"Nauka w innym kraju uczy tolerancji". Stowarzyszenie szuka rodzin, które chciałyby gościć u siebie uczniów z Belgii, Hiszpanii czy Meksyku

W ramach wymian międzykulturowych AFS polscy nastolatkowie uczą się w innych krajach, a obcokrajowcy chodzą do naszych szkół. Stowarzyszenie czeka na rodziny, które chciałyby gościć u siebie takich uczniów, którzy przyjeżdżają do Polski. Najczęściej przez rok.

Ola Oleszkiewicz jest uczennicą IX Liceum Ogólnokształcącego w Lublinie. Ostatni rok spędziła w Hiszpanii, na wymianie. Mieszkała u hiszpańskiej rodziny, uczyła się w hiszpańskiej szkole, poznawała język kataloński. - Wzięcie udziału w programie AFS nie jest łatwe. Trzeba być dobrze przygotowanym. I nie chodzi o kwestie językowe, ale bardziej osobowościowe. Jadą tylko osoby, które wykażą, że naprawdę chcą wyjechać, że mają określony cel - mówi Ola.

Jak dodaje, ważne jest przekonanie osób ze Stowarzyszenia AFS, że uczeń jest gotowy, by zostawić dom i rodzinę i pojechać nie tylko do innego kraju, ale też często do zupełnie innej kultury. - Ten pobyt dał mi bardzo dużo. Zmiana poglądów na świat, na ludzi. Stałam się bardziej otwarta - mówi nastolatka. Jak dodaje, w Hiszpanii poznała wielu przyjaciół, z całego świata. - Jestem z nimi w kontakcie, piszemy do siebie - podkreśla.

Anna Bodenko, koordynatorka programu AFS w Lublinie, jest mamą ucznia, który był na wymianie w bardzo odległym kraju, bo aż na Dominikanie. - Najbardziej brakowało mu tam polskiego jedzenia i polskiej tradycji w okolicy Świąt Bożego Narodzenia. Aczkolwiek samą Wigilię mieliśmy online, choć u niego była dopiero 9 rano - wspomina. Przyznaje, że syn miał w międzyczasie krótki kryzys, który jednak szybko minął. - Zbudował w sobie poczucie własnej wartości, wiele się nauczył - mówi.

Pani Anna sama też gościła u siebie nastolatkę z Włoch. - Wydawać by się mogło, że to kultura podobna do naszej, ale tak nie jest. Jest wiele różnic. Włoszka nie rozumiała na przykład, dlaczego u nas chłopcy puszczają dziewczynki przodem, albo dlaczego zdejmujemy buty w przedpokoju. Nie rozumiała też, czemu się na co dzień ze wszystkimi nie przytulany, co w jej kraju jest normą - opowiada.

"Moja belgijska mama"

Córka Moniki Szczerby leci niebawem do Meksyku, też w ramach wymiany AFS. - Najpierw jednak chciałam wiedzieć, jak to jest być rodziną goszczącą, ale też co przeżywa taki młody człowiek, który nagle trafia do zupełnie obcego kraju, co nieznajomych sobie ludzi. - Chciałam zobaczyć, jak to wygląda w praktyce - mówi pani Monika. I w ten sposób - na 10 miesięcy - trafił do niej uczeń z Tajlandii. - Zaprzyjaźniliśmy się. Widziałam, jak bardzo się zmienił. Przyjechał do nas zupełnie inny chłopak, a wyjechał zupełnie inny - mówi nasza rozmówczyni. Dlatego dziś nie ma większych obaw związanych z wyjazdem córki na drugi koniec świata. - Ci, którzy zgłaszają się do programu, to ludzie otwarci, gotowi, szczerzy. Chcą dać innym to, co sami mają najlepszego. Oni przecież na tym nie zarabiają - każda rodzina gości ucznia na zasadach wolontariatu - tłumaczy. 

Michał Goch wrócił właśnie z Belgii. Po wakacjach idzie do klasy maturalnej w swojej macierzystej szkole, czyli liceum im. Unii Lubelskiej. - Dzięki wyjazdowi, znacznie poprawił się mój angielski, nauczyłem się niderlandzkiego w stopniu komunikatywnym, ale jest coś jeszcze. Mam drugą rodzinę na całe życie - podkreśla. - Moja belgijska mama napisała do mnie kilka dni temu z pytaniem, jak tam w Polsce? W jej wiadomości był taki dopisek: "Mam nadzieję, że z dwiema mamami nie jest trudniej" - relacjonuje Michał.

Stowarzyszenie AFS szuka rodzin, które chciałyby zostać hostem, czyli gościć u siebie uczniów z różnych stron świata. By się zgłosić, trzeba wypełnić aplikację na stronie programu AFS Polska.  

W Aplikacji TOK FM posłuchasz na telefonie:

Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM

Serwis informacyjny

Skomentuj:
"Nauka w innym kraju uczy tolerancji". Stowarzyszenie szuka rodzin, które chciałyby gościć u siebie uczniów z Belgii, Hiszpanii czy Meksyku
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX