"Czy to dziecko musi się tak drzeć?!" Czy to, że dziecko krzyczy i biega po restauracji, to wina rodziców? A może dzieci tak mają?

- Dzieci, które zachowują się w sposób uciążliwy dla otoczenia, nie znają zasad albo nie wiedzą, których zasad przestrzegać. Samodzielnie próbują się dowiedzieć, gdzie jest granica - mówiła w audycji "Analizy" Iga Kazimierczyk z fundacji Przestrzeń dla Edukacji. Agata Kowalska pytała ją, czy krzyk u dzieci to sytuacja naturalna.

Restauracja, kino, kolejka do kasy, galeria handlowa... We wszystkich tych miejscach spotyka się rodziny z dziećmi, którym zdarza się biegać bez opamiętania, krzyczeć do siebie nawzajem, szaleć. Towarzyszą temu czasem rozpaczliwe próby uspokojenia ich podejmowane przez rodziców - prośbą, groźbą czy przekupstwem. Innym razem rodzice nie reagują, wystawiając swoich bezdzietnych czy mniej odpornych towarzyszy i całe otoczenie na ciężką próbę. Czy krzyk jest wpisany w dziecięcą naturę? Czy dzieci tak mają, że rozmawiają ze sobą i z dorosłymi podniesionym głosem? Że biegają tam, gdzie biegać się nie powinno? Czy może jest to wina dorosłych, którzy nie wiedzą, jak sobie z nimi poradzić, jak je okiełznać? O to Agata Kowalska pytała Igę Kazimierczyk z fundacji Przestrzeń dla Edukacji. 

"Traktujmy dzieci jak ludzi. Wyznaczajmy zasady"

Ekspertka przyznała, że są pewne przesłanki fizjologiczne, które mogą sprawiać, że dzieci częściej niż dorośli krzyczą. - Dzieci do 7-8 roku życia mają nie w pełni rozwinięty układ nerwowy i nie mają pełni kontroli nad własnym zachowaniem - przyznała. Ale zaraz dodała, że to nie oznacza, że do tego czasu funkcjonują w świecie bez norm i zasad. - Wbrew temu, co niektórzy mówią, dzieci bardzo lubią normy i zasady. Traktujmy dzieci jak ludzi. Sami siebie traktujemy z pewnymi zasadami i normami i tego samego powinniśmy wymagać również od dzieci. Tzn. jeśli jesteśmy w miejscu, w którym zazwyczaj się siedzi i się nie krzyczy, to mamy prawo oczekiwać tego od naszych dzieci - dodała. 

Dlaczego jednak dzieci mają przestrzegać tych samych norm, co dorośli, skoro zachowują się inaczej? - Dzieci nie różnią się właściwie niczym od dorosłych - przeżywają radość, smutki, frustrację. Przeżywają wszystkie stany emocjonalne, których doświadczają dorośli, tylko mają troszkę inne zdolności do okazywania ich - tłumaczyła Iga Kazimierczyk.  

Wychowanie bezstresowe czy bez zasad?

Cechą charakterystyczną dzieci, zwłaszcza na wczesnym etapie rozwoju, jest odwzorowywanie zachowania dorosłych, posługiwanie się konkretami, naśladownictwem. - One bardzo szybko uczą się od siebie, lubią być tak samo fajne i sprawne jak rówieśnicy. Nawet jeśli jeszcze nie mówią, dają sobie sygnały, czego nie chcą albo co chcą - wyliczała ekspertka. Podała przykład sytuacji, w której rodzice martwią się, że ich malutkie dziecko jeszcze nie siedzi czy nie raczkuje. Gdy wpuszcza się takiego malucha w środowisko rówieśników, bywa, że on uczy się tego w kilka minut. 

Dlatego ważne jest nie tylko to, by zasady ustalić, ale by samemu się ich trzymać. Dziecko bowiem bacznie rodziców obserwuje. - Wychowanie bezstresowe to nie jest wychowanie bez zasad. Dzieci, które zachowują się w sposób uciążliwy dla otoczenia zasad nie znają albo nie wiedzą, które zasady respektować. Samodzielnie próbują się dowiedzieć, gdzie jest granica - tłumaczyła Iga Kazimierczyk, dodając, że z dziećmi trzeba się komunikować precyzyjnie, na przykładach, mówiąc o konkretnych zachowaniach. "Ja tego nie robię i tamta pani tego nie robi, więc ty też tego nie rób" - podawała przykład. 

- Jeśli sami nie jesteśmy w stanie zasad przestrzegać, to nie dziwmy się, że dzieci nie rozumieją, że w galerii się nie biega. Jeśli jesteśmy konsekwentni i prawdomówni, to dzieci nam się szybko odwdzięczą - dodała.

Przedszkole, w którym jest cicho

Ciekawym przykładem są szkoły i przedszkola funkcjonujące według zasad Montessori. - Tam dzieci są cicho. Ale nie są sterroryzowane, są mocno skupione na tym, co robią i mają szacunek do tego, że ktoś inny też coś robi. To kwestia stawiania własnych granic i respektowania cudzych - tłumaczyła ekspertka. 

To przykład, który pokazuje, że dzieci uczą się poprzez relacje społeczne. - Im wcześniej doświadczą na własnej skórze, że w restauracji się nie biega, za to na placu zabaw można się drzeć wniebogłosy, tym sprawniej funkcjonują potem w różnych kontekstach społecznych. Im wcześniej zaczną łapać te różnice, tym potem będą miały łatwiejszy start szkolny, młodzieńczy i w dorosłość - dodała gościni Agaty Kowalskiej. 

Dlaczego w Szwecji dzieci nie krzyczą? Co takiego robią Francuzi, że są w stanie iść z dziećmi do restauracji bez obaw? W Aplikacji TOK FM posłuchasz całej audycji na telefonie:

Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM

Komentarze (101)
"Czy to dziecko musi się tak drzeć?!" Czy to, że dziecko krzyczy i biega po restauracji, to wina rodziców? A może dzieci tak mają?
Zaloguj się
  • Van der Seck

    Oceniono 30 razy 24

    Nie. Dobrze wychowane dzieci tak nie maja - spojrzcie na malutkich Azjatow w Polsce: sa dziecmi, biegaja, bawia sie, ale sie nie dra. Kwestia poswiecania czasu i rozwijania "mocy" intelektualnych od poczatku, zamiast tylko ruchowych. Jak maluch nie jest rozwijany, to nawet nie wie, jak ma sie czyms interesowac. Wtedy szaleje i sie drze chcac zwrocic na siebie uwage tak, jak potrafi. Inteligentne i wspierane w tym zakresie przez rodzicow dziecko intwresuje sie swiatem dookola i nie musi sie drzec, bo swiat przyciaga jego uwage, a rodzice mu go wyjasniaja...

  • farcry3

    Oceniono 26 razy 20

    Tak, darcie się dzieciaków i latanie po sklepie to ewidentnie wina rodziców ( wykluczając chorobę psychiczną dziecka ). Mam trójkę już dorosłych dzieci ( 18-24 lata) i mimo , że aniołkami nie były, to w miejscach publicznych zachowywały się przyzwoicie bo taki miały nakaz od nas, rodziców. Nie ma co szukać kwadratowych jaj. Codziennie widzę mamuśki z doczepionymi paznokciami, tatuażami i stale grzebiącymi w ajfonie a dzieciak lata po sklepie i robi co chce.

  • qwertura

    Oceniono 20 razy 18

    Lubiłam robić zakupy w lidlu, ale odkąd wprowadzono tam miniatury wózków zakupowych, dzieciaki robią sobie wyścigi po całym sklepie, taranując innych. Rodzice nie reagują, bo są zajęci zakupami, a uwagi lepiej nie zwracać, bo się człek naraża na agresję. Gdzie te piękne czasy kindersztuby? Ech...

  • an35m

    Oceniono 19 razy 17

    ja mam od dwóch,trzech lat nowych sąsiadów w domu po drugiej stronie ulicy. I czuję się jakbym mieszkał na podwórku ogromnego wieżowca! Ludzie ci prowadzą życie na ulicy, przed domem, choć na terenie swojej posiadłości. Niemal codziennie imprezy, takie hałasy jakby tam biesiadowało kilkanaście podpitych osób, dzieci samopas na ulicy i na jezdni dosłownie. Oczywiści krzyczących, wrzeszczących i piszczących. Rodzice zajęcie "goszczeniem się" oczywiście nie zwracają uwagi, a na zwróconą uwagę reagują chamskimi odzywkami. Czy te dzieci są winne widząc zachowania swoich rodziców? nie. Ale my ich wychować nie możemy. W marketach jest tak jak tu ktoś opisuje. Po wypłacie 500+ lepiej nie iść do sklepów! Szaleństwo mamuś i babć z szalejącymi pociechami. One grzebią w towarach a dzieci biegają po całym sklepie. Chamstwo dorwało się do kasy.

  • boo-boo

    Oceniono 16 razy 16

    Zasada jest prosta- jak mam dzieciaka rozwydrzonego to nie zabieram go w miejsca gdzie przeszkadza innym albo zbieram doopę w toku i wychodzimy jeśli przestaje się zachowywać jak trzeba. Ja rozumiem, że nie można siedzieć zamkniętym z dzieckiem w domu ale wiem, że nie każdy dzieci kocha cudze i rozwydrzone i że w przestrzeni publicznej ludzie mają prawo do względnego spokoju -zwłaszcza kinie, restauracji etc.

  • lusjola

    Oceniono 16 razy 12

    Tak jest dzieci na placu zabaw mogą się drzeć a co jeśli się mieszka tuż przy placu zabaw ??? !!! Pewnie trzeba iść coś rozpylić jak ta babcia 60-cio latka( wcale się jej nie dziwię) . Matka stoi koło piaskownicy( na ręku 6 m-y córeczka) , chłopiec (3,5 l.) w środku i wrzeszczy i piszczy na cały regulator zero reakcji !!! A jak idę klatką schodową to film dla dzieci z telewizji na "ful" pytam gdzie jest matka gdzie wychowanie ??? !!! A co jeśli ktoś pracuje na nocne zmiany ??? !!!

  • hetmanowna

    Oceniono 12 razy 10

    Dzieci tak mają, ale to nasza rola żeby je okiełznać. Mam dziecko niepełnosprawne: 3-latek z niepełnosprawnością sprzężoną, w tym autyzm. Czasem jest trudno, ale w sklepie, restauracji czy innym miejscu publicznym wyznajemy jedną zasadę: ma nie naruszać spokoju innych. Jak wyje to ktoś z nas z nim wychodzi - nie ma znaczenia jaka jest pogoda na zewnątrz.

  • niepisaty_wyksztalciuch

    Oceniono 9 razy 9

    Doliczyć do rachunku "dopłatę za bachora" jak zrobiono w pewnym hotelu w Szklarskiej Porębie i po krzyku

  • lola558

    Oceniono 11 razy 9

    wiekszosc rodzicow niestety oczekuje, ze ich dzieci beda cicho i spokojnie siedziec nad tabletem w domu, gdzie rodzice chca odpoczac. a potem wychodza z nimi na dwor, w miejsca publiczne i "dzieci musza sie wyszumiec", "to normalne, ze dzieci sa glosno" i inne pierdoly. tak samo jak ja dbam o to, zeby moj pies idac do centrum miasta byl juz odsikany i nie sprawial problemow w ogrodku restauracji, tak samo rodzice biorac dzieci w miejsca publiczne powinni je miec wyszumiane i wykrzyczone.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX