Czasem rozwód jest nieunikniony. Co dalej? "Po pierwsze trzeba się pozbierać". Fragment książki "Sama mama"

Joanna Szulc opowiedziała w TOK FM o swojej książce "Sama mama". To zbiór porad od różnego rodzaju ekspertów, które mają pomóc kobietom uporać się z rozwodem i samotnym wychowywaniem dziecka.

Książka powstała z myślą o kobietach, które są albo będą samotnymi mamami. Składa się z rozmów z ekspertami, którzy dzielą się swoją wiedzą i doświadczeniem na temat kolejnych etapów rozwodu. Wśród nich są: terapeuci par, psychologowie rodzinni i dziecięcy, mediatorzy, adwokaci, socjologowie i psychiatrzy. 

Doradzają, kiedy decyzja o rozwodzie jest nieuchronna, jak o niej rozmawiać z dziećmi, jak ułożyć sobie relacje z byłym mężem.

- Ludzie, z którymi rozmawiałam, mówili, że ze związku nie ma już czego zbierać w momencie, kiedy pojawia się w nim pogarda. Albo kiedy nie ma już nic wspólnego, kiedy nie ma na czym budować. Z optymistycznych rzeczy: terapeuta par, Wojciech Stefaniak, mówił mi, że spośród par, które przychodzą do niego z problemami, często bardzo poważnymi, 70 proc. udaje się pomóc. Są dalej ze sobą, zmieniają coś w związku - mówiła w TOK FM Joanna Szulc.

Jak tłumaczyła, pierwszy krok po rozwodzie polega na “pozbieraniu się”. - Do tego doskonale służą przyjaciele, rodzina. (...) Kobiety bardzo wspierają się w takich sytuacjach, uruchamia się siostrzeństwo. Wyczynem jest przeżycie kolejnej godziny i nie rozpadnięcie się na kawałki. Kiedy okrzepniemy, warto sobie zadać pytanie, kim jestem, czego chcę, jakie są moje marzenia - mówiła.

Autorka wymieniła też trudności, z którymi muszą zmagać się kobiety po rozwodzie. Część z nich wynika z tego, że duża część społeczeństwa nadal uważa, że obowiązek wychowania dziecka spoczywa w większej mierze na matce. 

- Bulwersujący jest dla mnie sposób myślenia, że "po co mężczyzna ma płacić alimenty, bo to płacenie swojej byłej, ona to przeznaczy na pazurki". Nie ma myślenia, że to jest na rozwój dzieci. Nie ma cały czas oczekiwania, że ojciec się zaangażuje w takim stopniu, jak matka - zauważyła. 

Kolejną dużą przeszkodą bywają odmienne wizje wychowywania dziecka. - U taty można jeść chipsy na kolację, a mama krzyczy i daje marchewkę.(...) Tata, chcąc zrekompensować dzieciom brak siebie, funduje rozliczne atrakcje i prezenty. A mama jest od podawania witaminy D i pilnowania prac domowych. Mama zaczyna się kojarzyć z tym, co trudne i przykre - opisywała.

Z książki Joanny Szulc wynika, że dla dzieci korzystniejsze jest, żeby ojciec pojawiał się w jego życiu regularnie, a nie "urządzał raz na jakiś czas fajerwerki". - Ważne jest uświadamianie sobie, że dla dzieci w relacji z tatą ważniejsze będzie, że on wpadnie 2-3 razy w tygodniu, zabierze na krótki spacer, pomoże odrobić lekcje - przekonywała.

Szulc wyjaśniła, że żeby z powodzeniem przestawić się na trudną współpracę rodzicielską, warto skupić się na dobru dziecka. - Warto pomyśleć, że to tata mojego dziecka. 50 procent genotypu. Jeżeli jestem gotowa zaakceptować to w swoim dziecku, to jest to już pierwszy krok. Były partner mógł nas bardzo zranić. Warto to z kimś przegadać, może pójść na terapię. (...) Znaleźć kogoś, kto postawi przed nami lustro, pozwoli się w nim przejrzeć, pomyśleć o swoim zachowaniu. W relacji jest jak w tańcu. Jeżeli ktoś idzie do przodu, ktoś inny musi się cofnąć - mówiła. 

Fragment książki "Sama mama"

RATUJ SIEBIE

O dojrzewaniu do decyzji o rozwodzie, o tym, co zrobić z poczuciem lęku i bezsilności, rozmawiam z Dorotą Bzinkowską, psychiatrą.

Kiedy przychodzi do pani kobieta i mówi: „Moje małżeństwo się sypie”, o co Pani dalej pyta? Co dla pani jest wyznacznikiem tego, że sytuacja jest rzeczywiście trudna?

Brak jakiejkolwiek płaszczyzny porozumienia. Świadomość, że żadna ze stron nie chce już niczego z tym „sypaniem się” zrobić. Czasem zapraszam ich oboje. Jeśli jest jakaś wola poprawy, jakikolwiek punkt zaczepienia, to kieruję ich na terapię małżeńską. Zdarza się też, że na dwa-trzy spotkania z terapeutą małżonkowie idą po to, by spokojniej się rozstać, by ustalić sprawy z dziećmi.

Co to są za płaszczyzny, na których oni nie mogą się porozumieć? Co tak naprawdę najbardziej ją boli?

Najczęściej chodzi o wzajemne niezrozumienie. O taką sytuację, gdy jedna osoba coś mówi lub robi, a druga kompletnie nie rozumie, o co jej chodzi, co ona czuje, co myśli.  

Nie rozumie, czy nie chce zrozumieć?

Jeśli słyszę: „on nie chce mnie zrozumieć, a mógłby” albo „widzę, że się stara, ale chyba nie umie, nie wie jak”, to widzę, że tu jest jeszcze o co walczyć. Że komuś zależy. Wtedy warto zaprosić drugą stronę, po to by miała szansę powiedzieć o swoich odczuciach, ale też wysłuchać partnerki.

Natomiast tam, gdzie jest sytuacja typu: nie rozumie, nie chce zrozumieć, nie chce wkładać żadnego wysiłku w relację, nie bardzo można coś zrobić.

Jak się taka nierozumiana osoba czuje?

Na początku jest sfrustrowana, bo próby rozmowy, nawiązania kontaktu, propozycje spędzenia wspólnie czasu, wyjazdu, pójścia na terapię czy jakiekolwiek inne próby ratowania związku nie przynoszą efektu. Wszystko, co ona robi, odbija się tak jak gumowa piłeczka od ściany. Czuje się rozzłoszczona tym, że nie jest w stanie się przebić przez mur.

Potem przychodzi etap rezygnacji, smutku, spadku nastroju wywołanego całą tą sytuacją. Z czasem przestaje próbować dążyć do porozumienia. I pojawia się obojętność. „Już mi nie zależy, by mnie rozumiał”. „Chyba już nie ma sensu czegokolwiek razem robić”.

Nie każdy ma dobry wgląd w swoje emocje, ale zwykle w tych trudnych momentach zauważamy, że coś dzieje się z naszym ciałem, że napinają się ramiona, żołądek się skręca, zęby zaciskają. Jeśli przyjrzę się sobie z dystansu, temu, jak funkcjonuję i wyglądam, co powinno mnie zastanowić?

Poczucie niezrozumienia ze strony partnera prowadzi do frustracji i złości. A one generują podwyższony poziom napięcia, bardzo rzadko odczuwany tylko w warstwie psychicznej. Częściej w całym ciele. Dochodzi do zwiększenia napięcia mięśni, a to prowadzi do nowych dolegliwości bólowych albo pogłębienia już obecnych. Charakterystyczne są bóle głowy i karku, kręgosłupa. W sposób widoczny może się zmienić napięcie mięśni twarzy i postawa.

Pojawia się ogólne poczucie zmęczenia i wyczerpania fizycznego, niechęć do aktywności i dziwne, czasem trudne do opisanie poczucie wewnętrznego napięcia, niepokoju.

Bardzo wyraźnym efektem takiego stanu są problemy ze spaniem. Żeby zasnąć musimy umieć się zrelaksować. A tutaj albo nie można w ogóle pozbyć się napięcia, albo w sytuacji rozluźnienia pojawia się gonitwa trudnych myśli. I zmęczenie się pogłębia.

Wtedy wystarczy, że dziecko wyleje płatki z mlekiem na stół i...

Tak, wystarczy drobiazg i kobieta pogrążona w smutku i notorycznie zmęczona reaguje w przykry dla dziecka sposób. Może krzyczeć, płakać, reagować przemocą. Człowiek w stanie napięcia staje się drażliwy i zdecydowanie łatwiej denerwuje się w sytuacjach życiowych, które wcześniej znosił ze spokojem i dystansem. Traci kontrolę nad emocjami, choćby na krótko. Gdy im ulegnie, może mieć poczucie winy za swoją reakcję.

Czyli do wcześniejszego zmartwienia dokłada jeszcze następne.

Właśnie tak. Zresztą z różnych stron dochodzą  wtórne zmartwienia, związane z tym, że coraz trudniej jest radzić sobie z bieżącymi rzeczami – odprowadzaniem dzieci na zajęcia, pracą, sprzątaniem, przygotowaniem świąt. Każda następna przeszkoda staje się trudniejsza do przeskoczenia. Jeśli do rozlanego mleka z płatkami dochodzą problemy z pracą, awaria w samochodzie, choroba ukochanego kota – pętla się zaciska.

Kobieta wini za to partnera?

Często tak się dzieje. Reaguje na niego złością, zaczyna zachowywać się nieadekwatnie do sytuacji. On zapomina zgasić światło w łazience, a ona wybucha. Jeśli w rodzinie są dzieci, wyczuwają napięcie, choć nie rozumieją sytuacji. Czasem mają poczucie winy, że to wszystko przez nie. Że mama jest zła, bo dziecko coś nie tak zrobiło.

Klasyczna sytuacja wygląda tak, że jedno z rodziców jest mało obecne w życiu dzieci, a drugie, najczęściej mama, jest stale obok. Wypełnia swoje obowiązki, ale  jest drażliwa, nieprzyjemna, zmęczona, rozzłoszczona albo smutna i zastanawia się, co zrobić ze swoim życiem, które tak bardzo jej się nie podoba.

Nieobecna myślami.

Mama, która pojawia się i znika. Jest nieobecna, a potem poczucie winy sprawia, że stara się być obecna. Ale nie umie, nie ma siły, więc znów się oddala.

Ponieważ jest „na miejscu”, to na nią dziecko liczy we wszystkich codziennych sprawach.  A ona, choć ogarnia podstawowe sprawy domowe, nie jest w stanie podjąć się nowych wyzwań. To, co odbiega od ustalonego rytmu, jest ponad jej siły.

Taka mama nie będzie chciała pojechać z dzieckiem na ferie z obawy, że ją to przerośnie?

Będzie się bała, że nie sprosta oczekiwaniom dziecka i ono nie będzie na tych feriach z nią szczęśliwe. Albo że nie da rady wszystkiego sama zorganizować, nie poradzi sobie z podróżą, znalezieniem kwatery itp. Ona jest zbyt zmęczona.

Dziecko traci w sumie oboje rodziców.

I traci poczucie bezpieczeństwa. Nie ma dokąd pójść ze swoimi problemami. Nie wie, co się dzieje między rodzicami, nie rozumie, czemu mają do siebie pretensje. Może myśleć, że ono jest winne. Im mniejsze dziecko tym większe prawdopodobieństwo, że taki wniosek wyciągnie. Jeśli jest starsze i w jakiś sposób wplątywane w rozgrywki między rodzicami, zaczyna myśleć, że ma wpływ na to, czy oni się pogodzą, czy nie.

Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM

Komentarze (3)
Czasem rozwód jest nieunikniony. Co dalej? Fragmenty książki "Sama mama"
Zaloguj się
  • Krzysztof Baranowski

    Oceniono 3 razy 3

    To proponuję dodać do kolekcji "Tato sam" bo szczerze mówiąc nudzą mnie już pozycje o uciśnionych kobietach, którym "jest bardzo ciężko" i które "stały się" ofiarami... Tak samo ciężko jest ojcom ale dodatkowo ojcowie zanim będzie im ciężko, muszą stoczyć walkę z systemem o to aby zagwarantować swoim dzieciom w miarę normalne życie.

  • Opinion PL

    Oceniono 2 razy 2

    Wiecznie umęczome kobiety, mają zawsze najgorzej.. Po szczerzej rozmowie można stwierdzić prawie zawsze, że te niewinne i słabiutkie kobietki są powodem wszystkich kłutni w domu. A powoddo kłutni, fochów i innych udręk psychicznych w stosunku do mężów zawsze się znajdzie.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX