Wieloletni rzecznik prasowy Pawła Adamowicza: Wiele polskich miast mogło nam tego prezydenta naprawdę zazdrościć

- Należę do takiej dość wąskiej chyba grupy ludzi, którzy nie do końca jeszcze to wszystko oswoili. To jest strasznie trudne. Nam się w dalszym ciągu wydaje niemożliwe, że go nie ma. I to jest taki straszny żal i straszna pretensja, do całego świata właściwie - mówi w rozmowie z TOK FM Antoni Pawlak, wieloletni współpracownik prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza w rok po jego śmierci.

Jeszcze o poranku, w poniedziałek 14 stycznia 2019 roku, wszyscy mieli nadzieję, że prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza uda się uratować. Dzień wcześniej, podczas finału WOŚP, 27-letni Stefan W. kilkukrotnie ranił go nożem. Wszystko działo się na oczach tysięcy ludzi - na scenie, podczas kluczowego momentu WOŚP-u, czyli popularnego "Światełka do nieba". Niestety, około godziny 14 w poniedziałek z Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego, do którego trafił samorządowiec, nadeszła najgorsza z możliwych wiadomości - Paweł Adamowicz zmarł. - Przegraliśmy walkę o życie pana prezydenta - przyznali lekarze.

W pierwszą rocznicę tych tragicznych wydarzeń trójmiejski reporter TOK FM Paweł Radzewicz rozmawiał z Antonim Pawlakiem - wieloletnim współpracownikiem prezydenta Adamowicza - zarówno w roli doradcy, jak i rzecznika prasowego.   

Paweł Radzewicz: To aż rok czy tylko rok?

Antoni Pawlak: Właściwie to nie wiem. Bo z jednej strony rok to wydaje się bardzo długi okres, natomiast ja należę do takiej dość wąskiej chyba grupy ludzi, którzy nie do końca jeszcze to wszystko oswoili. To jest strasznie trudne. Nam się w dalszym ciągu wydaje niemożliwe, że go nie ma. I to jest taki straszny żal i straszna pretensja - do całego świata właściwie.

Paweł to był facet, który miał olbrzymie zasługi dla całego miasta. Z takiego dosyć prowincjonalnego Gdańska stworzył właściwie europejską metropolię. Był wizjonerem i marzycielem, który te swoje marzenia przekuwał w rzeczywistość, i to jest po prostu niesamowite. Bardzo mało ludzi ma tę możliwość.

Pamiętam doskonale, jak w latach '90, kiedy Paweł był jeszcze przewodniczącym rady miasta, wymyślił ideę pod tytułem Europejskie Centrum Solidarności. I gdy w 2014 roku otwieraliśmy budynek ECS, stał sobie z boku, podszedłem do niego i powiedziałem: "Chyba jesteś teraz najszczęśliwszym człowiekiem na świecie, bo twoje marzenie ma teraz postać dużego, fajnego budynku". Przyznał mi rację.

Moim zdaniem, on miał krótkie, ale bardzo fajne i fascynujące życie.

I w tym właśnie budynku ECS tłumy go żegnały.

Tak. To było smutne i wzruszające, ale też - mimo wszystko - napawające nadzieją na jakieś zjednoczenie. Że stało się coś, na czym być może uda się coś [nowego] zbudować.

Siedzimy na ławeczce niemal w samym centrum Gdańska. Dziś - jak patrzymy na to miasto - to w ilu miejscach go odnajdujemy?

W bardzo wielu. Nie tylko w nowych drogach czy ulicach, ale też w tym, co jest najtrudniejsze do zdefiniowania, czyli w duchu tego miasta. My, tu w Gdańsku, rzeczywiście jesteśmy z tego miasta bardzo dumni i to też jest w dużej mierze jego zasługą. Bo Gdańsk był budowany jako miasto przyjezdnych, którzy - albo tak jak rodzina Adamowicza - byli z Wilna, albo - tak jak moja - z innych zakątków Polski. I ci ludzie czuli się w tym mieście troszkę nie u siebie. Najbardziej to było widoczne przy okazji 1 listopada, kiedy nie było do kogo pójść na groby.

Pierwsze symptomy tego, że jesteśmy u siebie, to był grudzień 1970 roku. Potem było tego coraz więcej i myślę, że te kilka [sześć - red.] kadencji Pawła Adamowicza to nasze myślenie o mieście jako o swoim miejscu na ziemi utwardziło. Bardzo wiele polskich miast mogło nam tego prezydenta naprawdę zazdrościć.

Odwiedza pan jego grób?

Nie. Nie miałem odwagi. Przez parę miesięcy po jego śmierci w ogóle nie miałem odwagi wejść do jego dawnego gabinetu. Bardzo byłem przejęty tym, jak to zniesie jego następczyni, jak będzie musiała wejść do jego gabinetu - wejść właściwie w jego buty. Na szczęście ona wybrała rzecz, która mi w ogóle do głowy nie przyszła - zmieniła gabinet. Pewną satysfakcję mi więc sprawia, że pani prezydent Dulkiewicz siedzi w pokoju, w którym ja urzędowałem przez 10 lat.

Zabierał pan Pawła Adamowicza na papierosa?

Myśmy się często spotykali w sytuacjach prywatnych - albo u mnie w domu, albo na różnych bankietach u znajomych. I zawsze było tak, że po paru "głębszych" Paweł mówił: "daj mi papierosa, to sobie zapalę". Zasadniczo nie palił, ale przy takiej fajnej rozmowie, przy alkoholu, lubił się zaciągnąć. Nie był takim antynikotynowym ortodoksem, co mi się bardzo podobało.

Poza tym, ja bardzo nie wierzyłem w katolicki konserwatyzm - że to może być coś fajnego. A się okazało, że może. I to jest doświadczenie, które mam tylko i wyłącznie dzięki niemu.

Myślę, że w dużej mierze to polegało również - nie mówię, że tylko - na naszych wzajemnych relacjach. On poprzez poznawanie mnie uczył się ludzi, którzy mają kompletnie inne widzenie świata. I zaczął to akceptować, rozumieć, a nawet lubić. On był rzeczywiście katolikiem - dosyć zdecydowanym. Zawsze żegnał się przed posiłkiem, ale nie robił tego ostentacyjnie. Robił to tak, że każdy miał świadomość, że to jest takie naturalne.

Tęskni pan?

Bardzo. Jak książkę o Pawle Adamowiczu robił Tomasz Lis, to zapytał mnie: "czy pan płakał?". Ja się trochę zjeżyłem, bo to w sumie dość intymne pytanie, ale tak - płakałem. Bo czułem się z czegoś ważnego okradziony, zupełnie niesprawiedliwie - jak mi się wydawało. Poza tym strasznie mnie zawiódł. Kiedyś po śniadaniu poszliśmy na kawę. Była może 9 lub 10 rano. Słońce, ciepło, bardzo sympatycznie. I powiedziałem mu: "Paweł, mam do Ciebie prośbę. Jak umrę, to wygłosisz przemówienie na moim pogrzebie". On się spytał: "a co miałbym powiedzieć?". Ja mówię: "wystarczy, że powiesz, że Antek Pawlak był fajnym facetem". On mówił: "A to masz to jak w banku". No i kurcze nie mam…

Reporter TOK FM Paweł Radzewicz od początku na żywo obserwował wydarzenia w Gdańsku. Był na tragicznym finale koncertu WOŚP, podczas którego Stefan W. zaatakował prezydenta Adamowicza, przed szpitalem i na uroczystościach pogrzebowych. Rozmawiał ze współpracownikami prezydenta, lekarzami i przede wszystkim - mieszkańcami Gdańska. Wszystkie niełatwe emocje tego okresu zebrał w reportażu "Wszystko dla Gdańska".   

Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM

Komentarze (3)
Rocznica śmierci Pawła Adamowicza. Rozmowa z Antonim Pawlakiem, byłym rzecznikiem, wspomnienia
Zaloguj się
  • szpung

    Oceniono 3 razy 3

    Zasdaniczo to ofiara systemu pwwszechnego dziadostwa czeci erpe.

  • Artur Cybulski

    Oceniono 3 razy 3

    Jak miał 7 mieszkań to nie dziwne że wszędzie go pełno. Tak to jest jak żal dupę ściska wydać kilka zł więcej na bezpieczeństwo podczas imprezy.

  • Artur Cybulski

    Oceniono 3 razy 3

    Pewnie że w bardzo wielu miejscach można go odnaleźć. Jak się posiadało 7 mieszkań to nic dziwnego że wszędzie go się widzi. Tak to jest żal dupę ściska wydać kilka zł więcej na bezpieczeństwo podczas imprezy.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX