Stawiszyński: Kościół obiektywnie nieuporządkowany

Zwolniony z pracy w Ikei pan Tomasz - który, przypomnijmy, na wewnętrznym forum pracowników cytował obficie fragmenty Starego Testamentu, w których mowa o "kamieniu młyńskim u szyi" oraz karze śmierci jako adekwatnych środkach penalizacji homoseksualizmu - wydał niedawno oświadczenie.

Opublikowano je na stronach Instytutu Ordo Iuris, związanej z Kościołem katolickim organizacji prawniczej, która na co dzień zajmuje się dekonstrukcją resztek neutralności światopoglądowej państwa polskiego, generując projekty i interpretacje w sposób jawny podporządkowujące prawo świeckie głoszonej przez Kościół mitologii.

Osobliwie, ten sam instytut – a dotyczy to także wielu prawicowych publicystów gromiących dzisiaj Ikea za decyzję o rozwiązaniu umowy z panem Tomaszem – gorąco wspierał pewnego łódzkiego drukarza, który odmówił sporządzenia baneru dla organizacji działającej na rzecz praw osób LGBT. Powołując się przy tym na wolność sumienia, samostanowienia, głoszenia swoich poglądów oraz prawo do suwerennej decyzji wszędzie tam, gdzie jakieś drogie naszemu sercu wartości są w naszym poczuciu deprecjonowane – nawet jeśli rzecz dotyczy działalności stricte zawodowej.

I kiedy niedawno Trybunał Konstytucyjny czy raczej formalne rezyduum Trybunału Konstytucyjnego wydało opinię, że przepis, z którego pierwotnie drukarza skazano jest z polską konstytucją niezgodny – zarówno ów instytut, jak i owi publicyści, wyrażali daleko idące zadowolenie. Myślałby kto, że konsekwentnie i logicznie zastosują te same reguły myślenia do sprawy pana Tomasza i Ikei. Tymczasem – nic podobnego. Oto paradoks – drukarz może odmawiać usług komu zechce, z uwagi na swoje sumienie i wartości, Ikea natomiast nie może nie zatrudniać kogoś, kto głosi przekonania w sposób radykalny z jej etyczną wrażliwością niezgodne.

Naturalnie – te kwestie regulują zupełnie inne przepisy, w szczególności w sprawie pana Tomasza zastosowanie ma Kodeks Pracy. Co do jego interpretacji, zastosowanej przez Ikeę, można mieć oczywiście wątpliwości. Sprawę rozstrzygnie sąd. Niemniej – w całej tej sprawie nie chodzi tak naprawdę o przepisy, tylko o pewne ogólne, fundamentalne przekonania, o zasadniczą filozofię, która reguluje nasze stanowisko w konkretnych sporach o wolność myślenia czy wypowiadania się. Ostatecznie, prawo jest przecież formalnym zapisem, dookreśleniem i uszczegółowieniem rozmaitych naszych moralnych i metafizycznych intuicji. Prawo  – mówiąc innymi słowy – to filozofia stosowana, filozofia w praktyce.

I właśnie z uwagi na tę przesłankę – że prawo to filozofia stosowana – w rozbieżności stanowisk co do historii pana Tomasza i łódzkiego drukarza widzę przejaw podwójnych standardów w czystej postaci. Nie jest to oczywiście wyłącznie domena prawicy, to domena polskiego życia publicznego w ogóle – podnoszenie zgiełku kiedy przeciwnik robi coś, co zrobione przez zwolennika w ogóle nie stanowiłoby dla nas żadnego problemu. Czasami jednak ta podwójność jest tak krzykliwa i tak ewidentna, że naprawdę można by się powstrzymać przed jej nadmierną ekspresją.
 

Ale to wszystko dygresje. Wróćmy do pana Tomasza i jego oświadczenia oraz pomieszczonej tam osobliwej argumentacji, z pomocą której próbuje on autoryzować swoje wypowiedzi.  A są to wypowiedzi wprost nawołujące do przemocy i odbierania życia osobom o innej niż heteroseksualna orientacji.

Akty głęboko nieuporządkowane
Argumentacja kondensuje się w jednej, zasadniczej tezie. Wartości promowane przez IKEĘ, w szczególności rekomendowany przez tę firmę stosunek do społeczności LGBT, różnią się od wykładni, którą ma w tej materii Kościół katolicki. Każdy zaś wierzący katolik ma prawo i obowiązek trwać przy wykładni Kościoła, niezależnie od woli pracodawcy. Przy czym nauczanie Kościoła – odnotowuje pan Tomasz – "wypływa z Pisma Świętego". Dalej natomiast deklaruje: "Mam prawo wskazywać na te fragmenty Pisma Świętego, świętej księgi chrześcijan i żydów, które zawierają ocenę aktów homoseksualnych jako głęboko nieuporządkowanych".

Ładny eufemizm: "akty głęboko nieuporządkowane". W kontekście kawałków o "kamieniu młyńskim u szyi" oraz o tym, że seks osób tej samej płci to „obrzydliwość” tak wielka, że powinna być karana śmiercią – "akty głęboko nieuporządkowane" brzmią na dobrą sprawę całkiem poczciwie.

Eufemizm ten zaczerpnięty został skądinąd wprost z Katechizmu Kościoła Katolickiego, z paragrafu 2357, gdzie się takie określenie – będące zresztą  cytatem z deklaracji Persona Humana opublikowanej przez Kongregację Nauki Wiary w 1975 roku – bezpośrednio pojawia. W towarzystwie stwierdzenia, że homoseksualizm to także "poważne zepsucie". Wprawdzie paragraf dalej mamy zalecenie, aby osoby o orientacji homoseksualnej, które swojej seksualności "nie wybierają", traktować "z szacunkiem, współczuciem i delikatnością" oraz "unikać wobec nich jakichkolwiek oznak niesłusznej dyskryminacji", ale zapewne epatowanie krwiożerczymi cytatami należy – zdaniem pana Tomasza oraz Rady Konferencji Episkopatu Polski ds. Apostolstwa Świeckich, która wystosowała w tej sprawie zupełnie kuriozalny list – do przejawów „dyskryminacji słusznej”. No bo skoro Katechizm przestrzega wyłącznie przed „niesłuszną”, to chyba zasadne jest przyjąć, że po pierwsze, istnieje jakaś  „słuszna”, a po drugie, że Katechizm tej "słusznej" nie zabrania, nieprawdaż?

Płciowość jest podporządkowana miłości małżeńskiej
To tylko trochę żart. Bo oczywiście cała ta narracja o "obiektywnym nieuporządkowaniu" oraz pozornie troskliwe i tolerancyjne, w istocie zaś protekcjonalne, zalecenie traktowania osób homoseksualnych "ze współczuciem i delikatnością", biorą się z przekonania, że tylko sposoby współżycia seksualnego reglamentowane przez Kościół katolicki są zdrowe, normalne i dopuszczalne. W paragrafie 2360 Katechizmu czytamy, że "płciowość jest podporządkowana miłości małżeńskiej mężczyzny i kobiety", a "(...) cielesna intymność małżonków staje się znakiem i rękojmią komunii duchowej". W paragrafie 2363 natomiast: "Przez zjednoczenie małżonków urzeczywistnia się podwójny cel małżeństwa: dobro samych małżonków i przekazywanie życia".

Wniosek jest prosty. Co nie wydarza się pomiędzy mężczyzną i kobietą, którzy zawarli związek małżeński w Kościele, co nie prowadzi do ich "dobra", a zarazem do przekazywania życia, jest "obiektywnie nieuporządkowane". Amen.

Oświadczenie to klasyczna erystyka

Oczywiście, oświadczenie pana Tomasza – zapewne solidnie zredagowane przez jakiegoś eksperta z Ordo Iuris – to klasyczna erystyka, mająca na celu odwrócenie sensu jego pierwotnych komentarzy, które wprost nawoływały do stosowania przemocy. Pan Tomasz stara się nas zatem przekonać, że przecież nie miał nic złego na myśli, a poza tym, że mowa tu wszak o sprawach niezwykłej wagi, o Piśmie Świętym, które tak a nie inaczej o homoseksualizmie stanowi, nie ma rady.

No właśnie, zwróćmy na to uwagę. Powiada się tutaj ostatecznie, że ponieważ cytaty pochodzą z Pisma  – winniśmy traktować je w sposób niedosłowny, metaforyczny, a także z należytym szacunkiem czy wręcz czcią. Szacunkiem – skądinąd – którego one same odmawiają osobom o innej niż heteroseksualna orientacji. Dalej powiada się, że ponieważ nauczanie Kościoła "wypływa" z tego samego Pisma – także i nauczanie powinno cieszyć się jakimiś niezwykłymi przywilejami. Każdy zaś katolik – czyli ktoś, kto się tym nauczaniem chce kierować i uważa je za rdzeń swojego światopoglądu – powinien mieć niezbywalne prawo do wolnej ekspresji swoich przekonań, a także do tego, żeby w zgodzie z nimi żyć. Nawet jeśli przewidują one karę śmierci za homoseksualny seks – okoliczność, że tak zapisano w księdze, tego rodzaju treści sankcjonuje i usprawiedliwia. I metaforyzuje, rzecz jasna.

Podobnie rzecz się ma z tezą o "obiektywnym nieuporządkowaniu", cokolwiek miałoby to znaczyć. Okoliczność, że tak a nie inaczej głosi Kościół, tak a nie inaczej stanowi Katechizm Kościoła Katolickiego, ma ten pogląd sankcjonować i usprawiedliwiać. Czynić z niego, mówiąc inaczej, jedno z możliwych, prawomocnych stanowisk w publicznej dyskusji na temat praw osób LGBT.

Jednak od masturbacji się nie ślepnie

Niewątpliwie tak właśnie rzeczy się mają, to znaczy niewątpliwie Kościół katolicki występuje w debacie publicznej dotyczącej m.in. sytuacji osób LGBT jako równoprawny podmiot, prezentujący swoje stanowisko i utrzymujący, że ma ono jakąś merytoryczną legitymację. Że – innymi słowy – jest ono jakimś opisem rzeczywistości, wypływa z jakiejś wiedzy o świecie i człowieku, z jakiejś innej niż tylko mitologiczna fantazja podstawy. Gdyby było inaczej, nie byłoby przecież powodu, żeby to stanowisko traktować poważnie i choćby zastanawiać się nad ewentualną jego aplikacją w sferę rozstrzygnięć prawnych, prawda?

Tyle że właśnie jest inaczej.

Pochodzące z dokumentu Kongregacji Nauki Wiary sformułowanie o rzekomym "obiektywnym nieuporządkowaniu", stanowiące – jak przystało na tezy pomieszczone w Katechizmie – oficjalną wykładnię kościelnego nauczania, nie ma żadnych realnych podstaw we współczesnej biologicznej, psychologicznej i psychiatrycznej wiedzy. A zatem w pojemnym zbiorze twierdzeń o rzeczywistości – w tym także o regułach zawiadujących ludzkim ciałem i ludzkim zachowaniem – osiągniętych nie wskutek jakiegoś widzimisię, że tak to tak akurat uważamy, że ma być, tylko wskutek określonych procedur pozyskiwania zdań maksymalnie rzetelnych i uzasadnionych.

Okoliczność, że w wielu krajach już dawno zalegalizowano związki jednopłciowe, i że prawo nie zezwala na żadną formę dyskryminacji osób homoseksualnych, nie wzięła się – wbrew temu, co twierdzą zwolennicy dyskryminacji – z jakiejś ślepej ofensywy ideologicznej, tylko z przyrostu wiedzy o świecie.

Podobnie jak w ciągu ostatnich kilkuset lat dowiedzieliśmy się między innymi, że epilepsja, a także rozmaite zaburzenia psychiczne nie są wywoływane przez demony; że Ziemia nie jest płaska i nie stanowi centrum kosmosu; że od masturbacji się nie ślepnie; że osoby o innym niż biała kolorze skóry nie są w żaden sposób gorsze czy słabsze, kobiety zaś nie są w żadnym aspekcie mniej sprawne i kompetentne od mężczyzn – tak i dowiedzieliśmy się, że orientacja homoseksualna całkowicie mieści się w statystycznej normie i nie jest przejawem żadnego „obiektywnego nieuporządkowania”.

Ktokolwiek więc dzisiaj występuje z tego rodzaju poglądem w debacie publicznej, mówi mniej więcej coś równie sensownego, jak to, że Ziemia jest płaska, albo że od masturbacji się ślepnie, albo że kobiety są mniej inteligentne od mężczyzn, a czarnoskórzy od białych.

Chodzi o kontrolę

A jednak wciąż taki przekaz spotyka się z poklaskiem, a zarazem domaga się dla siebie uznania i sankcji – choćby poprzez odwołania do starych ksiąg nader słabo sprawdzających się jako rzetelne źródło wiedzy o świecie.             

Dlaczego tak jest? Być może dlatego, że nie chodzi tu wcale o żadną prawdę, nie chodzi o rozpoznanie ludzkiej psychologii, o dochodzenie do tego, jak się rzeczy mają, jaki jest człowiek, jaka jest natura jego seksualności. Nie chodzi o to wszystko. Chodzi natomiast o kontrolę. O sprawowanie władzy zwierzchniej przez instytucję, która – jak to kiedyś napisał Bohdan Chwedeńczuk w znakomitym eseju "Naga Małpa i strażnicy jej genitaliów" – nieustannie pilnuje byśmy uprawiali seks reglamentowanym przez nią sposobem. A tym samym usiłuje zyskać panowanie nad jedną z najbardziej potężnych sfer naszego życia. Panowanie za pośrednictwem mitologii, która nie ma wiele wspólnego z faktami, ale za to bardzo intensywnie przemawia do wyobraźni. I która ma w swoim arsenale tak skuteczne środki manipulacji jak pojęcia grzechu, potępienia, nagrody i kary, piekła i nieba, a także – last but not least – obiektywnego nieuporządkowania.

Na szczęście mamy już dzisiaj do dyspozycji wszystkie narzędzia, żeby się spod tego panowania wyzwolić. Między innymi biologię i psychologię, które dają realną wiedzę o naszych ciałach i umysłach. W odróżnieniu od obiektywnie nieuporządkowanych fantazji rodem z Katechizmu Kościoła katolickiego oraz pewnej starej księgi pełnej świetnych literacko kawałków, ale także mnóstwa kompletnych niedorzeczności.

Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM

Komentarze (6)
Stawiszyński: Kościół obiektywnie nieuporządkowany
Zaloguj się
  • endrju1521

    Oceniono 1 raz 1

    Skoro wszystko dzieje się z woli boskiej,

    więc homoseksualizm też jest z woli boskiej,

    a jej sprzeciwić się nie wolno !

  • damian_2015

    0

    "Mam prawo wskazywać na te fragmenty Pisma Świętego, świętej księgi chrześcijan i żydów, które zawierają ocenę aktów homoseksualnych jako głęboko nieuporządkowanych".

    Bylby dobrym wojownikim panstwa islamskiego. Zam podobnie.

  • realizmforte2

    Oceniono 2 razy 0

    Natura, biologia obdarzyła mężczyzn satysfakcją ze stosunków homoseksualnych, więc dlaczego nazywa się je nienaturalnymi ?
    Bestialskie gwałty na kobietach, biblia nie nakazuje karać kamieniem u szyi, choć z całą pewnością krzywdzenie drugiego człowieka dalekie jest od ludzkiej moralności/natury ludzkiego seksu.
    "Jeśli mężczyzna znajdzie młodą kobietę - dziewice niezaślubioną- pochwyci ją i śpi z nią (zgwałci)
    i znajdą ich , odda ten mężczyzna ojcu tej kobiety pięćdziesiąt syklów srebra i zostanie ona jego żoną"
    gwałciciela !! Pow. 22; 28-29
    Zgwałcenie kobiety, która nie należała do żadnego mężczyzny w ogóle nie traktowano jako przestępstwa, a idea że mąż mógłby zgwałcić żonę była całkowicie nie logiczna.

  • Tadeusz Kaczmarczyk

    Oceniono 3 razy -3

    Czy mogę mieć inne zdanie niż środowiska LGBT, czy to powinno być bezwzględnie ścigane i karane (oczywiście w imię równości i tolerancji, które powinny działać tylko w jedną stronę).

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX