Skradziono wydrę Basię. Od oseska wychowana przez ludzi była przygotowywana do wypuszczenia na wolność

Młodą wydrą zajmowała się prezeska fundacji Dzika Ostoja ze Szczecina. Zwierzę zostało skradzione z jej posesji, gdzie było rehabilitowane i przygotowywane do procesu dziczenia. Opiekunka apeluje do złodziei, aby wypuścili Basię, bo jak pisze "maskotki z niej nie będzie".

W weekend złodzieje wtargnęli na posesję Marzeny Białowolskiej, prezeski działającej w Szczecinie Fundacji Na Rzecz Zwierząt "Dzika Ostoja". 

Ich łup okazał się jednak nietypowy. Oprócz dużej, białej donicy ogrodowej z iglakiem zabrali wydrę Basię, która w osobnym pomieszczeniu przechodziła najpierw rehabilitację, a potem proces dziczenia. Basia była przygotowywana do wypuszczenia na wolność. "Złodzieje myśleli, że otworzą domek i zobaczą cenne rzeczy, a w środku była BEZCENNA BASIA. Została zabrana razem z szarym kontenerkiem, który stał przed domkiem. Basia ze względu na gabaryty i to, że ma dziczeć, została przeniesiona do swojego dużego apartamentu" - napisała jej opiekunka na Facebooku.

"Niech złodziej jej nie wypuszcza"

Basia jest już samodzielną wydrą. Od tygodnia łapała żywe pająki i ślimaki, a także żywe ryby w wodzie. Waży 2.5 kg. Jak zaznacza opiekunka, Basia bardzo mocno gryzie, jeśli się przestraszy, jest bardzo zwinna i może uciec. Podkreśla, że nie da się z niej zrobić maskotki. 

"Gdyby złodziej to czytał, to niech jej nie wypuszcza! Basia powinna już sobie w zarybionej wodzie poradzić, ale wydry są terytorialne i może nie być zaakceptowana. Niech osoba, która ją porwała, ma w sobie odrobinę człowieka i odda Basię jak nie do mnie to do Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami, Straży Miejskiej, schroniska, (mojego -red.) sąsiada. Ona trafi do mnie. Resztę może sobie zatrzymać" - apeluje opiekunka. 

Prosi także o kontakt, jeśli ktoś zauważy u kogoś wydrę. 

"Zaropiałe oczy i mnóstwo kleszczy" 

Maleńka wydra trafiła do Dzikiej Ostoi, kiedy miała zaledwie siedem tygodni - informuje szczecińska "Gazeta Wyborcza". Miała zaropiałe oczy, mnóstwo kleszczy, rozwolnienie i chorobę sierocą (ssała materiał i krzyczała, kiedy nikt nie nosił jej na rękach i jej nie głaskał).

W chwili znalezienia ważyła niewiele ponad 400 gramów, czyli za mało jak na swój wiek. Mimo że powinna była pić tylko mleko, reagowała wyłącznie na zapach psiego jedzenia. Dzięki opiece Marzeny Białowolskiej z Dzikiej Ostoi zwiększyła wagę do 2,5 kg oraz nauczyła się samodzielności. 

Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM

Serwis informacyjny