Śmierć pieszego w Warszawie. Winni urzędnicy? MJN rozważa wniosek do prokuratury

Po śmiertelnym wypadku z udziałem pieszego na warszawskich Bielanach stowarzyszenie Miasto Jest Nasze rozważa wniosek do prokuratury wymierzony w stołecznych urzędników. - Jeśli mieszkańcy mówią, że tam jest niebezpiecznie i przez lata nic nie zostało zrobione, to czym to jest, jeśli nie zaniedbaniem obowiązków służbowych? - zastanawiał się na antenie TOK FM szef organizacji Jan Menwel.

Mieszkańcy Warszawy żyją tragicznym wypadkiem, do którego doszło w niedzielę w dzielnicy Bielany. Rozpędzony kierowca BMW wjechał w pieszego na ulicy Sokratesa. Mężczyzna przechodził przez przejście dla pieszych ze swoją partnerką i trzyletnim synem w wózku. Zdołał odepchnąć kobietę i dziecko, sam - mimo długiej reanimacji - zginął.

- Chciałbym powiedzieć, że ta historia jest wyjątkowo drastyczna, ale niestety to nieprawda. Ta historia jest zupełnie zwyczajna. Mogła się przydarzyć każdemu z nas - mówił w TOK FM Jan Mencwel, prezes stowarzyszenia Miasto Jest Nasze. - Niestety znaczny procent polskich kierowców przekracza prędkość na przejściach dla pieszych ignorując fakt, że w zderzeniu z rozpędzoną maszyną, którą kierują, pieszy nie ma szans na przeżycie - dodał.

Rośnie liczba zabitych na pasach

Zdaniem Mencwela, niedzielny wypadek na Bielanach - jak w soczewce - skupia w sobie wiele patologii polskiego ruchu drogowego. W rozmowie z Agatą Kowalską aktywista zwrócił uwagę, że to właśnie w naszym kraju rośnie liczba zabitych osób przechodzących przez przejścia dla pieszych. - To jest ewenement na skalę europejską i nie robimy z tym absolutnie nic poza jakimiś absurdalnymi kampaniami, które - co widać na przykładzie niedzielnego zdarzenia - niewiele by dały, na przykład "noś odblaski" - stwierdził Mencwel, przypominając że do wypadku na Sokratesa doszło w środku dnia, przy doskonałych warunkach atmosferycznych.

Aktywista przekonywał, że przekraczanie prędkości przez kierowców przed przejściami jest nagminne.  Powoływał się na badania Instytutu Transportu Samochodowego z lipca tego roku, wedle których robi tak aż 85 procent kierujących.

- W polskim prawie o ruchu drogowym istnieje zapis, że kierowca ma obowiązek zachować szczególną ostrożność dojeżdżając do przejścia. W praktyce oznacza to, że przy prędkości 50 kilometrów na godzinę powinien jeszcze zwolnic. I to nie chodzi tylko o to, że będzie bardziej ostrożny. Kluczowe jest to, że szanse na przeżycie pieszego po zderzeniu z pojazdem, który jechał 50 kilometrów na godzinę wynoszą 40-60 procent. Jeśli zaś kierowca jechałby 30 kilometrów na godzinę, to te szanse wzrastają do 80 procent - wyjaśnił Mencwel.

Aktywista podkreślał, że choć z jednej strony polscy kierowcy zdają sobie sprawę z tych zależności, z drugiej - w praktyce - ignorują je. Przekonywał, że w wielu innych krajach Unii Europejskiej każdy wypadek śmiertelny z udziałem pieszego uznawany jest za taki, który w ogóle nie powinien się wydarzyć. W Polsce - po krótkotrwałym poruszeniu w mediach - przechodzi się nad takimi zdarzeniami do porządku dziennego.

- Przejście dla pieszych jest miejscem, gdzie pieszy powinien być święty - stwierdził Mencwel. Dodał, że w zdecydowanej większości krajów europejskich pieszy ma pierwszeństwo już w chwili, gdy zbliża się do pasów. W Polsce takiej zasady nie ma, choć za jej wprowadzeniem opowiedziała się w lipcu senacka komisja ds. petycji. Posłowie byli przeciwni temu rozwiązaniu.

- Prawo powinno mówić, że jeżeli widzisz pieszego, to powinieneś się zatrzymać. Tymczasem w naszym prawie traktujemy kwestie bezpieczeństwa, a w zasadzie kwestie życia, po macoszemu - skwitował Mencwel.

Będą zmiany na Sokratesa?

Prezes Miasto Jest Nasze zwrócił też uwagę na samą ulicę Sokratesa, na której doszło w niedzielę do tragicznego zdarzenia. Przypomniał, że mieszkańcy tej okolicy już od lat apelowali o zmiany mające na celu poprawę bezpieczeństwa na tej arterii. - Mam list mieszkańców do władz miasta już z 2014 roku! Apelowali o sygnalizację dokładnie na tych pasach, na których doszło do wypadku. Sygnalizacji do dziś oczywiście nie ma - podkreślił gość Agaty Kowalskiej.

W związku z tym stowarzyszenie Miasto Jest Nasze rozważa złożenie zawiadomienia do prokuratury. - Jeśli mieszkańcy apelują i mówią, że tam jest niebezpiecznie i nic nie zostało zrobione, to czym to jest jeśli nie zaniedbaniem obowiązków służbowych? Jakie jest zadanie osób odpowiedzialnych za drogownictwo, jeśli nie dbanie o bezpieczeństwo? - pytał Mencwel. Szef MJN dziwił się też, dlaczego do niedzielnego zdarzenia nie odniósł się prezydent Rafał Trzaskowski. - Wczoraj wrzucał selfie z jakiejś lokalnej imprezy, a temat tego, że ktoś ginie na ulicy nie jest dla niego istotny? To prezydent miasta czy polityk prowadzący kolejna kampanię wyborczą? - pytał Mencwel.

W poniedziałek wieczorem mieszkańcy Bielan zorganizowali protest w miejscu tragicznego wypadku. Kilkaset osób przechodziło przez pasy, policja wstrzymała ruch.

Warszawski Zarząd Dróg Miejskich potwierdził, że projekt dotyczący uspokojenia ruchu na ulicy Sokratesa był gotowy od dawna, ale brakowało pieniędzy na jego realizację. Bo koszt całkowitej przebudowy ulicy Sokratesa - ze zwężeniem jezdni i montażem progów zwalniających - to nawet 16 milionów złotych. - Oczywiście i my, jako ZDM i miasto ma świadomość tego, że te zmiany są konieczne. To jest bezdyskusyjne. Natomiast są inne ulice, na których również musimy to bezpieczeństwo poprawiać - mówiła TOK FM rzeczniczka ZDM Karolina Gałecka. 

Dlatego, w pierwszej kolejności, w miejscu wypadku powstanie "aktywne przejście dla pieszych". - To pulsujące światła w ziemi, które zwracają uwagę kierowcy, że zbliża się do przejścia dla pieszych - wyjaśniała Gałecka.

31-latek Krystian O., kierujący BMW, które wjechało w pieszego usłyszał zarzut spowodowania wypadku drogowego ze skutkiem śmiertelnym oraz narażenia kobiety i jej dziecka, znajdujących się na przejściu dla pieszych, na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu.

Jak poinformował rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie Łukasz Łapczyński,  podejrzany przyznał się do zarzucanego mu czynu. - Wyjaśnił, że niewiele pamięta, dodał, ze oślepiło go słońce - podał Łukasz Łapczyński.

Posłuchaj całej rozmowy z Janem Menwelem. W Aplikacji TOK FM znajdziesz ją na telefonie!

Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM

Serwis informacyjny

Komentarze (15)
Śmierć pieszego w Warszawie. Winni urzędnicy? Miasto Jest Nasze wniosek do prokuratury
Zaloguj się
  • Adam F.

    Oceniono 7 razy 5

    Ile może kosztować przykręcenie do jezdni plastikowego progu spowalniającego?

  • elabienkowska

    Oceniono 8 razy 4

    Wysłuchaliśmy części audycji. Wynikało z niej, że głównym winowajcą jest Prezydent miasta , bo "biedny" kierowca BMW , widząc szeroką ulicę był zmuszony do szybkiej jazdy. A gdzie przestrzeganie przepisów i obowiązującej szybkości? Jeździmy tą ulicą z przepisową szybkością i jesteśmy wyprzedzani przez innych kierowców. Nawet zainstalowanie świateł nie spowoduje , że ktoś nie wjedzie na czerwonym świetle na pieszego. Tylko zdyscyplinowanie w skuteczny sposób kierowców np. bardzo dużymi mandatami lub konfiskatą pojazdu i zabraniem prawa jazdy do końca życia może coś zmienić. Obserwujemy kierowców , jak omijają progi na ul. Kochanowskiego (kilkaset metrów dalej) środkiem jezdni.
    Mam też pretensję do prowadzących TVN turbo , by mniej ekscytowali się mocą i szybkością samochodów , a bardziej skupili się na używaniu rozumu przez kierowców.

  • tomaselli

    0

    W Austrii potracenie pieszego na przejsciu dla pieszych to pozegnanie sie z prawkiem i jezeli obrazenia sa powazne , badz nie daj Boze smiertelne, placenie dozywotniej renty czlonkom rodziny. Pieszy to swieta krowa i najwyzszy czas , zeby Polsacy tego sie nauczyli.Takie cwaniaczki jak Najsztub, Durczok etc. daja tylko zly przyklad i bynajmniej nie pozostali by tutaj bezkarni !

  • 2bxornot2b

    Oceniono 10 razy 0

    Ratusz teraz nie ma czasu na pierdoly sa wazniejsze rzeczy np. edukacja pedofilska.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX