Kopalnia Wujek. Były zomowiec, oskarżony o strzelanie do górników, skazany

Sąd Okręgowy w Katowicach skazał byłego zomowca, oskarżonego o strzelanie do górników w kopalni Wujek, na 3,5 roku więzienia.

Sąd Okręgowy w Katowicach skazał Romana S, byłego zomowca, oskarżonego o strzelanie do górników w KWK Wujek na początku stanu wojennego w 1981 roku, na 3,5 roku więzienia. Były zomowiec, który ma niemieckie obywatelstwo, był ścigany Europejskim Nakazem Aresztowania. W maju został zatrzymany w Chorwacji. Wyrok  jest nieprawomocny.

Obrona Romana S. zapowiedziała złożenie apelacji. - Trudno zgodzić się w całości z argumentacją sądu, na pewno będzie wywiedziona apelacja - powiedział dziennikarzom obrońca oskarżonego Tomasz Piróg. W jego ocenie, kara wymierzona jego klientowi jest zbyt wysoka. Na początku procesu adwokat złożył wniosek o umorzenie postępowania, sąd się na to nie zgodził. - Nadal nie zgadzam się z argumentacją sądu w tym zakresie i będzie to jedna z podstaw apelacji - wskazał.

Uczestnicy krwawo stłumionego 38 lat temu protestu uznali wyrok za sprawiedliwy, prokurator jest zadowolony z uznania winy.

Jeszcze przed rozpoczęciem rozprawy w sądzie doszło do awantury. Sędzia wezwał straż. Osoby związane z Adamem Słomką, działaczem opozycji w PRL oraz byłym posłem, przyniosły do sądu transparenty; krzyczeli też "Precz z komuną" i "Precz z mafią w polskich sądach". 

Wydając wyrok, sąd nie podzielił stanowiska prokuratora, że czyn zarzucany byłemu zomowcowi stanowi nie tylko zbrodnię komunistyczną, ale też zbrodnię przeciwko ludzkości. Gdyby się z nim zgodził, nigdy nie doszłoby do przedawnienia; zbrodnia komunistyczna zarzucana S. przedawni się 31 lipca przyszłego roku. Oznacza to, że do tego czasu powinien zapaść prawomocny wyrok.

Przywódca strajku w Wujku Stanisław Płatek uznał, że wyrok jest sprawiedliwy. Przypomniał, że uczestnicy krwawo stłumionego protestu musieli czekać na to orzeczenie 38 lat. Płatek zauważył, że S. wyraził skruchę i przeprosił. - To jedyny, który przeprosił, chociaż nie przyznaje się do tego, że strzelał. To jest ważne - podkreślił Płatek. Przypomniał, że uczestnicy strajku kilka lat temu wystosowali apel, w którym napisali, że przebaczają sprawcom, ale nie doczekali się odzewu. - To jest pierwszy, który schylił się i przeprosił, chociaż nie możemy przypisać mu konkretnej winy, bo nie ma na to dowodów (…) - dodał Płatek.

Kopalnia Wujek. Zginęło 9 górników

Podczas stanu wojennego, 16 grudnia 1981 r., w czasie pacyfikacji strajku w KWK "Wujek" w Katowicach milicja użyła broni palnej. Od milicyjnych kul zginęło tam dziewięciu protestujących górników, a ponad 20 innych zostało rannych. Była to największa tragedia stanu wojennego.

Osądzenie byłych milicjantów okazało się niezwykle trudne. Proces w pierwszej instancji toczył się trzy razy. Ostateczny wyrok, w którym sąd uznał winę i wymierzył kary po kilka lat pozbawienia wolności kilkunastu byłym członkom milicyjnego plutonu specjalnego, zapadł dopiero w kwietniu 2009 r. - po niemal 28 latach od tragedii. Sąd Najwyższy oddalił wówczas kasacje obrony, uznając je za niezasadne, a wyroki sądów niższych instancji - za zgodne z prawem.

Protest w kopalni "Wujek" rozpoczął się 14 grudnia po tym, gdy górnicy dowiedzieli się o aresztowaniu szefa zakładowej Solidarności Jana Ludwiczaka. 16 grudnia kopalnię otoczyły siły milicji i wojska z czołgami i wozami pancernymi. Negocjacje strajkujących z władzami nie przyniosły rezultatu. Przed godziną 11 czołgi sforsowały kopalniany mur, a uzbrojone oddziały ZOMO wkroczyły na teren zakładu. Do akcji wprowadzony został milicyjny pluton specjalny, padły strzały. Na miejscu zginęło sześciu górników, jeden umarł kilka godzin po operacji, dwóch kolejnych na początku stycznia 1982 r.

Aplikacja TOK FM. Słuchaj i testuj przez dwa tygodnie.

Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM