeczno-Kulturalne Polska Ukraina.

RPO bada sprawę

Rzecznik Praw Obywatelskich z urzędu zajął się zbadaniem sprawy porzuconego przez pracodawcę pracownika z Ukrainy; pozostawiony w lesie chory mężczyzna zmarł. W tej sprawie RPO wystąpił do Głównego Inspektora Pracy - podało we wtorek Biuro RPO. - Istnieje podejrzenie, że pracodawca mógł nie przestrzegać podstawowych zasad wynikających z przepisów prawa pracy, w tym legalności zatrudniania cudzoziemców. Dlatego Rzecznik wystąpił do Głównego Inspektora Pracy – Departamentu Legalności Zatrudnienia o poinformowanie o podjętych czynnościach kontrolnych wobec pracodawcy zmarłego - przekazano w komunikacie Biura RPO.

Jak dodano, chodzi przede wszystkim o ustalenie przyczyn i okoliczności tragicznego zdarzenia oraz o sprawę legalności zatrudniania cudzoziemców przez pracodawcę, obowiązku opłacania składek na ubezpieczenia społeczne i na Fundusz Pracy, przygotowania pracowników do pracy, a także przestrzegania przepisów dotyczących technicznego bezpieczeństwa pracy.

Chcesz wiedzieć więcej? Posłuchaj podcastu!

Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM

Serwis informacyjny