"Dwie osoby nie żyją z tego pańskiego wypadku". Jak wygląda resocjalizacja kierowców w polskich więzieniach?

Jeżeli wsiadłem po pijaku do samochodu, to wina jest moja. A nie samochodu, nie ruchu drogowego, ani niczyja inna (...). Powinienem być mądrzejszy, bardziej asertywny i nie godzić się na takie głupoty - wspominał w TOK FM dr Kamil Miszewski, który w 1998 roku zasnął za kierownicą.

Nocy z 19 na 20 sierpnia 1998 roku dr Kamil Miszewski, socjolog z Akademii Pedagogiki Specjalnej w Warszawie, zapewne nie zapomni do końca życia. Dał się wtedy namówić kolegom, żeby po imprezie odwieźć ich do domu, do Chojnic. Droga nie miała być długa, to było tylko 8 km. 

- Namawiali mnie dosyć długo. Paradoks polega na tym, że ja nie miałem w zwyczaju jeżdżenia po pijaku. To był mój pierwszy raz. Zakończył się bardzo tragicznie - wspominał w rozmowie z Adamem Ozgą w TOK FM. 

"Dwie osoby nie żyją z tego pańskiego wypadku"

Gość TOK FM o tym, w jaki sposób zakończyła się jego nocna jazda, dowiedział się na drugi dzień, kiedy leżał na oddziale intensywnej terapii. - Zajrzała pielęgniarka, sprawdziła, jak się czuję, czy wszystko gra, ale wychodząc, cofnęła się w drzwiach i powiedziała: a zapomniałabym, dwie osoby nie żyją z tego pańskiego wypadku. Potem wyszła, zamykając drzwi - opowiadał.  

Miszewski zasnął za kierownicą i uderzył w przydrożne drzewo. Dwóch jego kolegów zginęło, pozostali, którzy jechali tym samym samochodem, doznali dosyć ciężkich obrażeń. 

Czekał go czasowy zakaz jazdy samochodem i trzy lata pozbawienia wolności, z rocznym odroczeniem ze względu na stan zdrowia. Jak na wypadek zareagowali jego znajomi, bliscy on sam? 

- Pierwsza myśl to niedowierzanie, że to w ogóle się stało. Kiedy człowiek siada za kółko po pijanemu, to towarzyszy temu jakaś taka potworna bezmyślność. To mi wówczas towarzyszyło. Ja w ogóle nie rozpatrywałem tego w kategoriach wypadku. Jedyne co mi wówczas, gówniarzowi, spędzało sen z powiek, to to czy ja zostanę złapany przez policję, czy nie - przypominał sobie Miszewski, dodając, że tylko o tym myśleli też wcześniej jego koledzy, którzy notorycznie prowadzili samochody pod wpływem alkoholu. 

W rozmowie z Adamem Ozgą wspominał, że z początku miał żal do Boga, że nie mógł mu dać łagodniejszej nauczki. Pojawił się też bunt, bo przecież do podwiezienia znajomych został namówiony. - Próbowałem zdjąć z siebie tę winę. Gdyby mnie nikt nie namawiał, pewnie bym nie pojechał, ale powinienem być mądrzejszy, bardziej asertywny i nie godzić się na takie głupoty. Jeżeli wsiadłem po pijaku do samochodu, to wina jest moja. A nie samochodu, nie ruchu drogowego, ani niczyja inna - podkreślił. Towarzyszył mu również zawód rodziców oraz żal bliskich osób, które zginęły. - Praktycznie te uczucia w jakimś stopniu towarzyszą mi do dziś. Nie da się tego pozbyć, przekreślić - zaznaczył.

Resocjalizacja w więzieniu. "Zręby, strzępy, ochłapy"

Podczas pobytu w więzieniu Kamil Miszewski zbierał materiały do pracy magisterskiej, którą zadedykował ofiarom wypadku. Jak mówił, pomysł pojawił się przez przypadek. - Mój kolega z roku powiedział mi: jeśli jesteś socjologiem i trafiasz do kryminału, to grzechem byłoby nie wykorzystać takiej sytuacji. Bardzo rzadko ktoś ma szansę wejść w takie środowisko i spróbować zrobić badania w taki naukowy i rzetelny sposób - opowiadał. 

Obecnie gość TOK FM zajmuje się zawodowo tematem resocjalizacji. Jest adiunktem w Zakładzie Psychopedagogiki Resocjalizacyjnej w APS. W więzieniu miał jednak z własną resocjalizacją niewiele do czynienia. - Kiedy przyglądam się swojemu pobytowi w więzieniu, to były to takie zręby, strzępy, ochłapy resocjalizacji. Raczej nic takiego w sposób zorganizowany w więzieniach nie występuje - stwierdził. 

A szkoda, bo mogłaby ona pomóc osadzonym przepracować wydarzenia, które były ich udziałem. W jaki sposób on wyobraża sobie taki proces? Według niego na początku odbywania kary więzień powinien odbyć rozmowę z wychowawcą, psychologiem, który uświadomi mu, co zrobił i jakie są tego konsekwencje, a następnie wspólnie to z osadzonym przepracuje. 

- Wbrew pozorom to nie jest takie proste. Psychika ludzka broni się przed dopuszczeniem wiadomości, że oto ja jestem sprawcą takiej tragedii - stwierdził, wyjaśniając, że sam dość długo się przed tym opierał. - Tak na dobrą sprawę to cały czas jeszcze to do mnie dociera, konsekwencje mojego czynu. Po 10 latach od wypadku tak naprawdę zacząłem rozumieć, co zrobiłem i jakie są konsekwencje. Zakład karny mi w tym nie pomógł, jeśli chodzi o uświadomienie mi tego czy resocjalizację - mówił. 

W Aplikacji TOK FM posłuchasz na telefonie:

Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM

Serwis informacyjny

Komentarze (72)
Jazda po pijanemu. "Dwie osoby nie żyją z tego pańskiego wypadku"
Zaloguj się
  • czarnyminio

    Oceniono 19 razy 17

    Miałem do czynienia z takim sprawcą wypadku lata temu. Jechał pijany dużym Fiatem. Samochód przeciążony,wyładowany kradzionymi materiałami z budowy. Na łuku drogi znosi go w lewo, czołówka maluchem w którym giną dwie siostry bliźniaczki w przeddzień ślubu.W trakcie odbywania kary pozbawienia wolności facet starał się o przerwę.Motywował to żniwami i ślubem córki.Dostał odmowę , biadolił jak niesprawiedliwie sąd go potraktował. Zero empatii, zero skruchy, zero refleksji nad tragedią jaką spowodował u tamtej rodziny.

  • zaharik

    Oceniono 14 razy 14

    dlaczego ludzie nie mogą po trzeźwemu zaplanować bezpiecznego powrotu z imprezy? wystarczy, że jedna osoba nie będzie pić albo umówić się z kimś spoza imprezy o powrót, albo zrzucić się na taksówkę czy ubera itp itd.

  • takaprawda3000

    Oceniono 15 razy 13

    Za jazdę po pijaku i zabójstwo dwóch osób 3 lata więzienia. Fajne mamy prawo ustanowione przez polityków.

  • marcin.rudzinski

    Oceniono 13 razy 11

    Skoro po wyjściu z więzienia obronił doktotat, pracuje w zawodzie, jest adiunktem i publikuje, to resocjalizacja jednak jest. Pewnie własnym sumptem, ale zawsze.

  • vivianmate

    Oceniono 10 razy 10

    " odwieść do domu"- gratulacje, a podstawówkę autor tekstu chociaż skończył?

  • koenzymq10

    Oceniono 20 razy 8

    "odwieść ich do domu" - dziękuję, cenię dobrze dziennikarstwo.
    Odwieść to można od wódki. A Odwieźć to już co innego. BTW Po odwiedzeniu [od] wódki (ale odwiedzenie tutaj nie oznacza odwiedzin (sic!)) mozna nadal kogoś odwieźć do domu.

  • 162tony

    Oceniono 8 razy 6

    Chociaż trafił do więzienia. Obecnie tylko 20% sprawców wypadków po alkoholu czy narkotykach, trafia do więzienia.
    Alkohol i bycie pod wpływem środków odurzających - są to okoliczności łagodzące jak wiek czy brak dotychczasowej karalności.

    Wynika z tego że jak chcesz komuś zrobić krzywdę i nie iść siedzieć to:
    - ukradnij samochód
    - upij się i naćpaj
    - rozjedź tego kogoś autem

    Same okoliczności łagodzące.

  • skarolina

    Oceniono 16 razy 6

    Odwieść to powinien był ich od pomysłu odwożenia przez nietrzeźwego. A dał się namówić, żeby ich odwieźć

  • misiek12321

    Oceniono 4 razy 4

    Dlamnir pijanych i nacpanych za kółkiem powinno się tak tepic by na samą myśl o jeździe pod wpływem wszystkim kierowca robiło się niedobrze

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX