Światowy Dzień Pomocy Humanitarnej. "W takim dniu dostrzegamy solidarność tych, którzy dobrze nam życzą"

- Dziś pomoc humanitarna to dziedzina nauki, są studia humanitarne, które przygotowują profesjonalnych pracowników organizacji humanitarnych - mówi Rafał Grzelewski z Polskiej Akcji Humanitarnej. 19 sierpnia to Światowy Dzień Pomocy Humanitarnej. - W takim dniu dostrzegamy solidarność, tych którzy dobrze nam życzą - podkreśla pracownik PAH.

Światowy Dzień Pomocy Humanitarnej został ustanowiony niespełna 11 lat temu przez Zgromadzenie Ogólne ONZ. Datę wybrano nieprzypadkowo. 19 sierpnia 2003 roku doszło do zamachu bombowego na placówkę ONZ w Bagdadzie, podczas której zginął Wysoki Komisarz ONZ ds. Praw Człowieka - Sérgio Vieira de Mello. Święto wprowadzono, by zwiększyć świadomość społeczeństw na temat pomocy humanitarnej, która niosą tysiące organizacji z całego świata, rządy, czy ONZ. 

Wśród tych, którzy niosą pomoc potrzebującym, jest wiele organizacji z Polski. Takich jak Polska Akcja Humanitarna, którą założyła przed 26 laty Janina Ochojska. PAH działa na całym świecie. - Obecnie mamy stałe misje w Jemenie, Sudanie Południowym, Kenii, Somalii i na Ukrainie. Wszędzie tam dostarczamy pomoc humanitarną, czyli pomoc, która jest niezbędna do przeżycia. Prócz stałych misji działamy w momentach kryzysowych w innych miejscach; np. w wypadku nagłego kataklizmu czy konfliktu zbrojnego - mówi w rozmowie z Przemysławem Iwańczykiem Rafał Grzelewski z Polskiej Akcji Humanitarnej. Jak dodaje: W takim dniu jak 19 sierpnia, dostrzegamy solidarność tych, którzy dobrze nam życzą.

Żeby oszukać głód, jedzą papkę z liści niejadalnych krzewów

Organizacji, które zajmują się pomocą humanitarną, nie byłoby bez wsparcia indywidualnych osób, które czułe są na los innych.  - Pomoc często jest możliwa tylko dzięki wsparciu  polskiego społeczeństwa. Tak zaczęła się nasza pomoc w Jemenie. Dzięki wsparciu Polaków udało nam się założyć stałą misję pomocową, w kraju, w którym trwa największy kryzys humanitarny na świecie. W Jemenie 80 procent mieszkańców, czyli 24 mln ludzi, wymaga pomocy - podkreśla gość TOK FM.

Grzelewski sam był w Jemenie, w którym od 2015 trwa wojna. Jak mówi, bardzo szybko przekonał się, że nie ma przesady w opinii, że ten kraj jest miejscem największego kryzysu humanitarnego na świecie. - To nie są puste słowa. Sytuacja jest tragiczna. Widać tam ludzi, którzy są na skraju życia i śmierci. Na własne oczy widziałem ludzi, którzy z desperacji jedli papkę z gotowanych liści krzewów, które nie są jadalne. Tak po prostu oszukuje się głód. Byłem w szpitalu, gdzie trafiały dzieci z matkami, które straciły pokarm właśnie z niedożywienia. Te kobiety mówiły mi, że dają dzieciom wodę po gotowanym ryżu. Ale to w żaden sposób nie przyczynia się do rozwoju dziecka. Do szpitali dzieci trafiają ze skrajnym nieodżywieniem. Wielu nie udaje się uratować - relacjonuje pracownik PAH.

Wolontariusz szybko na misję nie wyjedzie

Polska Akcja Humanitarna jest częścią światowej sieci organizacji, które niosą pomoc. Jak podkreśla Grzelak, w podejmowaniu decyzji o pomaganiu nie liczą się wyłącznie porywy serca. Bo dobre planowanie jest jednym z fundamentów efektywnego pomagania.

- Spływają do nas raporty, analizy i alerty. Śledzimy też sytuację w mediach, bo często właśnie media wiedzą szybciej i lepiej niż wszystkie organizacji humanitarne razem wzięte. Po analizie tego, co możemy zaoferować, podejmujemy decyzje o pomocy. Bardzo ważna jest koordynacja, bo w historii bywało tak, że akcje były bardzo źle zaplanowane, że np. wiele organizacji postanawiało działać w tym samym czasie w jakimś miejscu. Zupełnie bez koordynacji. I była to pomoc nieefektywna, np. przesyłano na miejsce butelki wody, które były tam zupełnie niepotrzebne, a ich transport był bardzo drogi - wymienia rozmówca Przemysława Iwańczyka.

I dodaje, że "dziś pomoc humanitarna to dziedzina nauki".  - Są studia humanitarne, które przygotowują profesjonalnych pracowników organizacji humanitarnych. W naszym zespole są osoby, które są gotowe do wyjazdów nagłych. Ale nie wysyłamy wolontariuszy. Bo praca wolontariusza mogłaby być dla nas obciążeniem i zagrożeniem dla misji. Potrzebujemy wysyłać ludzi przygotowanych, mamy pełen zakres szkoleń, które są wymagane przed podjęciem pracy w takich miejscach. Gdybyśmy brali wolontariuszy, którzy mają bardzo szlachetne pobudki, ale są nieprzygotowani na realia konfliktu, mogłoby to zagrozić naszym planom. Moglibyśmy nie dotrzeć na miejsce, bo np. takiej sobie coś by się stało - argumentuje pracownik Polskiej Akcji Humanitarnej. 

W Aplikacji TOK FM posłuchasz na telefonie:

Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM

Serwis informacyjny