"Czuję jej obecność. To mi daje nadzieję, że się spotkamy". Kamil Sipowicz rok po śmierci Kory

- Powoli do mnie dociera, co się wydarzyło. Ale czuję jej obecność jako osoby, która w jakiś sposób istnieje i to mi daje nadzieję, że się spotkamy. Ale też spotykamy się bez przerwy, śni mi się, Ramonka też mi się śni - w pierwszą rocznicę śmierci mówi Kamil Sipowicz, jej mąż i wieloletni partner. Opowiedział też, co będzie robił 28 lipca 2019 roku.

- Pojadę na Roztocze, do Bliżowa, tam gdzie Kora odeszła. Tam chcę spędzić czas. Pojadę kilka dni wcześniej. Przyjadą też znajomi, którzy byli w ostatnich dniach Kory. Rozpalimy ognisko, zrobimy grilla, tak jak to się odbywało dokładnie rok temu. Wtedy był teleskop i oglądaliśmy zaćmienie, które wtedy było - mówił w rozmowie z TOK FM. Dodał, że niedaleko, bo w Zamościu na rynku ma być koncert z piosenkami Kory i że może się na niego wybiorą. Według niego Kora nie lubiła cmentarzy ani chodzenia na groby. - Na pewno w rocznicę odwiedzi go wiele osób, ja pracuję nad projektami muzycznymi związanymi z Korą, nad filmami: fabularnym, dokumentalnym, wyjdą niepublikowane wiersze Kory. Jestem depozytariuszem jej spuścizny - stwierdził. 

Opowiadał o tym, jak dba o dom, o to, żeby wszystko w nim było tak, jak chciała Kora. - W tym roku pielęgnujemy kwiaty, które zasadziła. Ogrodnik, który rozmawiał z Korą, odpowiednio poprzycinał krzewy. Tak samo ogród warzywny, który zasadziła: cebulę, natkę, pomidory, kolendrę, truskawki, też staramy się, żeby było tak, jak chciała i pielęgnujemy to. Zajmuję się też zwierzętami, które zostały: kotką Mimi, Fridą - pieskiem, którego ona znalazła i wyleczyła, Pikuś jeszcze jest. Staramy się, żeby to miejsce wyglądało tak, jak za jej życia, trzeba pielęgnować rośliny, zwierzęta, drzewa - opowiadał. Bo jak zdradził - Kora bardzo kochała rośliny.

- Co roku na wiosnę pielęgnowała ogród, kupowaliśmy nowe drzewa, kwiaty. Przesadzała, miała do tego serce. Kochała rośliny. Sadownik zasadził w tym roku to, co ona chciała. Te rośliny, które ona zasadziła żyją i mam nadzieję, że ona się z tego powodu cieszy - wyjaśnił. 

Tak wyglądało życie gwiazdy w PRL-u

Czy Kora przypuszczała, że będzie tak sławna? - Nie, to się zaczynało na wpół amatorsko, choć Marek (Jackowski) był już znany, bo grał z Osjanem i w Anawie Marka Grechuty. Kora nie przypuszczała, że to tak wystrzeli. Wystrzeliło w 1989 roku - stwierdził.

A którą spośród swoich płyt lubiła najbardziej?

- Jak nagrała pierwszą płytę ("Maanam" - przyp.red.), to wydawało jej się, że już nic więcej w życiu nie nagra. Z tą pierwszą płytą związane były ogromne emocje, ona wprowadziła Maanam do świadomości odbiorców muzyki. Maanam otworzył drzwi dla innych zespołów, to był przełom nowofalowo-rockowy. Drugiej płyty nie lubiła ("O!" - przyp.red.), lubiła "Nocny patrol" - to być może najlepsza płyta Maanamu, "Się ściemnia", "Różę" - wspominał Sipowicz. Przypomniał też, że czasem razem tworzyli i że tytuł piosenki "Krakowski spleen" wymyślił właśnie on - czytał wtedy "Paryski spleen" Baudelaire’a. Co ciekawe, oryginalny list, który do Kory napisał, gdy mieszkał i studiował w Monachium, stał się tekstem piosenki "List", która znalazła się na płycie "Róża".

Sipowicz mówił też, że Kora uwielbiała koncertować. - Choć te koncerty w PRL-u to była przerażająca rzecz - zaznaczył. I wyjaśnił, że: - Po koncertach w tych hotelach nic nie było, była tylko wóda, w restauracjach hotelowych siedziały tylko prostytutki, sutenerzy, cinkciarze, było bardzo ponuro, przygnębiająco. Sprzęt muzyczny był beznadziejny. Management był słaby, nie było z tego pieniędzy. Kora, grając po dwie hale dziennie, jeździła starym, małym fiatem, na każdym jego kole była inna opona. Tak wyglądało życie gwiazdy w PRL-u. W maleńkim mieszkaniu w Krakowie na parterze przy śmietniku - wspominał. 

Jak się okazuje, Kora nie za bardzo lubiła śpiewać jeden z największych hitów Maanamu, "Kocham Cię kochanie moje". Wszyscy tego chcieli, wszyscy oczekiwali, a ją to już nudziło.

Największa nauka, którą daje nam choroba śmiertelna

Dziennikarka TOK FM pytała Kamila Sipowicza, czy pamięta ten moment, kiedy lekarz przekazał im diagnozę. - Moja reakcja była straszna. Pamiętam, jak lekarz mi to powiedział. Byłem wstrząśnięty, byłem załamany. Do Kory może to aż tak bardzo to nie dotarło, bo była pod wpływem leków. Mateusz, syn Kory, uważał, że to będzie jej ostatni czas, ja byłem przekonany, że będzie jeszcze żyła. I jeszcze pięć lat życia nam się udało, dzięki jej ogromnej sile i potwornemu zaparciu, dzięki mojemu towarzyszeniu w tych wędrówkach po szpitalach i w szukaniu lekarstw, metod, ścieraniu się z polskim systemem opieki zdrowotnej - opowiedział Kamil Sipowicz. 

Podkreślił, że Kora miała ogromną chęć życia, była silna i odważna. - Ja pomagałem, pomagali przyjaciele, w odpowiednich momentach zjawiali się tacy ludzie aniołowie. Opisuję to wszystko w swoich dziennikach, które pisałem dzień po dniu przez te pięć lat - zdradził. 

Po roku od śmierci partnerki i ukochanej mówi, że podstawowa nauka jest taka, żeby cenić każdy moment życia. - Każdy wschód słońca, każdy zachód, każdy powiew wiatru, każdy kwiat, każdy kontakt z psem, z kotem. Każda sekunda życia jest bardzo ważna, życie jest czymś cudownym i trzeba je cenić. To największa nauka, którą daje nam choroba śmiertelna - żeby cieszyć się każdym momentem i nie zamartwiać się tym, co będzie później - przekonywał. 

Kora, czyli Olga Sipowicz - piosenkarka, autorka tekstów i wokalistka zespołu Maanam umarła 28 lipca 2018 po długiej walce z chorobą nowotworową, w 2013 roku zdiagnozowano u niej rozsianego raka jajnika z przerzutami. 

Więcej w podcaście:

  • Jak Kora lubiła zaczynać dzień?
  • Kiedy i gdzie po raz pierwszy Kamil Sipowicz zobaczył Korę? Jak była wtedy ubrana?
  • Czy słucha płyt Maanamu w domu? Jaka piosenka dziś na nim robi wrażenie?
Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM

Komentarze (37)
"Czuję jej obecność. To mi daje nadzieję, że się spotkamy". Kamil Sipowicz rok po śmierci Kory
Zaloguj się
  • valla-maldoran

    Oceniono 9 razy 1

    Żałosny nieznany z niczego człowieczek, który od roku lansuje się na śmierci.

  • hotin

    Oceniono 9 razy 1

    A lewactwo i tak w te cuda nie uwierzy,gdyż dla nich wiara w Pana Boga działa, jak czerwona płachta na byka.

  • tomaselli

    Oceniono 15 razy 1

    Czyli pan Sipowicz wierzy jednak w Boga i Jezusa jako odkupiciela, gdyz, jak mowi Pismo Swiete , tylko dzieki odkupicielowi , Jezusowi Chrystusowi , mozemy miec nadzieje na zycie wieczne. Tamze mozemy przeczytac, ze gdy "mezczyzna kladzie sie obok innego mezczyzny nie odziedziczy Krolewstwa Niebieskiego". Niech sie wiec pan Sipowicz troche zastanowi.

  • Bob Bob

    Oceniono 11 razy 1

    pamiętam Korę jeszcze z czasów nauki w Krakowie. ona, Maleńczuk, Świetlicki, Kantor i cała masa ludzi z krakowskiego świata kultury i sztuki. imprezy w Krokodylu, koncerty Pod Baranami, potem Teatr Bückleina, dużo poezji, muzyki, piwo, zioła i uśmiech na co dzień. hippisi, punki, rastamani i wycieczki za miasto... Wawel Underground, Maanam Elektryczny Prysznic, Dwie Dorotki, Düpą...
    ech, łza się w oku kręci... dziś, jak patrzę na młodzież, to... zresztą nieważne.

  • axermann

    0

    Stary dziadu dałbyś już sobie siana, nie ma miesiąca żebyś nie skuczał jak bury kundel próbując o sobie przypomnieć

  • husarz82

    Oceniono 4 razy 0

    Bez Boga ani do proga. Jednak się nawrócił. Lepiej późno niż wcale.

  • awitold4

    Oceniono 12 razy 0

    Maanam - genialna muzyka Jackowskiego plus banalne texty Kory

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX