756 uczniów z czerwonym paskiem bez szkoły, 38 uczniów w klasie i 12 pierwszych klas w renomowanym warszawskim liceum. "I tak mogło być gorzej..."

W Warszawie 3173 uczniów nie dostało się do żadnej spośród wybranych szkół średnich. I choć stołeczne władze przyznają, że udało im się "upchnąć" w szkołach dwa tysiące uczniów, wygląda na to, że lekcje będą się zaczynały o 7:30, a kończyły o 17:30. Dyrektor renomowanego warszawskiego XXX LO przyznał w TOK FM, że w jego szkole pierwszych klas będzie aż 12.

Władze warszawskiego ratusza przyznały, że gdyby nie nadzwyczajne środki, uczniów bez miejsca w szkole byłoby znacznie więcej. - Szukaliśmy za wszelką cenę dodatkowych oddziałów, dodatkowych ławek, pojedynczych krzeseł w liceach. W ten sposób, nie boję się użyć tego słowa: po prostu upchnęliśmy kolejnych 2 tys. uczniów - powiedziała wiceprezydent Warszawy Renata Kaznowska.

Zdaniem Marcina Jaroszewskiego, dyrektora XXX Liceum Ogólnokształcącego im. Jana Śniadeckiego w Warszawie, gdyby władze miasta nie pozwoliły uczniom zgłaszać podań do dowolnej liczby szkół, tylko ograniczyły ją do trzech - tak jak wynika z ustawy, liczba uczniów, którzy nie dostali się do żadnej szkoły byłaby jeszcze wyższa. 

Rekrutacja do szkół średnich. Czerwony pasek nie zawsze wystarczył

Renata Kaznowska przyznała, że w gronie tych, dla których miejsc w wybranych przez nich szkołach zabrakło, jest 756 posiadaczy świadectw z czerwonym paskiem. Dla ok. 4,5 tys. absolwentów miejsce znalazło się dopiero w szkole dziewiątego albo jeszcze kolejnego wyboru. Dyrektor warszawskiego XXX LO zwracał uwagę, że uczniowie, którzy osiągnęli dobre wyniki na egzaminach i skończyli szkołę z bardzo dobrym świadectwem, mogli składać podania do lepszych szkół - sugerując się progami punktowymi z lat ubiegłych. W tym roku jednak, w związku z podwójnym rocznikiem i znacznie większą konkurencją, progi te były znacznie wyższe. - Dlatego są takie sytuacje, że uczniowie z bardzo dużą liczbą punktów nie są zakwalifikowani do żadnej szkoły, a uczniowie z dużo mniejszą liczbą punktów zakwalifikowali się do szkół, bo wybierali je adekwatnie do swoich wyników i możliwości - tłumaczył Marcin Jaroszewski, który był gościem audycji A Teraz Na Poważnie w TOK FM.

Jaroszewski przyznał, że w jego szkole do jednej z klas chętnych było 1100. - W mojej szkole miałem możliwości lokalowe, żeby otworzyć dwukrotnie więcej oddziałów. W związku z tym u mnie nie ma problemów. W zeszłym roku było pięć oddziałów otwartych dla absolwentów gimnazjum, w tym roku jest sześć dla absolwentów gimnazjum i sześć dla absolwentów szkoły podstawowej - wyliczał. Jak dodał, w większości szkół nie było tak komfortowej sytuacji i podwojenie liczby klas pierwszych nie było możliwe. Co istotne, w "Śniadeckim" w aż pięciu pierwszych klasach znajdą się wyłącznie laureaci olimpiad przedmiotowych. 

Wyniki rekrutacji do szkół. Obiady od 10:30, żeby wszyscy zdążyli

Tłumy w szkołach oznaczają jednak dla wielu uczniów pogorszenie warunków lokalowych - dotyczy to nie tylko tych, którzy rozpoczną naukę w liceach, ale i tych, którzy będą ją kontynuować. - Obawiamy się przepełnienia sal gimnastycznych, korytarzy, sanitariatów. Dyrektorzy już dziś zgłaszają, że posiłki będą wydawać już od godz. 10.30, aby do 14.00 obiady mogli zjeść wszyscy - powiedziała Kaznowska. Co więcej, godziny lekcyjne zostaną "rozciągnięte" - zajęcia będą się zaczynać już o 7.30, a trwać mogą nawet do 17.30. - Do tego dojdą zajęcia dodatkowe, więc uczniowie mogą być w szkołach do godz. 20.00 - dodała Kaznowska. Jeśli zaś chodzi o liczbę uczniów w klasach, to średnia wynosi 34, ale w jednej ze szkół jest klasa, w której uczyć się będzie aż 38 osób. 

Renata Kaznowska poinformowała, że w warszawskich szkołach zostaje 2436 wolnych miejsc, w tym w liceach - 781. - 25 lipca o godz. 15.00 - w drugiej rekrutacji - zostanie podane, w jakich konkretnie szkołach są wolne miejsca - dodała. Teraz trwa potwierdzanie woli podjęcia nauki w danej szkole. - Może się oczywiście okazać, że nie wszyscy złożą w szkole oryginały, byli np. uczniowie spoza Warszawy albo tacy, którzy kandydowali do szkół niepublicznych i tam się dostali - tłumaczył Marcin Jaroszewski. Wtedy w danej szkole pojawia się wolne miejsce. 

Rekrutacja do szkół. Kto jest winny chaosowi? 

- Samorządy zrobiły dużo więcej, niż można było, żeby ta rekrutacja przebiegła bez problemu. Skutki reformy będziemy odczuwać przez lata - spadek efektywności nauczania, tłok, frustracja roczników klas siódmych czy ósmych, które tego doświadczyły. Odpowiedzialna za to jest była pani minister Anna Zalewska - podkreślał Marcin Jaroszewski. Przypominał, że jeszcze przed wprowadzeniem reformy samorządowcy i dyrektorzy szkół alarmowali i ostrzegali przed jej zgubnymi skutkami - ale, jak dodał, nikt ich nie słuchał. 

Pobierz Aplikację TOK FM i słuchaj sprytnie:

Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM

Serwis informacyjny

Komentarze (4)
756 uczniów z czerwonym paskiem bez szkoły, 38 uczniów w klasie i 12 pierwszych klas w renomowanym warszawskim liceum. "I tak mogło być gorzej..."
Zaloguj się
  • gruppe

    Oceniono 1 raz 1

    Program MATOŁ+ wszedł w fazę realizacji - takiego elektoratu potrzeba temu rządowi

  • alben albus

    Oceniono 1 raz 1

    Ppfziekujcie kolegom i koleżankom z starszych klas iż wybrali PiS... i nie tylko im.

  • matts06

    Oceniono 3 razy -1

    Czy w ostatnich latach coś się zmieniło jeśli idzie o godziny lekcji? Bo ja do liceum chodziłem ok.10lat temu, jedno z większych miast, przeciętna szkoła, więc nie jakoś bardzo przepełniona i w pierwszej klasie normalnością było, że 2dni w tygodniu były na południe i kończyło się o 17:30-18, a na następny dzień szło się na 7:30. Druga klasa, było trochę lepiej, ale nadal dwa dni, gdzie kończyło się po 16, dopiero w 3klasie chodziło się mniej więcej cały czas na na rano.
    Nie żebym jakoś się czepiał, być może czegoś nie wiem, ale czy przez ostatnie 10lat faktycznie w szkołach nie kończono już tak późno lekcji? Czy może jednak kończono, ale dopiero teraz się to podnosi?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX