Ponad 40 tys. ofiar wypadków na polskich drogach. "To naprawdę poważny problem, który ma za niską rangę"

Dziś przypada Światowy Dzień Pamięci o Ofiarach Wypadków Drogowych. Tylko w 2018 roku zgłoszono policji 31,7 tys. wypadków drogowych, w których śmierć poniosło 2 862 osoby, a ponad 37 tys. zostało rannych.  - Problem polega na tym, że uważamy, iż wypadki drogowe zdarzają się innym, a nie nam -  ocenia Anna Zielińska z Instytutu Transportu Samochodowego.

Światowy Dzień Pamięci Ofiar Wypadków Drogowych został zainicjowany przez angielską organizację Road Peace w 1993 roku. Przez wiele lat znany był jako Europejski Dzień Pamięci. 26 października 2005 r. Zgromadzenie Ogólne ONZ zaprosiło państwa członkowskie i społeczność międzynarodową do obchodzenia trzeciej niedzieli listopada jako corocznego dnia pamięci.

W Polsce główne obchody odbywają się w miejscowości Zabawa koło Tarnowa. - Tam stanął pomnik ofiar wypadków drogowych. Od lat spotykają się tam rodziny ofiar; dzięki taki spotkaniom stają się dla siebie swoistą grupą wsparcia. Są też spotkania z psychologami. Ale to niestety tylko jeden dzień w roku. A w wyniku wypadków dzieci tracą rodziców, młodzi ludzie tracą zdrowie. To naprawdę poważny społeczny problem, który moim zdaniem ma za niską rangę - oceniła w TOK FM Anna Zielińska z Instytutu Transportu Samochodowego.

Z danych KGP wynika, że  w 2018 roku zgłoszono policji 31,7 tys. wypadków drogowych, w których śmierć poniosło 2 862 osoby, a 37 359 osób zostało rannych, z czego prawie 11 tys. odniosło ciężkie obrażenia. 

- Problem polega na tym, że uważamy, iż wypadki drogowe zdarzają się innym, a nie nam. A dziś szczególnie powinniśmy myśleć o tym, jak poważne to zagrożenie - podkreśliła rozmówczyni Przemysława Iwańczyka. Ekspertka z Instytutu Transportu Samochodowego nie ma wątpliwości, że niezwykle ważne są kampanie, które mają ostrzegać i uświadamiać zagrożenia. Ale, jej zdaniem, "największe wrażenie robi kontakt z ofiarami wypadków drogowych, czyli rozmowa z ludźmi poszkodowanymi i rozmowa ze sprawcami". - Są programy edukacyjne, które polegają na tym, że sprawcy wypadków opowiadają np. kandydatom na kierowców, jak ich życie zmieniło się po tym, jak spowodowali wypadek. Trzeba pamiętać, że nikt nie myśli, że może być sprawcą wypadku - podkreśliła. 

Sami musimy się zmienić

Jak mówiła Anna Zielińska, w Polsce kampanie społeczne, edukacja, czy poprawa infrastruktury drogowej nie wystarczają. Bo pozytywnej zmiany nie będzie bez zmiany sposobu myślenia. - Od zawsze istnieje u nas brak świadomości tego, jak ogromne znaczenie ma nadmierna prędkość. Wydaje się, że ciągle nie wierzymy w to, że system kontroli radarowej służy naszemu bezpieczeństwu. Ciągle słyszy się o tym, że kierowcy protestują, a społeczeństwo generalnie uważa, że system kontroli radarowej, to maszynka do zarabiania pieniędzy przez państwo. Podczas gdy jest to najbardziej skuteczny system przeciwdziałania tragediom na drogach. Nie ma lepszego! A u nas ciągle jest opór, liczba radarów jest minimalna, kontrole są rzadkie - wyliczała rozmówczyni Przemysława Iwańczyka. I dodała, że do tego, aby sytuacja się poprawiła, nie wystarczą zmasowane kontrole przeprowadzane przy okazji długich weekendów czy świąt. 

Zwróciła też uwagę na to, że w Polsce bardzo często krytykuje się rozwiązania, które w innych państwach się sprawdzają. - Często dyskutuje się nawet w gremiach specjalistów, co to będzie, jak w miastach wprowadzimy strefy ograniczenia np. do 30 km. Słyszymy, że miasta się zakorkują. A są przecież miejsca, w których takie rozwiązania obowiązują i nic strasznego się nie dzieje - przekonywała eksperta z Instytutu Transportu Samochodowego.

Rozmowy posłuchasz dzięki aplikacji TOK FM:

Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM

Serwis informacyjny

Komentarze (3)
Wypadki drogowe. Światowy Dzień Pamięci Ofiar Wypadków Drogowych
Zaloguj się
  • endrju1521

    Oceniono 5 razy 5

    W tym dzikim kraju, liczy się tylko

    życie zarodków a nie ludzi żyjących ! ! ! ! !

  • ehi

    Oceniono 1 raz 1

    Jestem za powrotem do radarow. Polak uczy sie tylko przez kieszen i jest oporny na wiedze oraz nie posiada wyobrazni empatycznej. Polskie drogi to walka o pierwszenstwo jednych i proba przetrwania w dzungli drugich.

  • rzydeta

    Oceniono 5 razy -5

    "w miastach wprowadzimy strefy ograniczenia np. do 30 km" - a dodatkowo przed każdym automobilem będzie kroczył człowiek z czerwoną chorągiewką. Że co? Że sprowadzam rzecz do absurdu, przywołując zapis z niesławnej pamięci Locomotive Act? Po prostu staram się dostosować do poziomu absurdu, wydalanego przez ogarniętych wszechzwęzizmem poupychanych po znajomości w stołecznym Ratuszu ekofaszystów, zwanych dla niepoznaki "miejskimi aktywistami", którzy za przyzwoitą urzędniczą kasę całymi dniami wylegują się na drewnianej plaży na Placu Bankowym kombinując, jakby tu jeszcze uprzykrzyć życie mieszkańcom stolicy.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX